<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>American High</title>
	<atom:link href="http://americanhigh.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://americanhigh.wordpress.com</link>
	<description>Opowiadania są przeznaczone dla osób pełnoletnich. Zawierają szczegółowe sceny męsko-męskiego seksu.</description>
	<lastBuildDate>Sat, 28 Jan 2012 06:16:36 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='americanhigh.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>American High</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://americanhigh.wordpress.com/osd.xml" title="American High" />
	<atom:link rel='hub' href='http://americanhigh.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Skóra Judasza &#8211; 15 &#8211; Marika</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/27/skora-judasza-15-marika/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/27/skora-judasza-15-marika/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 21:08:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Berniak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Skóra Judasza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5293</guid>
		<description><![CDATA[Brad wszedł powoli mieszkania, już teraz nieco zdenerwowany, że został praktycznie sam z Mariką. Jedynym plusem był jego młodszy brat, który powinien się gdzieś tu kręcić. Gdy jednak wszedł, rzuciły się mu w oczy długie, nagie nogi w wysokich obcasach, &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/27/skora-judasza-15-marika/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5293&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Brad wszedł powoli mieszkania, już teraz nieco zdenerwowany, że został praktycznie sam z Mariką. Jedynym plusem był jego młodszy brat, który powinien się gdzieś tu kręcić. Gdy jednak wszedł, rzuciły się mu w oczy długie, nagie nogi w wysokich obcasach, wystające zza oparcia kanapy. Zaraz potem, zza jego innej części wychynęła głowa dziewczyny. Wydęła wargi.<br />
- Cześć, pieseczku.<br />
- P&#8230;pieseczku? &#8211; Uniósł lekko brwi. &#8211; Hej&#8230;<br />
Dziewczyna podniosła się, ruszając w jego kierunku. Miała na sobie tylko porwane szorty i bluzeczkę na ramiączkach, podkreślającą jej wydatny biust, który zresztą nie był podtrzymany stanikiem, przez co jej sterczące sutki prześwitywały przez materiał.<br />
- Myślałam, że z nimi poszedłeś &#8211; odezwała się z południowym, zaciągającym akcentem.<span id="more-5293"></span><br />
- Chciałem, ale nie mieli już miejsca w samochodzie &#8211; westchnął, nieco zawstydzony.<br />
- Banda prostaków! &#8211; prychnęła ze złością Marika, przechadzając się bardzo powolnym, kołyszącym ruchem po salonie. Jej twarz zdradzała napięcie i zagniewanie.<br />
- No tak&#8230; też tak trochę uważam&#8230; coś się stało? &#8211; westchnął, oglądając się za nią bezmyślnie.<br />
Słyszał co prawda jakieś krzyki od strony lasu, ale nie był pewien do kogo należały.<br />
- Kurtis to taka cipa &#8211; jęknęła, rozkładając ręce ze złością. &#8211; Co z wami, faceci?! &#8211; spytała.<br />
Brad aż otworzył szerzej oczy.<br />
- Ci&#8230;cipa? &#8211; wydusił. &#8211; Zrobił coś?<br />
- Tak! Zawsze mu wszystko jedno! &#8211; warknęła. &#8211; Żadnej decyzji nie umie podjąć! Co to ma być?!<br />
- Ach, no tak, rozumiem! &#8211; powiedział Brad szybko, zaplatając ramiona na piersi. &#8211; Nie powinno tak być. Trzeba walczyć o swoje zdanie.<br />
- Dokładnie!! Co to za facet co mnie ciągle pyta co ma robić?! &#8211; przewróciła oczyma. &#8211; Od razu się odechciewa go!<br />
Brad podszedł nieco bliżej, ale rozejrzał się nagle.<br />
- Widziałaś gdzieś mojego brata?<br />
Dziewczyna westchnęła głośno, najwyraźniej niezadowolona z faktu, że przerwał jej skargi.<br />
- Jest u jakiejś dziewczyny tu. Poszedł z Quentinem.<br />
- U dziewczyny? &#8211; Zmarszczył brwi zaskoczony, obchodząc dziewczynę powoli i opierając się o blat w kuchni. Lustrował ją coraz bardziej zachłannie wzrokiem.<br />
Marika westchnęła ciężko.<br />
- No może zmężnieje przez to &#8211; zaśmiała się nagle, wskakując na blat. Jej piersi aż podskoczyły. &#8211; Ale numer z tymi wilkami, nie?<br />
- Numer, że się nie umieją zachować &#8211; prychnął, przesuwając palcami przy jej udzie.<br />
- Myślałam, że wszystkie wilki będą jak mój ojciec i jego kumple, ale ten mój Kurtis to jakaś porażka. On to Omegą powinien być! Tylko wielkość go chyba ratuje &#8211; prychnęła, nie dostrzegając tego, co robił jej towarzysz.<br />
- Jesteś wilkołaczycą? &#8211; Brad zamrugał, zszokowany.<br />
Marika  roześmiała się głośno, wprawiając swoje piersi w drganie przyciągające wzrok mężczyzny.<br />
- Ty chyba nie jesteś w tym od dawna, co?<br />
- Wciąż się uczę nowych rzeczy&#8230; &#8211; powiedział ciszej i przesunął palcami po jej udzie, zerkając w górę, żeby nie wyglądało na to że tylko gapi się na jej biust.<br />
Noga kobiety drgnęła i uniosła na niego wzrok. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie. Uśmiechnęła się lekko, jakby wreszcie wiedząc o co chodzi.<br />
- Tylko mężczyźni są wilkołakami&#8230; &#8211; zamruczała. &#8211; Tylko oni są prawdziwymi bestiami.<br />
Brad oblizał wargi, siłą rzeczy od razu myśląc o Raulu i jego &#8216;bestialskim&#8217; popędzie.<br />
- Czyli oni wystarczą&#8230; nie chwila&#8230; &#8211; zamyślił się znowu. &#8211; Brat Raula miał dziecko, wilkołacze&#8230; Ich matka nie przeżyła, została w formie wilka&#8230;<br />
- Oj pieseczku&#8230; &#8211; zamruczała Marika, nieznacznie rozsuwając uda. &#8211; Wilkołaka można mieć tylko z prawdziwą wilczycą.<br />
- Ale&#8230; &#8211; Brad dopiero teraz zaczynał rozumieć. &#8211; Z prawdziwą wilczycą&#8230; &#8211; powtórzył, marszcząc brwi.<br />
- Ale żyją z ludzkimi kobietami i z nimi mają ludzkie dzieci – powiedziała dziewczyna  z ciężkim westchnieniem, oddychając powoli i głęboko. &#8211; Jak ja.<br />
- Bardzo zdrowe geny&#8230; &#8211; powiedział Brad, uśmiechając się pod nosem.<br />
Kobieta uśmiechnęła się z zadowoleniem.<br />
- Wilki są tak męskie i dzikie, że mało który ludzki mężczyzna może z nimi rywalizować &#8211; powiedziała głucho, patrząc mu w oczy.<br />
Serce w Bradzie niemal zgasło, ale zacisnął mocno wargi.<br />
- O tak? Jesteś tego taka pewna? Bo podobno twój Kurtis to pantoflarz &#8211; sapnął, przesuwając się między jej uda. Złapał nagle ich boki i przyciągnął ją za nogi bliżej do siebie.<br />
Wciągnęła głośno powietrze, wgapiając się w niego, aż wypychając biust w przód.<br />
- Może zdążysz mnie przekonać nim wrócą&#8230; &#8211; sapnęła.<br />
Mężczyzna sapnął ciężko przez nos i wychylił się, całując mocno jej wydatne wargi.<br />
- Może zdążę &#8211; sapnął między jednym pocałunkiem a drugim, głaszcząc jej uda zachłannie.<br />
Dziewczyna skrzyżowała kostki na jego plecach i złapała się go z głuchym jękiem, wtulając w niego piersi. Nie miała nawet pod spodem stanika.<br />
Brad pogłębił pocałunek, wsuwając pospiesznie dłoń pod jej bluzkę, cały rozgorączkowany. Ścisnął jej pierś mocno.<br />
Pisnęła, łapiąc go za nadgarstek.<br />
- Ej&#8230; nie tak mocno&#8230; &#8211; mruknęła, patrząc na niego z wyrzutem.<br />
- Chciałaś męsko i dziko &#8211; sapnął, patrząc jej w oczy nieustępliwie i ściskając pierś nieco lżej.<br />
- Ale nie w tym miejscu&#8230; &#8211; tak to możesz mi dupę ściskać&#8230; &#8211; zaśmiała się chrapliwie.<br />
- O tak? &#8211; Wyszczerzył się bezczelnie, zsuwając obie dłonie na jej pośladki, a zaraz potem z łatwością ją podniósł z blatu. Jęknęła, chwytając się go mocno i całując z zaangażowaniem. Miała miękkie, wydatne usta.<br />
- Tak&#8230; tak rób&#8230; &#8211; odetchnęła.<br />
Brad odwzajemnił zachłannie pocałunek, ruszając do sypialni. Kobieta ocierała się o niego jak suczka w rui. Nagle, odchyliła się, jedną ręką ściągając podkoszulek i uwalniając piersi.<br />
Palce mężczyzny zacisnęły się mocniej na jej pośladkach i aż otarł się o jej krocze przez spodnie.<br />
- Och&#8230; są takie seksowne&#8230;<br />
- Tak&#8230;? &#8211; drażniła się nim, aż lekko podrzucając piersiami przy nim.<br />
- Opalasz się topless? &#8211; sapnął, opadając z nią na łóżko.<br />
- A lubisz opalone? &#8211; zaśmiała się, mocniej przyciągając go udami i jednocześnie bezwstydnie zbierając piersi dłońmi o długich paznokciach.<br />
- Tak.. &#8211; sapnął unosząc się przy niej i wpatrując się w biust, podniecony. &#8211; Jak na wakacjach &#8211; wydusił, bezmyślnie.<br />
Gdy tylko Marika była wolna, klęknęła z wysoko wypiętym tyłkiem w szortach i dobrała się ekspercko do spodni Brada, ściskając jego krocze przez dżins.<br />
- Masz coś takiego i jesteś suczką Raula? &#8211; zasapała głucho.<br />
Mężczyzna odetchnął ciężko, wypinając nieco biodra. I tu był pies pogrzebany! Nie chciał przy niej wyjść na jakąś pipkę!<br />
- A jak ci się wydaje? &#8211; oblizał wargi.<br />
Marika uśmiechnęła się szeroko.<br />
- Bo ma wielkiego chuja pewnie?<br />
Brad pochylił się do jej ucha, wsuwając palce we włosy dziewczyny.<br />
- Bo się nie przyzna, ale też bardzo lubi mojego kutasa.<br />
Marika uniosła głowę, zaskoczona.<br />
- Żartujesz&#8230;. &#8211; powiedziała calkiem poważnie.<br />
- Nie &#8211; prychnął. &#8211; Tylko uprzedzam, że się nie przyzna &#8211; sapnął, zerkając znowu na jej biust.<br />
- I on jest niby tym alpha tutaj? &#8211; zaśmiała się powątpiewająco, nagłym ruchem spuszczając Bradowi spodnie. Penis aż wyskoczył z jego spodni.<br />
- Dlatego się musi kryć z uwielbieniem dla mojego chuja &#8211; sapnął, nieco wyolbrzymiając.<br />
- Chłopcy będą zachwyceni&#8230; &#8211; zachichotała Marika nisko, po czym liznęła szybko penisa i po chwili zebrała piersi razem i potarła nimi o niego.<br />
- Nie mów im &#8211; sapnął, skupiony jednak o wiele bardziej na czym innym. Przesunął dłonią po boku wielkich piersi.<br />
- Bo co? &#8211; zaśmiała się, liżąc brzuch Brada. &#8211; Daj coś śliskiego&#8230;<br />
- Bo tak ci mówię &#8211; sapnął. &#8211; I tak ci nie uwierzą. &#8211; Błyskawicznie wychylił się do brzegu łóżka i wyciągnął spod materaca lubrykant.<br />
- Kurtis zawsze mi wierzy! &#8211; prychnęła. &#8211; Będzie ciekawy, że jego alfa daje z siebie sukę robić!<br />
Brad sapnął z frustracją, wyciskając lubrykant na jej biust.<br />
- Jesteśmy partnerami &#8211; prychnął.<br />
Marika zaśmiała się, obejmując jego penisa biustem, zamykając go w gorącej, miękkiej przestrzeni. Poruszyła się, przesuwając członek pomiędzy piersiami.<br />
- Och.. &#8211; Brad sapnął. &#8211; Cały się mieści&#8230; &#8211; wymamrotał.<br />
- A taki duży&#8230; &#8211; sapnęła Marika, schylając głowę i ssąc główkę penisa, wystającą spomiędzy jej piersi.<br />
Brad poruszył biodrami, łapiąc jej biust po bokach.<br />
- Lubisz tak robić? &#8211; jęknął.<br />
- A jak myślisz? &#8211; zaśmiała się, odchylając głowę na kark i oblizując się. &#8211; Cała już jestem mokra&#8230;<br />
- Uch&#8230; pokażę ci jak potrafię ruchać! &#8211; sapnął, poruszając gwałtowniej biodrami.<br />
- No pokazuj&#8230; niech to wreszcie poczuję! &#8211; odetchnęła dziewczyna, patrząc jak jego penis znika i wynurza się spomiędzy jej piersi jak zahipnotyzowana. Drgała lekko.<br />
Nagle, usłyszeli szczęk otwierających się drzwi. Marika obejrzała się w stronę wejścia do salonu.  Brad odsunął się nerwowo, próbując pospiesznie schować penisa w spodnie.<br />
- Kurwa&#8230;! &#8211; sapnął.<br />
- Ohohohoooo! Co ja czuję?! &#8211; odezwał się Barry, zaglądając do środka pokoju i śmiejąc się rubasznie. &#8211; Ludzie, sunie się miziają!<br />
Malcolm aż przekrzywił głowę, z niemądrą miną.<br />
- Ale jak to&#8230;?<br />
- Spierdalać! &#8211; warknął Brad, próbując zakryć Marikę kocem.<br />
Raul zajrzał Barry&#8217;emu przez Ramię, uśmiechając się szeroko, a dziewczyna odrzuciła okrycie z nieproporcjonalnym entuzjazmem, unosząc ręce do ust i gwiżdżąc.<br />
- Kurtiiis! Przyłącz się!<br />
Brad zagryzł wargi, czując się wybitnie niepewnie, kiedy jej chłopak wszedł do niewielkiej sypialni. Nie ogarniał tej sytuacji i czerwieniał na twarzy bardzo szybko.<br />
- Tego chcesz maleńka? &#8211; westchnął Kurtis, popatrując na Brada rozbawiony.<br />
- No chooodź! &#8211; Marika wyskoczyła z łóżka, wskakując na niego radośnie i mocno całując. Za nimi, Brad dostrzegał nietęgą minę swojego lekarza.<br />
Przełknął ślinę, odsuwając się nieco. Dziwnie się czuł, obserwowany przez wszystkich.<br />
- Mmm! Już cała mokra &#8211; zamruczał Kurtis, przesuwając dłonią po jej szortach, na kroczu.<br />
- To chodź do łóżka z nami! &#8211; sapnęła Marika, Raul jednak odchrząknął głucho.<br />
- Z dala od niego &#8211; sapnął, wskazując na Brada. Jego kochanek uniósł dłonie w obronnym geście, nie wiedząc co powiedzieć.<br />
- Ja się chętnie dołączę! &#8211; przepchnął się jednak Barry, już ściągając koszulkę. Raul napiął się cały i ryknął na niego tak, że mężczyzna aż stuknął się głową o futrynę.<br />
- Z dala od mojej suki!<br />
Brad aż oparł się plecami o ścianę.<br />
- Nie ogarniam &#8211; jęknął.<br />
- Twojej suki? &#8211; prychnął Barry, patrząc na Raula. &#8211; A kto niby jego by chciał, jak są takie cycki w okolicy &#8211; sapnął, patrząc na uśmiechającą się zalotnie Marikę.<br />
Na to z kolei Kurtis aż zawarczał złowrogo.<br />
Brad pokręcił głową, nie dowierzając w scenę której brał udział.<br />
- Może zostawmy po prostu paniom wolną rękę i popatrzymy? &#8211; prychnął pojednawczo Malcolm.<br />
Kurtis sapnął ze złością, ale w końcu pokiwał głową, zerkając na Brada, który aż rozchylił usta, nie wierząc w to co słyszy.<br />
Raul przygryzł wargę. Pod jego spodniami wyraźnie widać było wzwód. Marika obejrzała się na Brada i zeskoczyła z Kurtisa, jednym ruchem zsuwając szorty i ukazując wszystkim pośladki, uśmiechnęła się szeroko..<br />
- Nie nie nie! &#8211; wybuchł Brad, przepychając się do saloniku. &#8211; Nie mogę tak! &#8211; Nie chciał żeby się na niego wszyscy gapili! I to najwyraźniej porównywali to do seksu lesbijek! Co za kpina!<br />
- Sunia, no! Nie bądź taki&#8230; &#8211; jęknął Malcolm, dolewając tylko oliwy do ognia.<br />
- Dobra już&#8230; chłopaki&#8230; mieliśmy pogadać z tym tu &#8211; sapnął Raul, machając ręką i zerkając na Lazara , który skrył się gdzieś w najdalszym krańcu kuchni.<br />
- Barry, bierz go żesz&#8230; &#8211; mruknął Raul, zerkając na krocze mężczyzny. &#8211; Lód se przyłóż jak nie wytrzymasz.<br />
Mężczyzna zaskamlał z frustracją, napinając owłosiony tors, a Brad aż otworzył szerzej oczy na ten widok, zszokowany. Kurtis w tym czasie usadził Lazara dość brutalnie na sofie.<br />
- Dobra, dobra&#8230; &#8211; jęknął Barry.<br />
Albinos uśmiechnął się do kochanka z zadowoleniem i zawarczał rozbawiony.<br />
- Szybki jesteś.<br />
Brad złapał jego dłoń z westchnieniem. Czuł się strasznie ambiwalentnie, a teraz był tu w tej przyczepie z wszystkimi tymi tętniącymi testosteronem facetami i prawie nagą seksowną laską.<br />
- Tak wyszło&#8230; &#8211; mruknął cicho.<br />
Raul uśmiechnął się lekko i cmoknął czule w jego wargi.<br />
- Chcesz skończyć i potem do nas dojść? &#8211; spytał Raul, jakby chciał się dowiedzieć, czy Brad zje z nimi.<br />
Mężczyzna spojrzał na niego, oblizując wargi. Poczuł nagle coś bardzo przyjemnego. Jakąś głębszą bliskość z nim, której wcześniej nie miał.<br />
- Mmm&#8230; Zamknę drzwi &#8211; szepnął i pocałował wilkołaka lekko.<br />
Alfa przytulił go lekko, ale już po chwili wycofał się, zamykając za sobą drzwi. Gdy wszedł do salonu, uniósł znacząco brwi w stronę Mariki, która wydęła wargi, ale zaraz podniosła się, idąc do sypialni. Przód koszulki miała wyraźnie przemoknięty. Już chwilę później jego kochanek zniknął z nią za drzwiami.<br />
Raul uśmiechnął się lekko, poprawiając wzwód w spodniach. Chętnie by popatrzył na podrygujący tyłek Brada, ale teraz były inne priorytety. Stanął przez kanapą, najwyraźniej zupełnie nieskrępowany faktem posiadania erekcji.<br />
- No to co to za plan wielki? &#8211; spytał prosto z mostu.<br />
Lazar odchrząknął, kiedy wiele par oczu skupiło się na nim. Skulił się nieco, przebierając palcami przy kolanach.<br />
- Mam taki pomysł&#8230; &#8211; zaczął, zdenerwowany.<br />
- No gadaj! &#8211; burknął Malcolm, szturchając go między żebra.<br />
Raul tylko uniósł na to brwi, nie karcąc swojego bety.<br />
- Muszę udowodnić swoją wierność&#8230; &#8211; mruknął, nie patrząc w górę. &#8211; Wymyśliłem, że skoro już na niego polowali, mógłbym zabrać do nich Brada, że niby go porwałem dla guru.<br />
Raul aż się wyprostował, szczerząc zęby.<br />
- Nie ma mowy! &#8211; syknął, a zza ściany dobiegł głośny jęk Mariki.<br />
Barry oblizał się, aż się kołysząc na kanapie i popatrując w stronę sypialni.<br />
- Ale dlaczego? &#8211; westchnął Lazar. &#8211; Wszystko urządzimy i nie spadnie mu włos z głowy. Dzięki temu będziecie się mogli przekonać gdzie jest główna siedziba.<br />
Kurtis też wydawał się nie móc skupić na rozmowie, zamyślony i nieco zgnębiony, szczególnie gdy usłyszeli rytmiczne skrzypienie.<br />
- Jak niby to zrobimy?! To pierdolce jakieś! &#8211; warknął biały wilk, poruszając się niespokojniej niż zwykle. Wciąż był seksualnie pobudzony.<br />
- Bym się z nim zjawił związanym &#8211; wytłumaczył Lazar. &#8211; Mógłby udawać, że jest na jakiś środkach uspokajających.<br />
- A co jak go, kurwa, odstrzelą, albo oskrobią, jak&#8230; wiecie kogo &#8211; mruknął ponuro, odwracając się na chwilę plecami do swoich towarzyszy.<br />
- Zostaw to w moich rękach Raul! &#8211; zapalił się Lazar. &#8211; Daj mi tylko szansę, a zobaczysz, że się sprawdzę! &#8211; zgarbił się ulegle, popatrując w górę.<br />
Malcolm wydął sceptycznie wargi.<br />
- Nie, kurwa! Jak TY mógłbyś go obronić?! &#8211; warknął przywódca watahy, schylając się i szczerząc na niego duże, białe zęby. &#8211; Jesteś jak pies, a nie wilk!<br />
- Chihuahua! &#8211; zarechotał Kurtis, raz po raz popatrując w stronę sypialni, w której jego dziewczyna uprawiała seks z Bradem.<br />
Wszystkie pozostałe wilki zawtórowały mu, rozbawione.<br />
Rudy mężczyzna warknął coś pod nosem ze złością, nie wytrzymując.<br />
- Trzeba trochę zaryzykować! Jak dowiemy się dzięki temu gdzie jest guru, to nas urządzi!<br />
- To może ciebie zwiniemy w baleron i im zostawimy pod drzwiami?! &#8211; sapnął Raul, zerkając na Barry&#8217;ego, który masturbował się szybko w swoim kąciku.<br />
- Ja jestem wtyką! Wystawię ich wam jak tylko dostanę tą szansę! &#8211; sapnął Lazar, cały czerwony na twarzy.<br />
- Jak ich masz niby wystawić. Możemy ich wyśledzić sami! &#8211; sapnął Kurtis ze zniecierpliwienie.<br />
- A taki z niego intelygent niby! &#8211; zaseplenił Malcolm, kopiąc kostkę lekarza.<br />
Lazar wstał gwałtownie z kanapy, machając bezradnie rękoma, jakby chciał się na kogoś zamierzyć, ale jednak bał.<br />
- Nie to nie! &#8211; krzyknął. &#8211; Uważam, że to naprawdę świetny pomysł!<br />
Raul przerwał mu ten wybuch spychając go prosto na kolana Malcolma.<br />
- Morda.<br />
Lazar zamilkł od razu, spuszczając wzrok, zgnębiony. W tym momencie, Barry skończył, plamiąc i tak już brudną podłogę i sapiąc głośno. Raul zerknął na to z ukosa i roztarł butem. Nie lubił plam.<br />
Lekarz tylko skrył twarz w dłoniach, kręcąc głową.<br />
- Dobra&#8230; &#8211; sapnął Raul, otwierając puszkę piwa. &#8211; Spadaj.<br />
Lekarz wstał z ciężkim westchnieniem, idąc szybko do drzwi.<br />
- Pomyślę jeszcze w domu &#8211; wymamrotał.<br />
- Tylko weź nie myśl za dużo, bo myśliwym zostaniesz! &#8211; zarechotał Barry, przeciągając się i chowając wielkiego penisa w spodniach.<br />
- Niech myśli&#8230; choć mu te całe studia wiele nie pomogły &#8211; zakpił Kurtis.<br />
Lazar, choć był dorosłym mężczyzną, obejrzał się na nich ze łzami w oczach zanim zniknął pospiesznie za drzwiami.<br />
Malcolm przewrócił oczyma.<br />
- Co za ofiara.<br />
- Kpina wielka &#8211; burknął Raul, popatrując w stronę zamkniętych drzwi i zastanawiając się chwilę. &#8211; Ale dobry mamy pomysł my! &#8211; ucieszył się, kładąc ręce na biodrach. &#8211; Jedźcie i poczatujcie przy tamtym domu.<br />
- Tego policjanta? &#8211; dopytał od razu Barry.<br />
- A uhm&#8230; ja mogę zostać? &#8211; spytał Kurtis nieśmiało jak na siebie.<br />
- Nie &#8211; odparł od razu Raul. &#8211; Masz najlepszy węch.<br />
Mężczyzna westchnął tylko cicho, a Malcolm wstał bez dłuższego deliberowania. Za ścianą łóżko przestało skrzypieć.<br />
- Dzwońcie, jakbyście się dowiedzieli co i jak &#8211; sapnął Raul, czekając aż jego wataha wyjdzie.<br />
Zbierali się jeszcze dłuższą chwilę, ale w końcu, został sam. Słyszał ciężkie oddechy w sypialni i czuł nawet tutaj Brada podniecenie i spermę. Bardzo powolnym ruchem zamknął zasuwę, gdy tylko usłyszał warkot silnika i ruszył w stronę sypialni, rozpinając spodnie, podniecony. Wszedł do pokoju bez pukania.<br />
Brad uśmiechnął się do niego błogo z łóżka, nakryty kocem, razem z Mariką, która zamruczała głucho, lekko rozsuwając uda na jego widok pod przykryciem.<br />
- Poszli na zwiad &#8211; powiedział albinos, podchodząc do nich już całkiem nagi. Śledził wzrokiem kształt ciała kochanka.<br />
Brad wydawał się nieco niepewny, ale penis Raula od razu przyciągnął jego wzrok. Mężczyzna wszedł na wielkie łóżko, gramoląc się do partnera.<br />
- Dobrze było? &#8211; sapnął.<br />
Brad zerknął na Marikę, zagryzając wargę.<br />
- Tak&#8230; &#8211; sapnął tylko.<br />
Kobieta wysunęła się do połowy spod koca i objęła go szczupłym ramieniem.<br />
- Kurtisa nie ma? &#8211; zamruczała głucho, wpatrując się w jasne oczy Raula.<br />
Mężczyzna potarł kciukiem jej pełne wargi. Brad przesunął jedną dłonią po palcach dziewczyny, a drugą po brzuchu Raula, który wyraźnie czuł od niego ciągłe napięcie i podniecenie. Ten przysunął się bliżej, całując go soczyście i aż przylegając ciałem do kochanka. Jego twardy penis sterczał tuż przy brzuchu Brada.<br />
Człowiek sapnął ciężko, zerkając jeszcze krótko na dziewczynę, ale nie widząc na jej twarzy niechęci czy kpiny, przesunął dłoń na plecy Raula, ciągnąc go mocniej na siebie.<br />
Nadal spragniony? &#8211; wymruczał drugi mężczyzna, ocierając się o niego i kąsając w szyję.<br />
- Widzę, że ty jesteś &#8211; westchnął Brad ciężko, przesuwając palce na jego penisa i pieszcząc go powoli.<br />
- Mm&#8230; &#8211; zasapał Raul, usuwając się nieco i łapiąc Marikę za włosy. Kobieta nie oponowała, gdy ściągnął jej głowę do krocza Brada, który uśmiechnął się tylko błogo, ściskając nieco pośladki Raula, żeby przysunął się bliżej do jego twarzy.<br />
Mężczyźni pocałowali się gorąco, dotykając i pieszcząc się przy akompaniamencie głuchego ssania dobiegającego spomiędzy ud Brada. Raul gryzł go lekko raz po raz, sapiąc głucho. Włosy na jego torsie dodatkowo pobudzały człowieka, a wargi kobiety pracowicie pieściły penisa Brada, który  posapywał coraz głośniej.<br />
- Chodź tu z tym kutasem&#8230; &#8211; szepnął, ciągnąc go do siebie.<br />
- A twój już stoi? &#8211; zasapał Raul.<br />
Marika zamruczała twierdząco z dołu i Raul aż poklepał ją po głowie z zadowoleniem, po czym poruszył jej głową, zsuwając ją z penisa kochanka i ponownie na niego nasuwając.<br />
Brad popatrywał na niego, ściskając raz po raz jego pośladki. Wyglądał jak bardzo spełniony mężczyzna. Wilk pocałował go z głuchym sapnięciem, po czym odchylił głowę dziewczyny w tył, niemal zsuwając jej gardło z penisa Brada. Miała zamglony wzrok i zaczerwienione usta.<br />
- Wystaw się &#8211; sapnął Raul.<br />
Marika zerknęła na niego zaskoczona, ale uklękła tyłem, popatrując przez ramię.<br />
- Dupa wysoko! &#8211; sapnął albinos, kładąc dużą dłoń nad pośladkami kobiety, która natychmiast opadła łokciami o materac, ukazując zgrabne, opalone pośladki.<br />
- Jak ją chcesz? &#8211; wymruczał Raul do Brada.<br />
Kochanek spojrzał na niego podniecony, uśmiechając pod nosem.<br />
- Tak na kolanach &#8211; sapnął, sam się unosząc powoli.<br />
- Podaj żel &#8211; odetchnął wilkołak, klepiąc go po udzie i obserwując pożądliwie ciało kochanka. Cały pokój był wypełniony zmysłowym zapachem feromonów.<br />
Brad podsunął mu po kołdrze lubrykant, klękając za dziewczyną. Pochylił się, całując zachłannie jej pośladki. Wygięła się w jego stronę mrucząc jak kotka i układając policzek na splecionych dłoniach z błogim uśmiechem.<br />
- Takie właśnie lubisz, co? &#8211; sapał Raul, biorąc trochę żelu na palce i niemal od razu sięgając palcami do odbytu dziewczyny. &#8211; W pokoju u ciebie widziałem&#8230;<br />
- Tak&#8230; &#8211; jęknął Brad, odurzony widokiem i przesunął dłoń na jedną z ciężkich piersi. &#8211; Z takim biustem pięknie obfitym&#8230; &#8211; zamruczał do Mariki, która jęknęła, gdy wsunął się w nią palec alfy.<br />
- Lubi go&#8230; &#8211; potwierdziła z rozbawieniem w głosie.<br />
Raul zaśmiał się chrapliwie, przytulając Brada do siebie i całując go głęboko, bardzo penetrująco.<br />
Ten aż sapnął ciężko nosem, nie przestając głaskać biustu dziewczyny. Wydawał się być w seksualnym niebie.<br />
- Robiłeś to już tak&#8230;? &#8211; zamruczał Raul, pociągając mocno palcami za jego sutek i nie przestając robić Marice dość szorstkiej palcówki.<br />
- Nie&#8230; &#8211; szepnął, nie wiedząc gdzie patrzeć. &#8211; Jeff nie chciałby nawet o tym słuchać&#8230;<br />
Albinos zaśmiał się ciężko.<br />
- Głupi &#8211; wysapał, schylając się i łapiąc członka Brada w usta, zasysając się na nim mocno.<br />
Ten od razu jęknął ciężko, suwając dłoń na kark dziewczyny i ściskają nieco.<br />
Raul złapał go za tyłek wolną ręką i sięgnął prosto do ciasnej, gorącej szparki chłopaka. Sapał głucho, przyjmując penisa coraz głębiej. Cały aż płonął.<br />
Brad poderwał się gwałtownie, głaszcząc plecy dziewczyny, czerwony na twarzy. Obejrzała się na nich, zdyszana. Najwyraźniej przy Raulu nie ośmielała się komentować jego gotowości do obrabiania kutasa, bo tylko jęknęła, podrzucając biodrami.<br />
- No już!<br />
Brad uśmiechnął się błogo i kiwnął głową.<br />
- Już już! &#8211; sapnął, rozbawiony, lustrując jej dupcię.<br />
Raul odsunął się od jego penisa z głośnym mlaśnięciem i pocałował kochanka raz jeszcze, przyciągając go za biodra.<br />
- Bierz ją&#8230;<br />
Brad pocałował go zachłannie i bez ociągania, przysunął się do dziewczyny, przesuwając drażniąco penisem między jej śliskimi pośladkami. Marika zasapała, łapiąc się za nie niecierpliwie i oglądając się wyczekująco. Raul nie czekał już dłużej, przyjmując pozycję za kochankiem i wsuwając w niego zdecydowanym ruchem dwa palce. Jednocześnie, złapał jego penisa, napierając nim na apetyczną dziurkę. Aż westchnął.<br />
Brad niemal od razu wcisnął mocno, sztywnego penisa między pośladki dziewczyny. Ta jęknęła głucho, wypinając mocniej tyłek i naprężając swoje opalone plecy.<br />
- Co, ciasna jest Marika? &#8211; dopytał Raul, sapiąc mu w ucho i poruszając palcami umiejętnie. Ocierał się o kochanka torsem, wdychając głęboko jego zapach. Czuł, że zmysly wydobywają powoli jego wilczą naturę i musiał je siłą pohamować.<br />
Brad był w siódmym niebie.<br />
- O tak! &#8211; sapnął, pochylając się do dziewczyny i pieszcząc jej piersi zachłannie. Dał przez to tylko lepszy widok Raulowi na własny tyłek.  Ten ścisnął mocno jego pośladek, popychając go nieco bardziej na kobietę. Zasapał głucho, liżąc go zmysłowo po plecach.<br />
Brad wsunął penisa głębiej, obcałowując plecy Mariki. Zaczął poruszać powoli biodrami, postękując cicho. Łóżko skrzypiało pod nimi, a Raul posmarował swojego penisa większą ilością żelu.<br />
- Chcecie więcej? &#8211; zamruczał ze śmiechem, przypatrując się swoim partnerom.<br />
Marika zajęczała twierdząco, masturbując się intensywnie palcami. Mlaszczące dźwięki i trzask bioder uderzających o pośladki doprowadzały Raula do szału..<br />
Brad odpowiedział mu tylko głuchym stęknięciem.<br />
- Chodź już&#8230;!<br />
Ledwo to powiedział, penis naparł na jego zwieracz. Raul złapał kochanka za czoło i odciągnął jego głowę w tył, całując intensywnie wargi kochanka jednocześnie w niego wchodząc.<br />
Brad jęknął chrapliwie, łapiąc jednak biodra Mariki, żeby się nie wysunąć. Było mu tak dobrze. Czuł się zupełnie spełniony z tą piękną dziewczyną, fantastycznym, wielkim facetem.<br />
- Kocham cię&#8230; &#8211; wyszeptał cichutko w jego wargi.<br />
Raul zagapił się na niego, pozostając w połowie poza jego ciałem.<br />
- Tak? &#8211; sapnął w końcu, dotykając brzucha Brada i wsuwając się mocno do końca.<br />
- MMmhhmmm.,&#8230;<br />
- Ohh&#8230; jesteś mój&#8230; &#8211; zaburczał Raul, zachwycony. Przytulił kochanka oboma ramionami, zanurzony w nim aż po nasadę.<br />
Brad głaskał plecy i pośladki dziewczyny, przytulając się do niego plecami.<br />
- Mój i kobiet, które wpadną ci w oko! &#8211; zasapał Raul, popychając go aż biodrami na dziewczynę, która krzyknęła aprobująco.<br />
- Tak! Jeszcze!!<br />
Brad uśmiechnął się pod nosem, poruszając mocniej biodrami i siłą rzeczy sam się nabijając mocniej na penisa Raula.<br />
- Nieziemsko&#8230; &#8211; westchnął.<br />
Duże dłonie wilka zacisnęły się na jego biodrach, posuwając go mocniej.<br />
- Więcej?! &#8211; zasapał, patrząc w dół, na swojego penisa zanurzającego się raz po raz pomiędzy umięśnionymi pośladkami. Był wielki i silny. Jego pchnięcia mocniej wsuwały Brada w Marikę, która wierciła się przed nimi na kolanach.<br />
- O tak! &#8211; sapnął Brad, pochylając się znów nad dziewczyną, żeby móc wygodniej sięgnąć do piersi. Były ciężkie, pełne, ale sprężyste. Kiedy myślał o tym, jak między nimi doszedł ledwie pół godziny temu, twardniał tylko bardziej.<br />
Zaraz po potwierdzeniu, Raul zaczął wchodzić w kochanka niemal z furią, sapiąc i postękując dziko.  To za to się odzwierciedlało nie tylko w jękach Brada, ale i Mariki, która nie krępowała się zupełnie.<br />
- Jeszcze nie byłem z dwoma na raz! &#8211; ucieszył się nagle Raul, wbijając w biodra kochanka paznokcie i wolną ręką aż głaszcząc podrygujący pośladek dziewczyny, która po chwili najwyraźniej doszła, drgając lekko. Na to od razu zareagował Brad, wbijając się w nią jeszcze kilka razy zanim szczytował. Było cudownie.<br />
Raul zaśmiał się głucho, całkiem go do niej przyciskając, jakby była kozłem i młócąc kochanka z całej siły. Jego zmysły szalały.<br />
Brad objął szerokimi ramionami dziewczynę w pasie, prężąc plecy i pojękując. Penis wilka, który nawet w ludzkiej postaci był duży, poruszał się w rozluźnionej szparce prędko, pobudzając chłopaka nawet po orgazmie. W końcu jednak, Raul wysunął się z niego, prędko stając na materacu i masturbując się nad obiema suczkami. Jego tors poruszał się gwałtownie. Cały się zczerwienił z podniecenia.<br />
Brad nie przestając obejmować Mariki, przesunął się z nią na bok, w pościel i zerkał w górę na wpół zmrużonymi oczyma. Po chwili, poczuł na policzku wilgotne krople, które zrosiły także ciało dyszącej ciężko dziewczyny, która roztarła ją po sobie z zadowoleniem, najwyraźniej beztroska na myśl o tym, co pomyśli sobie jej partner.<br />
- To lubię&#8230; &#8211; westchnęła, kładąc dłoń Brada na swojej piersi i patrząc w górę na alfę, który uśmiechnął się do obu leżących postaci.<br />
Chłopak odwzajemnił jej uśmiech i pieścił ją leniwie, całując po ramieniu.<br />
Raul klęknął przy nich po chwili, głaszcząc zarówno Brada jak i dziewczynę.<br />
- Musimy ją lepiej poznać &#8211; powiedział do kochanka, najwyraźniej pełen entuzjazmu dla swojego nowego odkrycia.<br />
- Tak? &#8211; Brad aż się uśmiechnął szerzej.<br />
Wilkołak wsunął dłoń powoli między uda kobiety, głaszcząc je bezwstydnie.<br />
Dziewczyna sapnęła, unosząc wzrok na Raula i rozchylając uda znacząco. Przy Raulu niewiele mówiła.Wilkołak sapnął, aż się schylając i zaglądając jej między nogi, sam zadziwiony zainteresowaniem, jaki wzbudził w nim ten eksperyment.<br />
Brad uniósł brwi, obserwując go czujnie.<br />
- Tak ci się spodobało? &#8211; zaśmiał się.<br />
- Było&#8230; ciekawie &#8211; sapnął Raul, dłonią sięgając do cipki dziewczyny i przesuwając po niej palcami. Marika drgnęła biodrami, łapiąc ciężej powietrze i popatrując na alfę.<br />
Brad podsunął kochankowi kondom, choć nie był przekonany. Gdy robili to po raz pierwszy, prezerwatywa po prostu pękła. Raul jednak zaśmiał się i wysunął z kobiety palce, klepiąc ją po tyłku.<br />
- Idź się dobrze wykąp zanim twój samczyk wróci. Innym razem może.<br />
Brad przewrócił się na plecy z błogim uśmiechem. Marika schyliła się, by go pocałować, po czym rzuciła powłóczyste spojrzenie Raulowi, nim naga zeszła z łóżka i nucąc coś radośnie wyszła z pokoju. Wydawała się wyjątkowo bezproblemowa.<br />
Wilkołak położył się przy kochanku z westchnieniem.<br />
- Zajebiście&#8230;<br />
- Czuję się jak nowonarodzony&#8230; &#8211; westchnął Brad zadowolony, głaszcząc go po brzuchu.<br />
- Tak? Czemu? Z jej powodu? &#8211; spytał Raul jednak nieco niespokonie. Objął kochanka.<br />
- Że miałem was oboje na raz&#8230;. &#8211; sapnął, przytulając się i całując go po torsie.<br />
Raul roześmiał się głośniej.<br />
- Mam nadzieję, że w niej się nie zakochasz!<br />
Głaskał lekko głowę Brada, który aż jęknął z wyrzutem, wtulając twarz w jego brzuch, kiedy się przy nim skulił.<br />
- Kpisz z mojego wyznania.<br />
- Nie&#8230; &#8211; odetchnął Raul, patrząc w sufit. &#8211; Ale zastanawiam się, czy nie ryzykowałbym, gdyby się ją jakoś zatrzymało &#8211; spytał praktycznie.<br />
- Nigdy nie wiesz &#8211; mruknął Brad, złośliwie.<br />
- Łamiesz mi serce&#8230; &#8211; sapnął wilk, całując go delikatnie. &#8211; Może nie powinienem jej adoptować w takim razie?<br />
- No jeśli Kurtis nie będzie jojczył, to mi się ona strasznie podoba.<br />
- Będzie. Muszą najpierw zerwać &#8211; odetchnął Raul. &#8211; Jest idealna na sukę omega &#8211; powiedział z przekonaniem. &#8211; Miałbym dwie.<br />
Brad wydął nieco wargi i nic nie odpowiedział. Dopiero po chwili, wilkołak zaniepokoił się tą ciszą.<br />
- Co? Nie chciałbyś?<br />
- Pomyślę. Chyba też się pójdę wykąpać &#8211; rzucił Brad, zwlekając się powoli z łóżka.<br />
Raul jednak ściągnął go do siebie mocnym ruchem.<br />
- Chodzi o tę sukę, co? &#8211; rzucił domyślnie.<br />
- Tak, chodzi o tę sukę! &#8211; warknął Brad agresywnie, mierząc go spojrzeniem spod zmarszcoznych brwi.<br />
- To przenośnia&#8230; &#8211; Kochanek złapał go mocno rękoma, przytrzymując przy sobie. &#8211; Ona byłaby naszą suką. Ale musiałbym ją mieć jako swoją drugą, żeby inni się nie dobierali!<br />
- Ty to nazywasz przenośnią, a ja jak to słyszę to, czuję jakby mi ktoś kutasa chciał obcinać, kurwa! &#8211; wybuchł, zupełnie nieproporcjonalnie do sytuacji.<br />
Raul odetchnął ciężko, wychylając się i całując go.<br />
- Przepraszam &#8211; odetchnął. &#8211; Może jej dziura ci go tak mocno ścisnęła, co? &#8211; wymruczał.<br />
Brad spojrzał na niego oburzony.<br />
- Nie jesteś zabawny.<br />
Wilkołak przewrócił oczyma, zgaszony.<br />
- No dobra&#8230; ale staram się&#8230; było ci dobrze&#8230; jesteś mój, masz piękną kobietę&#8230; o co ci chodzi, do cholery?! &#8211; jęknął.<br />
Brad wyraźnie wił się chwilę, nie wiedząc jak wyrazić to co chce.<br />
- A ty jesteś mój? &#8211; mruknął.<br />
Raul popatrzył na niego chwilę, jakby nie do końca rozumiał, czego dotyczy pytanie.<br />
- Brad&#8230; wiesz, że jesteśmy na wyłączność &#8211; powiedział końcu.<br />
- Ok, to wszystko jasne &#8211; westchnął Brad, wstając znowu.<br />
- Zostań, prysznic jest za mały na was oboje &#8211; odetchnął Raul, całując go po brzuchu i przytulając się do niego.<br />
- To tylko skoczę po coś do żarcia. &#8211; Wyswobodził się z trudem z uścisku.<br />
Jak na złość, wilkołak ruszył za nim.<br />
- Możemy odgrzać pizzę.<br />
Brad westchnął ciężko, idąc pierwszy.<br />
- Możemy.<br />
Od razu poczuł obejmujące go ramię Raula.<br />
- Wszystko będzie dobrze. Nie dam ci nic zrobić &#8211; próbował Raul rozwiewać kolejne potencjalne obawy Brada.<br />
- Jasne, że będzie &#8211; westchnął Brad, obracając się i wtulając powoli w jego gorące ciało.<br />
- Gdzie jest w ogóle twój brat z Quentinem? &#8211; odetchnął Raul nagle, zsuwając dłoń na jego pośladek.<br />
- Ach, podobno u jakiejś tutaj koleżanki czy coś. Ja już nie wiem co tu się dzieje. &#8211; Brad pokręcił głową, wkładając pizzę do mikrofali.<br />
Raul wyjrzał przez okno, wzdychając cicho i patrząc w milczeniu na plecy partnera. Po chwili, objął go czule od tyłu.<br />
- To nowe dla ciebie wszystko.<br />
- Co masz na myśli? &#8211; Brad oparł się o niego, bardzo powoli odprężając.<br />
- No&#8230; nagle jesteś z małym dzieckiem, mną i moim stadem&#8230; dużo obowiązków &#8211; mruknął Raul.<br />
- O..bowiązków? &#8211; Brad zerknął na niego.<br />
- No tak&#8230; &#8211; odparł Raul, odwracając go do siebie z uśmiechem.<br />
- Jesteś&#8230; partnerem alfy&#8230;. samicą alfa &#8211; powiedział nieco ciszej.<br />
Brad pokręcił głową.<br />
- Jeszcze chwila i powiesz, że mam gotować i zmieniać małemu pieluchy &#8211; mruknął.<br />
- No adoptowujemy &#8211; - rzucił Raul, uśmiechając się szerzej. Wydawał się wręcz promienieć.<br />
- Ale co to znaczy&#8230;?<br />
- Że to nasz syn &#8211; powiedział Raul, szczypiąc go lekko w policzek. &#8211; Tak bardzo cię lubi.<br />
Brad odetchnął ciężko, ale zanim zdążył odpowiedzieć, do przyczepy wpadł jego brat, trzymając na rękach popiskującego Quentina i zatrzasnął drzwi, dysząc.<br />
- I nie waż się więcej pokazywać! &#8211; usłyszeli krzyk jakiegoś mężczyzny z zewnątrz.<br />
Chłopak miał na sobie szare spodnie dresowe i za dużą koszulkę Adidasa, w której Brad nigdy jeszcze go nie widział.<br />
Raul uniósł brwi.<br />
- Czyj to ojciec?<br />
Tommy spojrzał na nich krótko, ale zaraz cofnął wzrok, widząc, że są nadzy. Mężczyzna za drzwiami jeszcze raz w nie uderzył, po czym dało się słyszeć jego kroki i przeklinanie.<br />
- Tamary&#8230; &#8211; mruknął z westchnieniem chłopak, uśmiechając się jednak z zadowoleniem. .<br />
Raul zagwizdał, ale doszedł do niego, odbierając wyrywającego się do niego szczeniaka. Quentin wspiął się po jego torsie, od razu zaczynając lizać go po twarzy.<br />
- Zobacz kto przyszedł! &#8211; zwrócił się do Brada, który podszedł i pogłaskał pieska, popatrując na niego poważnie. Czy był na to gotowy? Opiekować się kimś? Przecież ledwo się sobą zajmował.<br />
- Co to za ciuchy? &#8211; spytał brata, skołowany.<br />
- Byłego Tamary! &#8211; powiedział chłopak, cały promieniejąc dumą.<br />
- Ktoś tu zaliczył! &#8211; zaśmiał się Raul, przygarniając kochanka ramieniem.<br />
Brad aż pokręcił głową.<br />
- I ten cały twój mejkap zmyty widzę&#8230; Co tu się działo jak byliśmy w areszcie?<br />
Chłopak zwilżył wargi.<br />
- Był Grill u Jonesów więc poszliśmy&#8230; i spotkałem Tamarę no i wiesz&#8230; &#8211; uśmiechnął się szeroko. Wyglądał, jakby ktoś uchylił mu wrota niebios. Conajmniej.<br />
- Poszłeś z tą bandą&#8230; &#8211; ugryzł się w język i w końcu pokręcił głową, głaszcząc znowu Quentina i biorąc go do siebie na ręce. &#8211; W każdym razie, gratuluję.<br />
- Było epicko! &#8211; powiedział chłopak z entuzjazmem, ale zamilkł widząc nagą Marikę, która akurat wyszła z łazienki , przeczesując włosy ręcznikiem.<br />
- Yy&#8230; u nas też. &#8211; Brad uśmiechnął się szeroko, zadowolony z siebie.<br />
- &#8230;&#8230; widzę&#8230;. &#8211; Młody chłopak rozejrzał się po obu mężczyznach, niepewny, czy dobrze rozumie sytuację.<br />
- Marika jest nieoceniona &#8211; rozwiał jego wątpliwości Raul.<br />
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i puściła oczko do Toma, swobodnie przemierzając pokój nago.</p>
<p>*</p>
<p>Brada obudziło uporczywe pikanie telefonu komórkowego. Leżący obok niego Barry, trzepnął go na oślep po plecach, żeby jak najszybciej go odebrał.<br />
- Już już&#8230; &#8211; jęknął, wysuwając się po komórkę i mrużąc oczy.<br />
Siódma rano. Jeff.<br />
Zmarszczył lekko brwi i odebrał.<br />
- Halo?<br />
- Cześć Brad. Przyszedłem cię stąd zabrać &#8211; odezwał się Jeff stanowczo.</p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/skora-judasza/'>Skóra Judasza</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5293/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5293/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5293&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/27/skora-judasza-15-marika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5c4130e8664fac5ec74775ea01ae8f82?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F1.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Berniak</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Środowy protest w Warszawie</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/24/sobotni-protest-w-warszawie/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/24/sobotni-protest-w-warszawie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 22:08:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Berniak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5287</guid>
		<description><![CDATA[UWAGA!! W ostatniej chwili ogłoszono, że protest odbędzie się w piątek! &#160; &#160; Tu Bern. Pisałam już na FB, że wybieram się wraz z Shivunią jutro pod Pałac Prezydencki. Jeśli ktoś ma się ochotę przyłączyć, spotykamy się pod bramą UW &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/24/sobotni-protest-w-warszawie/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5287&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>UWAGA!! W ostatniej chwili ogłoszono, że protest odbędzie się w piątek!</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><img class="alignnone" title="ACTA stop" src="http://antyweb.pl/wp-content/uploads/2012/01/acta.jpg" alt="" width="500" height="320" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tu Bern. Pisałam już na FB, że wybieram się wraz z Shivunią jutro pod Pałac Prezydencki. Jeśli ktoś ma się ochotę przyłączyć, spotykamy się pod bramą UW o 16.45.</p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/uncategorized/'>Uncategorized</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5287/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5287/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5287&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/24/sobotni-protest-w-warszawie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5c4130e8664fac5ec74775ea01ae8f82?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F1.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Berniak</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://antyweb.pl/wp-content/uploads/2012/01/acta.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">ACTA stop</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Polski rząd ostatecznie zdecydował się podpisać umowę ACTA</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/23/polski-rzad-zdecydowal-sie-podpisac-umowe-acta/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/23/polski-rzad-zdecydowal-sie-podpisac-umowe-acta/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 19:26:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Berniak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5281</guid>
		<description><![CDATA[Przyznam, że liczyłyśmy, że po działaniach Anonymous i tego, co dzieje się w internecie, rząd przemyśli sprawę, ale niestety, podano dziś, że umowa zostanie jednak podpisana. Bulwersujące jest, że nowe prawo zostaje wprowadzone chyłkiem, tak długo pozostając niejawne oraz to &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/23/polski-rzad-zdecydowal-sie-podpisac-umowe-acta/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5281&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://americanhigh.files.wordpress.com/2012/01/acta.png"><img class="alignnone size-full wp-image-5282" title="acta" src="http://americanhigh.files.wordpress.com/2012/01/acta.png?w=500&#038;h=493" alt="" width="500" height="493" /></a></p>
<p>Przyznam, że liczyłyśmy, że po działaniach Anonymous i tego, co dzieje się w internecie, rząd przemyśli sprawę, ale niestety, podano dziś, że umowa zostanie jednak podpisana. Bulwersujące jest, że nowe prawo zostaje wprowadzone chyłkiem, tak długo pozostając niejawne oraz to w jak niejasny sposób jest napisany sam dokument:</p>
<p><a href="http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM%3A2011%3A0380%3AFIN%3APL%3APDF">TEKST UMOWY PO POLSKU</a></p>
<p>Ewidentne jest, że wiele terminów jest niedoprecyzowanych i przez to daje pole do licznych nadużyć. Znamienne jest też, że zdaniem wielu komentatorów i specjalistów od prawa, koncentruje się ona wyłącznie na prawach właścicieli dóbr intelektualnych, przedkładając je nad prawa użytkowników internetu, między innymi prawo do prywatności. Obrazuje to dobrze ten film:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=h1fJYlQ9iJY&amp;feature=youtu.be">JAK DZIAŁA ACTA</a></p>
<p>Umowa po podpisaniu musi zostać jeszcze ratyfikowana, co nastąpi za kilka lub kilkanaście miesięcy. W tym czasie, warto wyrazić swój protest tak  w internecie, jak i w realu.</p>
<p>A tu mały przewodnik na przyszłe wybory:</p>
<p><a href="http://wyborcza.pl/1,75248,11017884,ACTA__Lista_hanby_i_chwaly.html">KTO GŁOSOWAŁ ZA</a></p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/uncategorized/'>Uncategorized</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5281/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5281/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5281&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/23/polski-rzad-zdecydowal-sie-podpisac-umowe-acta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5c4130e8664fac5ec74775ea01ae8f82?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F1.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Berniak</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://americanhigh.files.wordpress.com/2012/01/acta.png" medium="image">
			<media:title type="html">acta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Ile wiesz o True Virgin Blood? :D Kolejny quiz!</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/22/ile-wiesz-o-true-virgin-blood-d-kolejny-quiz/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/22/ile-wiesz-o-true-virgin-blood-d-kolejny-quiz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 21:20:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Berniak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dodatki]]></category>
		<category><![CDATA[True Virgin Blood]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5278</guid>
		<description><![CDATA[Kasiotfur i Berniak życzą dobrej zabawy. &#160; ILE WIESZ O TRUE VIRGIN BLOOD? Filed under: Dodatki, True Virgin Blood<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5278&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kasiotfur i Berniak życzą dobrej zabawy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.gotoquiz.com/ile_wiesz_o_true_virgin_blood">ILE WIESZ O TRUE VIRGIN BLOOD?</a></p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/dodatki/'>Dodatki</a>, <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/true-virgin-blood/'>True Virgin Blood</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5278/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5278/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5278&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/22/ile-wiesz-o-true-virgin-blood-d-kolejny-quiz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5c4130e8664fac5ec74775ea01ae8f82?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F1.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Berniak</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Wyszukiwany-Wyszukiwana</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/wyszukiwany-wyszukiwana-13/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/wyszukiwany-wyszukiwana-13/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Jan 2012 16:01:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kasiotfur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dodatki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5276</guid>
		<description><![CDATA[Czyli, po jakich tekstach wpisanych w google, kliknięto w naszą stronę. nergal obciąga fiuta opko choinka wampir erotyczne opowiadanie o aragornie domenico lezy i oglada marlona dylan naćpany na scenie koszule męskie rubimowe wiatrak domisław (HAHAHHA ) zakochalam sie w &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/wyszukiwany-wyszukiwana-13/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5276&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Czyli, po jakich tekstach wpisanych w google, kliknięto w naszą stronę.</em></p>
<p>nergal obciąga fiuta</p>
<p>opko choinka wampir</p>
<p>erotyczne opowiadanie o aragornie</p>
<p>domenico lezy i oglada marlona</p>
<p>dylan naćpany na scenie</p>
<p>koszule męskie rubimowe</p>
<p>wiatrak domisław (HAHAHHA )</p>
<p>zakochalam sie w chadzie kroegerze</p>
<p>penis kulturysty</p>
<p>gry o daphne blejk</p>
<p>nieumiem się wydostać z więzienia w gun</p>
<p>fisting z warzywami</p>
<p>chuj ubrany w kalesony</p>
<p>seth depresję american high</p>
<p>powiedział mi że dosypał mi coś do kawy ale mi chciało się ruchać</p>
<p>opowiadania erotyczne przebieranie peruka</p>
<p>bicie różą w bdsm</p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/dodatki/'>Dodatki</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5276/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5276/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5276&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/wyszukiwany-wyszukiwana-13/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/e7ff707a67bf4dc85ab0721a89fc1ff8?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">kasiotfur</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Obiecane Ferrari cz.2 &#8211; Fanfik do FDTS</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/obiecane-ferrari-cz-2-fanfik-do-fdts/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/obiecane-ferrari-cz-2-fanfik-do-fdts/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Jan 2012 23:29:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kasiotfur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5273</guid>
		<description><![CDATA[Charlie nie rozumiał za bardzo słusznego oburzenia swojego partnera po tym, jak znalazł go z Ryanem w łóżku. Wyszedł do pracy razem z Ryanem, którego zamierzał podwieźć do centrum miasta. Wszyscy pracownicy studia zostali zaproszeni na imprezę do ekskluzywnego klubu &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/obiecane-ferrari-cz-2-fanfik-do-fdts/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5273&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Charlie nie rozumiał za bardzo słusznego oburzenia swojego partnera po tym, jak znalazł go z Ryanem w łóżku. Wyszedł do pracy razem z Ryanem, którego zamierzał podwieźć do centrum miasta. Wszyscy pracownicy studia zostali zaproszeni na imprezę do ekskluzywnego klubu Tropical Velvet, położonego na samej plaży. Muzyka dudniła wokół nich, gdy siedzieli na białych, skórzanych kanapach, które świeciły błękitem w ultrafiolecie. Rush już zapowiedział, że stawia pierwszą kolejkę, ku uciesze towarzystwa. Była i Katy i Jason, Marg, Mike, podobno nawet jego brat Alex miał wpaść, po długich namowach. Charlie rozglądał się raz po raz dyskretnie, wyczekując Ryana. Jego partner za to wyraźnie szukał uwagi, wystrojony w nową welwetową marynarkę. Była jasnobłękitna, ale w ultrafiolecie ukazywały się na jej rękawach jakieś zawijasy.<span id="more-5273"></span><br />
- To kiedy przyjdzie? &#8211; krzyknął Jason w ucho Charliego, po wychyleniu shota wódki.<br />
- Nie wiem! Powinien już być! &#8211; jęknął chłopak.<br />
- A co Jason, czyżby wpadł ci w studiu w oko? &#8211; zainteresował się Rush, przysuwając od razu. Mężczyzna prychnął.<br />
- Byśmy się pozabijali ustalając kto wystawia &#8211; stwierdził.<br />
- Ja myślę, że dałby ci szansę! &#8211; powiedział Rush z zapałem.<br />
- Kpisz &#8211; zaśmiał się Jay, przepychając się w kierunku kolesia, który wpadł mu w oko.<br />
Charlie rozmawiał o czymś z Katy, śmiejąc się co chwila.<br />
- Nie powiedziałeś nic o mojej marynarce &#8211; uśmiechnął się Rush, przysuwając do Charliego jeszcze bardziej i objął go ramieniem.<br />
Chłopak zerknął na niego i uśmiechnął się.<br />
- Ładna. Nowa?<br />
- Tak! &#8211; zapalił się Rush, pochylając i cmokając ukochanego lekko. &#8211; Ekskluzywna kolekcja Kalvin Clein.<br />
Katy przewróciła oczyma.<br />
- A, no to dobrze &#8211; powiedział Charlie. &#8211; Ładna &#8211; przyznał.<br />
- O. Tamta też fajna &#8211; parsknęła śmiechem Katy, wskazując mężczyznę w tłumie&#8230; w takiej samej.<br />
Charlie roześmiał się, głaszcząc plecy kochanka.<br />
- Jaki klub takie marynarki &#8211; stwierdziła Katy.<br />
- No właśnie&#8230; &#8211; mruknął cicho Rush, nieco zgaszony. &#8211; Świetny klub. Świetne marynarki&#8230; &#8211; wymamrotał.<br />
Mike i Marg tańczyli na parkiecie w pobliżu Jaysona, podrygującego przy szczupłym chłopaku w podkoszulku Ed Hardy. Wymieniali co chwila uwagi na ucho, dotykając się niby przypadkiem.<br />
- Nie przejmuj się &#8211; pocieszył partnera Charlie, sięgając po swojego drinka. Miał na sobie dość obcisłe, przecierane dżinsy i podkoszulek bez rękawów, częściowo odsłaniający jego tatuaż.<br />
Rush pogłaskał go po plecach i pochylił się, całując jego łopatkę.<br />
- Kochany jesteś, gołąbeczku.<br />
Nagle jednak, chłopak, ruszył do przodu, odchodząc od niego. Rush obejrzał się za nim, ale Charlie nie zwrócił uwagi, bo jego spojrzenie padło na Ryanie, w granatowej koszuli z krótkim rękawem, rozpiętej na trzy guziki. Do tego miał proste ciemne jeansy, a na szyi krzyżyk na rzemyku. Szedł do nich nonszalancko, z rękoma w kieszeniach.<br />
- Hej! &#8211; uśmiechnął się.<br />
Charlie objął go z entuzjazmem, aż stając na palcach, ale zaraz wziął go za ramię, prowadząc do przyjaciół. Mężczyzna zdążył już najwyraźniej zaskarbić sobie sympatię Katy, która objęła go mocno, aż chwilę przytrzymując.<br />
- Obłędny klub. &#8211; Ryan pokiwał głową.<br />
- Tak! Ja wybrałem! &#8211; pochwalił się Rush, od razu obejmując Charliego ramieniem.<br />
- On stawia! &#8211; zawołał do przyjaciela Charlie, wskazując na partnera kciukiem.<br />
- Oho! Nieźle! Ale w z drugiej strony, to moja impreza powitalna, to mi się należy! &#8211; zaśmiał się Ryan.<br />
Rush obserwował go z zastanowieniem.<br />
- Niezła koszula, skąd?<br />
- Fajnie ci w niej! &#8211; rzucił Charlie, uśmiechając się. Oblizał lekko cukier z brzegu swojej szklanki i napił się trochę pomarańczowego koktajlu.<br />
Ryan uśmiechnął się krzywo.<br />
- Dwa dolary z używanego &#8211; prychnął, podbierając Charliemu kieliszek.<br />
Rush rozchylił wargi, z frustracją.<br />
- Dwa dolary&#8230; &#8211; powtórzył.<br />
- No ale nie dostaniesz już takiego, bo to unikat &#8211; rzucił Ryan, uśmiechając się krzywo.<br />
- Nieźle, nie? &#8211; zaśmiał się Charlie, oglądając się na Rusha. &#8211; On zawsze umiał okazje łapać.<br />
Ryan na te słowa uśmiechnął się szerzej.<br />
- Zawsze &#8211; powiedział, patrząc Charliemu w oczy tak, że ten aż trochę poczerwieniał.<br />
- To weź sobie coś kup &#8211; przerwał im Rush, wyciągając portfel.<br />
Nagle, od tyłu objął nowo przybyłego Jason, który przyciągnął za sobą mężczyznę, z ktorym tańczył. Miał częściowo podgolone włosy i przeszywające spojrzenie. Ryan uniósł brwi, zerkając za siebie.<br />
- Witam &#8211; powiedział zaskoczony.<br />
Rush westchnął cicho.<br />
- Hej! &#8211; przywitał się tatuażysta, zawieszając ramię na Ryanie i drugie na swoim towarzyszu. &#8211; Kiedy kolejna kolejka?<br />
- Teraz &#8211; uśmiechnął się Ryan, wyciągając kartę kredytową z ręki Rusha.<br />
- Tak. Tak mówiłem właśnie &#8211; powiedział szybko Rush, udając, że mu ją podał, a nie została mu zabrana.<br />
Charlie dopił duszkiem swojego drinka i wyrwał Ryana Jasonowi, ciągnąc go przez zatłoczony parkiet w stronę baru. Ten aż się zaśmiał, obejmując go ramieniem, ale cała banda ruszyła za nimi, chętni na darmowe drinki<br />
- Tequilla Sunrise dla mnie, Ryan! &#8211; zawołał mu Charlie prosto do ucha, już nieco zrobiony. &#8211; Sunrise, Ryan!<br />
- Słyszę, słyszę kochanie! &#8211; zaśmiał się mężczyzna, obejmując go w pasie mocniej. &#8211; Mówcie barmanowi co chcecie &#8211; rzucił do reszty nowych znajomych.<br />
Rush także objął swojego partnera, próbując go dyskretnie odciągnąć.<br />
- Weźcie dla mnie Złote Plaże Miami.<br />
Katy pojawiła się obok jak znikąd.<br />
- Co to? Pierwsze słyszę.<br />
- To z tym jadalnym złotem? &#8211; spytał Charlie, unosząc brwi, zaskoczony. Ryan aż zamrugał.<br />
- Że jak?<br />
- Może chciałbyś spróbować, ptaszynko? &#8211; Rush zwrócił się do Charliego. &#8211; Odrobina luksusu na co dzień.<br />
- Yy&#8230; &#8211; Chłopak zaśmiał się, kręcąc powoli głową. &#8211; Przecież tego się i tak nie&#8230; trawi.<br />
- Będziesz miał po tym złote gówno!? &#8211; Ryan nie wytrzymał i wybuchł śmiechem, popijając wódki. Jason zawtórował mu, po chwili niemal płacząc ze śmiechu.<br />
- Złota kupa! &#8211; aż zgiął się wpół.<br />
- Eeej, jesteście obleśni! &#8211; rzuciła Katy, usilnie powstrzymując śmiech.<br />
Charlie stuknął kochanka.<br />
- O bosh, teraz myślał o tym będę!<br />
- Może to ty powinieneś wypić? &#8211; Jason rechotał coraz bardziej, mając już łzy w oczach.<br />
Rush wydął wargi, kręcąc głową karcąco. Był wyraźnie zbulwersowany takim podejściem do tematu. Zanim jednak zdążył się wypowiedzieć krytycznie na temat poziomu konwersacji, jak znikąd, pojawił się jego brat, Alex.<br />
- Richard, na słowo cię proszę &#8211; mruknął z ponurą miną, rzucając krótkie spojrzenie Charliemu i Ryanowi.<br />
Rush zagryzł wargę, starając się sprawiać wrażenie nonszalanckiego.<br />
- Spokojnie, braciszku&#8230; może się przyłączysz?<br />
- Nie. Nie mam czasu na twoje&#8230; rozrywki &#8211; powiedział z odrazą i pociągnął za ramię.<br />
Ryan uśmiechnął się szeroko i wzniósł na jego cześć kolejny kieliszek wódki. Charlie poruszył się niespokojnie, oglądając się za nim.<br />
- Może poczekajmy z tym drinkiem złotym&#8230; &#8211; mruknął, przytulając się nieco do Ryana.<br />
- Może go sobie darujmy &#8211; prychnął Ryan, a Jason pokiwał głową, zgrywając powagę.<br />
- No to płać już za nasze! Chcę potańczyć! &#8211; zaśmiał się Charlie beztrosko, stukając ramię przyjaciela głową. Ryan wyłożył zamaszystym gestem kartę Rusha, uśmiechając się szeroko. Zaraz jednak, wypił swoją tequillę i ruszyli razem na parkiet.<br />
Charlie przymknął oczy, popijając drinka i podrygując z zadowoleniem. Raz po raz popatrywał na Ryana, nie zwracając uwagi na nic innego.<br />
- Świetnie ci w długich włosach. W końcu się udało zapuścić, co? &#8211; zaśmiał się Ryan, podrygując do muzyki i łapiąc końcówki jego fal.<br />
- Wiem! &#8211; prychnął chłopak, wykańczając drinka i ciągnąc chłopaka w głąb klubu, w kierunku bardziej kameralnych sal. Tu, w bladoróżowym, dyskretnym świetle, na nieco kosmicznych kanapach z białego plastiku można było porozmawiać przy spokojnej muzyce elektronicznej. Charlie jednak szedł dalej, odkładając szklankę na 1 lepszy stolik.<br />
Ryan szedł za nim, popijając znowu wódki.<br />
- Już ci mama nie obcina? &#8211; zaśmiał się.<br />
- Nie ma nic do gadania! &#8211; roześmiał się Charlie, prawie się przewracając na czarną, skórzaną kanapę, nieco skrytą w rogu. Na stoliku przy niej były co prawda szklanki, ale miejsce było najwyraźniej wolne.<br />
- Ojoj! Uważaj! &#8211; zaśmiał się Ryan, opadając obok niego i przeczesując palcami włosy.<br />
Chłopak odetchnął, wpatrując się w niego z uśmiechem.<br />
Oddychał ciężko.<br />
- I gdzie twój sugar daddy? &#8211; prychnął Ryan, rozbawiony.<br />
Charlie zaśmiał się, bawiąc się pierwszym, zapiętym guzikiem jego koszuli.<br />
- Rozmawia z bratem&#8230;<br />
Ryan uniósł brwi, ale nie przestawał się uśmiechać.<br />
- Co robisz?<br />
- Co robię? &#8211; zażartował Charlie, popatrując na niego, rozbawiony. Jego stopa raz po raz stukała go lekko w kostkę.<br />
- Ty mi powiedz&#8230; &#8211; zamruczał, zerkając na jego palce.<br />
- Ale to na ucho &#8211; wymruczał Charlie, unosząc się nieco bardziej do pionu.<br />
- Oho&#8230;. dobrze&#8230; &#8211; westchnął Ryan, pochylając się do niego powoli i niemal nakrywając go swoim ciałem. Jego zapach aż odurzał Charliego. Chłopak odetchnął ciężko, aż się cały wychylając i całując Ryana. Jego palce przesunęły się po jego plecach. Aż nieco zakręciło się mu w głowie.  Mężczyzna odetchnął głęboko przez nos, odwzajemniając przez chwilę pocałunek, zanim powoli cofnął wargi.<br />
- Oj Charlie Charlie&#8230; Zawsze na mnie lecisz jak masz w głowie innego&#8230; &#8211; szepnął mu do ucha bez urazy.<br />
Chłopak najwyraźniej go nie słuchał, bo niecierpliwie przyciągnął bliżej siebie, obejmując za szyję i znów całując. Ryan pocałował go raz jeszcze, ale w końcu odsunął, głaszcząc po ramionach.<br />
- Charlie, to się nie posunie dalej&#8230;<br />
Chłopak rozchylił wargi, wpatrując się w niego w milczeniu. Nie bardzo wiedział, jak na to zareagować.<br />
- Masz faceta, którego kochasz&#8230; &#8211; mruknął Ryan, popatrując na niego badawczo i odsuwając się powoli. Chłopak przeczesał włosy palcami, zmieszany. Najchętniej by się stad ulotnił. Ryan go wyprzedził, bo wstał, całując jeszcze jego palce krótko. Charlie odprowadził go wzrokiem, czerwieniąc się. W skroniach czuł mocne pulsowanie. Pocałunek z Ryanem był taki ognisty&#8230; A ten moment kiedy mężczyzna, który teraz znikł w tłumie, go odwzajemniał, sprawiał, że dudniło mu serce.<br />
*</p>
<p>Ryan podszedł do baru, wybitnie zadowolony z siebie. Zamówił sobie kolejną wódkę z szerokim uśmiechem. Przekonał się, że Charlie nadal go chce i nie zamierzał się zawahać. Najchętniej przeleciałbym go tam na tej kanapie&#8230; Zsunął mu te portki&#8230; Rozmarzył się. Tęsknił za takim kontaktem. Nie mógł jednak z nim romansować. Chciał go mieć jako własnego, a nie jakoś pół na pół z tym jego bojem. Mike przystanął obok niego, zamawiając sobie piwo.<br />
- Dobry drugi dzień wolności, co? &#8211; zaśmiał się.<br />
- Bardzo &#8211; powiedział Ryan, stukając się z nim kieliszkiem. &#8211; Postawić ci drinka? &#8211; zaśmiał się, opierając o bar nonszalancko. Mężczyzna uniósł brwi.<br />
- Ty mi?<br />
Ryan kiwnął głową. Na to, jego przyjaciel wzruszył ramionami, zapraszając go gestem do spełnienia propozycji.<br />
- Jakieś ukryte oszczędności?<br />
Ryan parsknął tylko śmiechem i machnął mu przed nosem kartą Rusha, zanim podał ją barmanowi. Mike pokręcił głową rozbawiony.<br />
- Sex on the beach.<br />
- Wykorzystujesz sytuację jak możesz &#8211; dodał po chwili.<br />
- Ja? Nieee &#8211; powiedział Ryan, wybitnie zadowolony. &#8211; Jest krowa to ją doję &#8211; wytknął język.<br />
- Powinienem cię opierdolić &#8211; roześmiał się Mike, przewracając oczyma.<br />
- Ale odbierzesz tylko swojego drinka &#8211; powiedział Ryan, podsuwając mu kieliszek.<br />
- Tak właśnie zrobię &#8211; zaśmiał się Mike, stukając się o jego wódkę i odchodząc w stronę swojej dziewczyny. Zanim Ryan się odwrócił, Rush już stał przed nim, z pełną niechęci miną.<br />
- Co tam? &#8211; rzucił tylko Ryan rozbawiony, oddając mu potulnie kartę.<br />
Mężczyzna schował ją do portfela, wpatrując się z niego chłodno.<br />
- Gdzie Charlie?<br />
- Jest zajęty&#8230; &#8211; mruknął z uśmiechem pod nosem, patrząc Rushowi w oczy.<br />
Rush złapał go nagle za przód koszulki, przyciągając do siebie ze złością.<br />
- Przestań się przy nim kręcić!<br />
- Oho! &#8211; prychnął mężczyzna, łapiąc jego nadgarstek. &#8211; Nie spytasz czym jest zajęty?<br />
Rush zacisnął wargi, wgapiając się w niego.<br />
- Czym? &#8211; burknął w końcu, stropiony.<br />
- Myśleniem o mnie &#8211; powiedział Ryan kpiąco.<br />
- Ty&#8230; jesteś bezczelny! &#8211; sapnął Rush, najwyraźniej nie wiedząc, jak poradzić sobie z tą sytuacją.<br />
- Dam ci dobrą radę &#8211; powiedział Ryan poważniejąc i odpychając jego rękę. &#8211; Spakuj się, bo do końca tygodnia, będziesz się wyprowadzał.<br />
Rush otworzył usta jak ryba, po czym obrócił się, prędko, ruszając w głąb klubu, najwyraźniej w poszukiwaniu Charliego.</p>
<p>*</p>
<p>Charlie zamruczał, poruszając się niespokojnie, czując muskanie na ramieniu. Usta całowały go powoli. Był w pościeli i przyduszony nieco, muskularnym ramieniem. Zepchnął go niezręcznym, sennym ruchem, pojękując głucho.<br />
- Mmm&#8230; Mój ty skowroneczku&#8230; &#8211; szepnął Rush, przytulając się do jego pleców.<br />
- Nn&#8230; &#8211; Charlie przewrócił się na plecy, otwierając powoli oczy. Rush popatrywał na niego. Oboje byli nadzy pod pościelą.<br />
- Pewnie ci się wczoraj film urwał? &#8211; spytał, całując go czule w usta.<br />
- Nie&#8230; &#8211; mruknął Charlie, zerkając na swojego chłopaka. Jego mina nieco zrzedła.<br />
- A&#8230; hm&#8230; o czym rozmawiałeś wczoraj z Ryanem?<br />
Charlie przetarł twarz, próbując się obudzić.<br />
- No&#8230; o starych czasach&#8230; przyszłości &#8211; wymyślał Charlie pokrętnie, momentalnie przypominając sobie wczorajszy pocałunek z Ryanem. Odruchowo nieco zacisnął pod kołdrą uda.<br />
- Jakiej przyszłości? &#8211; spytał Rush czujnie.<br />
- No&#8230; planach jego &#8211; odparł Charlie, podnosząc się powoli.<br />
- O tak!? &#8211; zirytował się Rush, zaciskając wargi. &#8211; I jakie są te plany!?<br />
- Musi szukać pracy&#8230; mieliśmy taki mały brainstorming &#8211; powiedział chłopak, przeciągając się. Był zaskoczony jego zachowaniem.<br />
- Tak? Brainstorming&#8230; &#8211; burknął Rush. Charlie zaśmiał się popatrując na partnera, który wydawał się wyjątkowo mało słodki.<br />
- I co wymyśliliście? &#8211; Rush opadł z westchnieniem na plecy.<br />
- &#8230; nie pamiętam &#8211; skłamał Charlie, wstając powoli.<br />
Jego partner zrobił nieszczęśliwą minę.<br />
- Charlie..?<br />
- No co chcesz, kochanie &#8211; westchnął chłopak, nieco zniecierpliwiony.<br />
- Ale wszystko między nami ok? &#8211; dopytał, łapiąc jego rękę. &#8211; On mnie martwi &#8211; powiedział ciszej. &#8211; Groził mi wczoraj&#8230;<br />
Charlie zmarszczył lekko brwi.<br />
- No co ty&#8230; Ryan?<br />
- Siedział w więzieniu. To niebezpieczny facet, nie taki jak my, ptaszynko &#8211; jęknął Rush, całując jego dłoń.<br />
Charlie poczuł dziwny ścisk w żołądku. Przesadna słodycz Rusha aż nadto rzucała się mu teraz w oczy.<br />
- Siedział w więzieniu, bo chciał mnie przewieźć Ferrari&#8230;<br />
- Wiesz co&#8230; Coś ci pokażę. Jak robi dorosły mężczyzna, kiedy chce przewieźć ukochanego w Ferrari &#8211; powiedział Rush z westchnieniem, wstając i zakładając szybko szlafrok.<br />
Charlie usiadł na łóżku, zaskoczony.<br />
- Wynajmuje?<br />
- Chodź ze mną. &#8211; Cmoknął go i podał mu rękę.<br />
Charlie dał mu się pociągnąć, przeczesując palcami potargane włosy.<br />
- Co wymyśliłeś?<br />
Rush otulił go szlafrokiem i wyszli do salonu, gdzie na kanapie spał Ryan. Była niedziela rano, świeciło słońce, a przez okno, Charlie ujrzał na podjeździe nowiutkie czerwone ferrari. Rozchylił lekko usta, nie wiedząc zupełnie jak zareagować. TO miał być ten wielki szpan i dorosłość?! Skierował na Rusha rozbiegane spojrzenie.<br />
- Zawsze ci się podobał, co? &#8211; spytał Rush, z zadowolonym spojrzeniem. Pokazał mu w dłoni kluczyki. &#8211; Chcesz się przejechać?<br />
- Ale&#8230; masz Bentleya &#8211; odpowiedział chłopak płasko. &#8211; Gdzie go będziesz parkował?<br />
W jakiś sposób, fakt, że mężczyzna nagle kupił samochód teraz, gdy zjawił się Ryan go zniesmaczał.<br />
- Mogę Bentleya zostawić w hotelu. &#8211; Rush wzruszył ramionami.<br />
- Ale nie chciałeś nigdy Ferrari&#8230; &#8211; powiedział Charlie cicho, nie chcąc obudzić Ryana. Bardzo go to wszystko konfundowało, a jego partner wydawał się zupełnie blednąć w porównaniu z Ryanem.<br />
- Tobie się zawsze podobał. Chodż na przejażdżkę&#8230; &#8211; naciskał Rush, obejmując go ramieniem i całując w policzek.<br />
- Nie wiem&#8230; śmierdzę po wczoraj&#8230; &#8211; wykręcał się. Miał wrażenie, że przejażdżka z Rushem byłaby zdradą jego i Ryana przyjaźni.<br />
- Hm&#8230; to może później&#8230; &#8211; westchnął Rush cicho.<br />
- Macie jakieś jedzenie? &#8211; usłyszeli z tyłu, zachrypnięty głos Ryana.<br />
- O, cześć Ryan! &#8211; ożywił się Charlie, obracając się w jego kierunku i parskając śmiechem na widok jego miny. &#8211; Żyjesz?<br />
- Powiedzmy&#8230;. Zmiażdżyłem się wczoraj &#8211; ziewnął, przesuwając dłonią po twarzy. Zerknął za okno sceptycznie.<br />
Charlie udał, że tego nie widzi i doszedł do niego.<br />
- Co chcesz zjeść?<br />
- Mmm&#8230; A co masz? &#8211; Ryan uśmiechnął się lekko.<br />
Rush skrzywił wargi, podchodząc do nich.<br />
- Dam ci na śniadanie, możesz sobie do kawiarni skoczyć &#8211; powiedział szybko.<br />
- Jakiś chleb&#8230; poptarts s&#8217;mores&#8230; &#8211; wszedł mu nieco w słowo Charlie. &#8211; Możesz zerknąć do lodówki.<br />
- Mhm.. coś sobie zrobię &#8211; ziewnął znowu Ryan, wysuwając się spod koca w samych czarnych bokserkach.<br />
- Może się wykąp, a ja coś zrobię? Jestem w lepszym stanie &#8211; zaśmiał się Charlie, spoglądając na jego umięśnione ciało. Na myśl o pocałunkach znów robiło mu się gorąco. Mógłby całować go też w dół klatki piersiowej&#8230; Ku niezadowoleniu Rusha, Ryan poczochrał jeszcze włosy Charliego, przechodząc.<br />
- Niezła bryka &#8211; prychnął. &#8211; Za kasę tatusia?<br />
- Ty&#8230; dd..draniu! &#8211; warknął momentalnie Brytyjczyk, wściekły.<br />
- Ryan! &#8211; rzucił Charlie, nie umiejąc się jednak naprawdę na niego złościć, bo czym poza pieniędzmi Rush mógłby konkurować z Ryanem? Mężczyzna był przy nim dopiero dwa dni, a już mieszało mu się w głowie. Miał z partnerem wygodne życie, nie kłócili się, ale było&#8230; nudno&#8230; płasko&#8230; brakowało ekscytacji. Prawdę mówiąc nawet pierwszy pocałunek z Rushem nie był nawet w połowie tak elektryzujący jak ten wczorajszy. Do tego cała przeszłość jaką dzielili&#8230; tak brutalnie urwana.<br />
- Tylko mówię &#8211; prychnął Ryan, nie odwracając się nawet.<br />
- Idź się umyj! &#8211; zaśmiał się Charlie i spojrzał na Rusha z oszczędnym uśmiechem. &#8211; Zróbmy jajecznicę, co?<br />
Kiedy Ryan zniknął w łazience, Rush pochylił się do Charliego.<br />
- Słyszałeś go!? &#8211; jęknął, obrażony.<br />
Chłopak przygryzł wargę, unikając jego wzroku.<br />
- No&#8230; wiesz&#8230; faktycznie trochę dużo wydajesz na zbytki &#8211; powiedział ostrożnie.<br />
- Zarabiam dużo! Bo jestem zaradnym obywatelem, a nie jakimś ex-skazańcem bez grosza, co potrafi tylko pić na czyjś koszt! Wykorzystuje cię Charlie! &#8211; wybuchł Rush.<br />
Charlie otworzył i zamknął usta.<br />
- Pozwalasz sobie na to&#8230;<br />
- Na co?<br />
- Żeby to robił. Wszystkim stawiasz &#8211; dodał Charlie. &#8211; Jakbyś się prosił o takie komentarze.<br />
Rush spojrzał mu w oczy, wydymając lekko wargi.<br />
- Podrywa cię!<br />
Chłopak odwrócił się, idąc w stronę lodówki. Serce zabiło mu szybciej.<br />
- Nieprawda&#8230; taki ma sposób bycia!<br />
- Podrywacza?! &#8211; wyburczał Rush, cały podminowany<br />
Charlie roześmiał się, machając ręką.<br />
- Nie stresuj się &#8211; zbył go. &#8211; Porozmawiamy po pracy.<br />
- Nie możesz zadzwonić, że nie przyjdziesz!? &#8211; jęknął Rush, marszcząc brwi. &#8211; Nie zostawiaj mnie tu z nim! &#8211; szepnął.<br />
Chłopak obrócił się do niego, zaskoczony.<br />
- Też idziesz do pracy przecież.<br />
- Chciałem dziś wziąć wolne&#8230; &#8211; wymamrotał.<br />
- Ale ja mam klientów, Rush &#8211; westchnął Charlie. &#8211; Nie mogę tak sobie nie przyjść &#8211; zaśmiał się, grzejąc patelnię.<br />
- No dobrze, dobrze&#8230; &#8211; marudził Rush, wychodząc smętnie do sypialni.</p>
<p>*</p>
<p>Charlie właśnie skończył wykonywać tatuaż na łopatce młodej aspirującej piosenkarki i właśnie przeglądał niedokończone projekty na kanapie w głównej części salonu. Rush miał po niego przyjechać za godzinę, więc miał jeszcze trochę czasu. Zastanawiał się, co porabiał Ryan. Po dłuższej chwili, wyciągnął z kieszeni telefon i wysłał mu krótkiego smsa z zapytaniem, co robi.<br />
&#8222;Ciekawość to pierwszy stopień do piekła&#8221; &#8211; otrzymał w odpowiedzi.<br />
Jason zerkał na niego przez okno, paląc na zewnątrz papierosa. Mike wyszedł ze swojego meleńkiego biura z segregatorem pełnym dokumentów.<br />
- Już wolny? &#8211; rzucił do przyjaciela, kładąc papiery na blacie i nalewając sobie wody z dyspozytora.<br />
- Mhm &#8211; Charlie kiwnął głową, zamyślony, sprzątając trochę, a Jason wszedł do środka.<br />
- Co to za uśmieszek? &#8211; prychnął, rozbawiony, siadając na kanapie. &#8211; Pisze ci Rush jakieś sprośności przez telefon?<br />
Chłopak podniósł gwałtownie głowę, popatrując do niego.<br />
- Nie, Ryan mi wysłał wiadomość&#8230;<br />
Mike znów wyszedł do biura, zostawiając tatuażystów samych. Jason uśmiechnął się krzywo.<br />
- Przespałeś się z nim? &#8211; spytał wprost.<br />
Charlie otworzył usta, czerwieniejąc lekko i potrząsając szybko głową.<br />
- Nie&#8230;<br />
- A zamierzasz?<br />
Charlie spuścił na chwilę wzrok, ale zaraz zerknął na kumpla.<br />
- Nie wiem, co robić&#8230; &#8211; przyznał. &#8211; Nagle się pojawił i nic już nie wiem chyba.<br />
- Oj Charlie dzieciar z ciebie&#8230; &#8211; westchnął.<br />
Chłopak zgarbił się z ciężkim westchnieniem.<br />
- No bo co ja mam zrobić&#8230; długo już jestem z Rushem i wydawało mi się, że jest dobrze &#8211; powiedział zgnębiony.<br />
- Już mówisz, że &#8216;wydawało&#8217;? &#8211; westchnął Jason z zamyśleniem.<br />
- No jak jesteś taki mądry, to co byś na moim miejscu zrobił?! &#8211; syknął.<br />
- Ja bym poszedł za tym co czuję &#8211; prychnął. &#8211; Ale ja przynajmniej wiem co czuję.<br />
- Ty nic nie czujesz &#8211; mruknął Charlie, kręcąc głową. &#8211; Sypiasz z kim chcesz.<br />
Jason skrzywił się, kręcąc głową.<br />
- To może to nowy dobry przykład dla ciebie.<br />
- Ale z ciebie pomoc&#8230; &#8211; mruknął, milknąc, gdy wszedł Mike, spoglądając na nich zaskoczony.<br />
- O co chodzi?<br />
- No ja nie mogę powiedzieć. &#8211; Jason spojrzał na Charliego znacząco.<br />
Wzrok Mike&#8217;a od razu powędrował czujnie ku przyjacielowi, który przewrócił oczyma.<br />
- No mam&#8230; trochę mętlik w głowie&#8230;<br />
- Przez wiadomo kogo &#8211; prychnął Jason.<br />
Mike momentalnie oparł dłonie na biodrach, marszcząc brwi.<br />
- Nawet o tym nie myśl! &#8211; powiedział głucho. &#8211; To tylko dawne emocje, a z Rushem jesteś już sporo czasu!<br />
- Oż Mike, kurwa, nie jęcz jak stara baba. Ważne czego on chce &#8211; mruknął Jason.<br />
Charlie przeczesał włosy, ponuro bawiąc się breloczkiem z autem. Jak Rush mógł tak wejść w jego i Ryana wspomnienie&#8230;<br />
- Nie zachęcaj go! Zwariowałeś? &#8211; Mike rozłożył ręce, zbliżając się do Charliego. &#8211; Chcesz ryzykować związek, bo ci się podoba Ryan?<br />
- Od razu &#8216;zachęcaj&#8217;. Ja mu tylko obrazuję opcje &#8211; uśmiechnął się Jason.<br />
Nagle, usłyszeli klakson i Charlie obrócił się. Jego mina nieco zrzedła na widok czerwonego Ferrari. Otworzył jednak szerzej oczy już chwilę później, kiedy wysiadł z niego Ryan i oparł się o samochód z zawadiackim uśmiechem, patrząc wyczekująco przez okno.<br />
- Ja pierdolę! &#8211; zaśmiał się Jason.<br />
Charlie uśmiechnął się momentalnie, nabierając powietrza i wstając. Zatrzymał się, wahając się tylko moment.<br />
- Skąd on ma to auto&#8230;? &#8211; jęknął Mike, też idąc do drzwi. &#8211; Wychodzę wcześniej &#8211; powiedział Charlie, otwierając drzwi. Charlie uśmiechnął się momentalnie, nabierając powietrza i wstając. Zatrzymał się, wahając się tylko moment.<br />
- Skąd on ma to auto&#8230;? &#8211; jęknął Mike, też idąc do drzwi. &#8211; Wychodzę wcześniej &#8211; powiedział Charlie, otwierając drzwi. Jason tylko pokręcił głową.<br />
Ryan za to poklepał maskę samochodu, a Charlie wyszedł do niego, uśmiechając się od ucha do ucha. Serce biło mu mocno w piersi.<br />
- Hej&#8230;<br />
- Gotowy na przejażdżkę? Wiem, że się spóźniłem&#8230; &#8211; zerknął na zegarek. &#8211; Cztery lata &#8211; prychnął, podnosząc znowu wzrok na niego. Charlie rozchylił lekko usta, obejmując go.<br />
- Rush ci go pożyczył?<br />
- A jak myślisz? &#8211; Ryan uśmiechnął się diabolicznie i otworzył mu drzwi do samochodu.<br />
Charlie przełknął, a lęk przebiegł przez jego twarz.<br />
- Kurde, Ryan&#8230;<br />
- Wsiadaj, kochanie. Mam wszystko pod kontrolą. &#8211; Uśmiechnął się ironicznie.<br />
- Nie mów jak Rush&#8230; &#8211; parsknął śmiechem Charlie, łapiąc się kołnierzyka jego koszuli.<br />
- Czemu? W końcu to miłość twojego życia &#8211; prychnął i zapiął pas, kładąc ręce na czarnej kierownicy z uśmiechem.<br />
Charlie popatrzył na niego w milczeniu, po czym prędko wsiadł na miejsce obok, przypinając się do fotela. Jego serce niemal pulsowało.<br />
- Tak myślisz? &#8211; spytał, nie patrząc na niego.<br />
- Ty mi powiedz &#8211; rzucił i odpalił samochód z piskiem opon.<br />
Charlie odetchnął, macając skórzany fotel i zachwycając się pędem powietrza, który zwiał jego włosy w tył.<br />
- Gdzie jedziemy? &#8211; zmienił temat, zerkając na mężczyznę.<br />
- Niespodzianka &#8211; zaśmiał się Ryan. &#8211; Unikasz pytania.<br />
Charlie milczał dłuższą chwilę.<br />
- Bo&#8230; ja nie wiem, Ryan&#8230; &#8211; powiedział cicho.<br />
- Jak nie wiesz to nie kochasz &#8211; rzucił Ryan, nie żartując bynajmniej.<br />
Charlie odetchnął ciężko, na oślep kładąc dłoń na jego ręce i ściskając ją. Wiedział, że Ryan miał rację, ale nie umiał sam tego ubrać w słowa. Mężczyzna od razu ścisnął jego palce, gorącą dłonią. Zaraz jednak zwrócił znów wzrok na ulicę. Wyjeżdżali powoli poza miasto.<br />
- Naprawdę tęskniłem &#8211; powiedział po chwili Charlie dość cicho, tylko na tyle głośno, by dało się go słyszeć przez pęd powietrza. &#8211; Wierzysz mi?<br />
- Wierzę &#8211; westchnął Ryan, jadąc nieco wolniej.<br />
- A ty? &#8211; dopytywał chłopak. Słońce powoli zachodziło, barwiąc okolicę na pomarańczowo.<br />
Było coraz mniej domów i dobrze było widać morze do którego się zbliżali.<br />
- Codziennie zastanawiałem się jak wyrosłeś i czy mnie jeszcze pamiętasz &#8211; powiedział poważniejąc.<br />
- Mogłeś wysłać maila&#8230; jeśli zmieniłeś zdanie &#8211; jęknął cicho Charlie, przełykając ślinę.Ściskał mu się żołądek.<br />
- Chciałem, żebyś TY się chciał ze mną zobaczyć &#8211; rzucił, nieco zgnębiony, zjeżdżając w stronę plaży, a nagle Charlie zdał sobie sprawę, że to to samo miejsce gdzie lata temu stracił z nim dziewictwo.<br />
Charlie odetchnął, mocniej ściskając jego rękę.<br />
- Przecież chciałem&#8230; nie chciałem się nie wiem&#8230; narzucać&#8230;<br />
- Charlie&#8230; jakbyś ty się mógł mi narzucić &#8211; zaśmiał się gorzko, kręcąc głową. Zjechali najdalej jak się dało w stronę plaży, na opuszczony niewielki parking i Ryan zatrzymał Ferrari.<br />
- No&#8230;. kazałeś mi spadać&#8230; co ja mam tu inaczej interpretować&#8230; &#8211; jęknął chłopak, czując lekkie pieczenie pod powiekami. Przygryzł wargę, patrząc w horyzont. Ryan pochylił się do niego z westchnieniem, odpinając pas i cmoknął go w policzek. Chłopak obrócił się w jego stronę nieco, ocierając się o jego twarz policzkiem.<br />
- Chcę, żebyś tu został &#8211; westchnął.<br />
- Nie jestem tu na chwilę. Planuję tym razem nie spierdolić następnych kilku lat życia &#8211; westchnął. &#8211; Ale ty mi musisz powiedzieć czego chcesz. Charlie powoli rozpiął pas i ułożył głowę na jego ramieniu, przytulając się powoli.<br />
- On ci nie dorasta do pięt &#8211; powiedział nagle.<br />
Ryan uśmiechnął się pod nosem.<br />
- Nie będę twoim romansem&#8230; &#8211; szepnął Ryan, a w tle słychać było szum morza.<br />
- Wiem &#8211; westchnął chłopak, bawiąc się materiałem jego koszuli. Wpatrywał się w pomarańczową poświatę na spodniach Ryana.<br />
- Jeśli chcesz być ze mną&#8230; &#8211; wstał i wysiadł powoli. &#8211; Musisz z nim zerwać i wywalić go z domu &#8211; powiedział brutalnie. Charlie odetchnął ciężko, także wychodząc z auta. Spojrzał na Ryana, powoli idąc wokół samochodu. Jego palce prześlizgiwały się po gładkiej, błyszczącej karoserii. Nie chciał ranić Rusha, ale nie mógł udawać, że nic się nie zmieniło. Ryan podszedł do niego przed maską i przytulił się powoli.<br />
- Tak dobrze pachniesz&#8230; &#8211; westchnął, całując jego ucho.<br />
Ryan odetchnął, wyciągając ręce w gorę i obejmując go za szyję.<br />
- Ty też&#8230; &#8211; mruknął Charlie, tuląc się. Twarde ciało mężczyzny dawało mu poczucie bezpieczeństwa. Prawdę mówiąc, pachniało jak żaden inny facet. Do tego był jego pierwszym, tyle razem przeżyli, tyle o nim wiedział&#8230;<br />
- Ale musisz zdecydować &#8211; szepnął Ryan, skubiąc jego ucho.<br />
Charlie odetchnął ciężko, po czym się roześmiał. Poczucie winy ustępowało coraz bardziej ekscytacji.<br />
- Wiesz, co wybiorę, Ryan &#8211; powiedział cicho, unosząc głowę i całując go pod brodą. Odszukał dłonią jego rękę i splótł z nim palce.<br />
Mężczyzna podsadził go spontanicznie na maskę samochodu i pocałował mocno. Chłopak odetchnął ciężko, przyciągając go nogami i oddychając głucho. Jego wargi aż zapulsowały, gdy ich usta się zetknęły. Zamruczał cicho, prężąc się w stronę Ryana, który przytulił go mocno, penetrując jego usta coraz intensywniej. Dłonie Charliego powędrowały na przód jego koszuli, niecierpliwie rozpinając guziki. Dotyk języka mężczyzny przyprawiał go o dreszcze. Ryan uśmiechnął się do niego szeroko, obcałowując go po twarzy.<br />
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak tęskniłem&#8230; &#8211; westchnął.<br />
- Tak? &#8211; sapnął Charlie, który rozgrzał się do czerwoności w ciągu ostatnich kilkunastu sekund. Rozsunął poły koszuli Ryana i schylił się, zaczynając całować go po umięśnionym torsie.<br />
- Tak&#8230; zawsze był z ciebie taki kociak&#8230; &#8211; jęknął Ryan, wsuwając palce w jego włosy.<br />
Chłopak uśmiechnął się lekko, obejmując go i wtulając twarz w tors mężczyzny. Pachniał niesamowicie.<br />
- Kociak? &#8211; zaśmiał się.<br />
- Tak&#8230; Nawet za pierwszym razem&#8230; Pamiętasz? Byliśmy tu pod namiotem &#8211; zaśmiał się, całując go znowu.<br />
Charlie parsknął, rozbawiony, nieco drżącymi dłońmi rozpinając mu powoli pasek.<br />
- Jak mógłbym zapomnieć nasz pierwszy raz&#8230; &#8211; powiedział miękko .Wychylił się, by cmoknąć usta Ryana.<br />
- Ale byłeś chętny, mimo swojej pseudo miłości do Mike&#8217;a &#8211; prychnął, głaszcząc chłopaka po udach. Charlie roześmiał się głośno, rozpinając guzik spodni mężczyzny, a potem suwak.<br />
- Chyba bardzo chciałem się w nim kochać&#8230; ale jak przyszło co do czego, żaden z nas nie pamiętał, że zaraz wróci.<br />
- Myślałeś tylko o mnie&#8230; &#8211; podpowiedział mu Ryan, zadowolony z siebie, wypinając nieco do niego biodra.<br />
- Tak&#8230; &#8211; odetchnął chłopak, powoli go jednak odsuwając i ześlizgując się po masce w dół. Jego serce waliło w piersi jak szalone. &#8211; Byłeś taki dobry&#8230;<br />
- Tak? &#8211; Ryan uśmiechnął się pod nosem, połechtany.<br />
- Tak &#8211; szepnął Charlie, opadając na kolana, oparty plecami o maskę. Spojrzał w wypukłość, jaka wytworzyła się pod rozpiętymi spodniami. &#8211; Byłeś pewny tego, co robisz&#8230; w ogóle się nie spiąłem &#8211; westchnął, unosząc spojrzenie wyżej, na twarz Ryana. Pociągnął jego spodnie w dół.<br />
- Może byłeś po prostu bardzo podniecony? &#8211; zaśmiał się Ryan, a jego penis sterczał, wygięty nieco w górę.<br />
- No byłem &#8211; prychnął chłopak &#8211; ale to z twojego powodu.<br />
Pochylił się, aż nieco mrużąc oczy i ocierając się lekko twarzą o gorącego penisa. Odetchnął głucho, mocniej schylając głowę i liznął mosznę mężczyzny, po chwili biorąc jedno z jąder w usta i ssąc delikatnie. Chciał mu sprawić przyjemność po tak długiej samotności.<br />
- Mm&#8230; &#8211; Ryan aż zadrżał, obracając się i opierając pośladkami o maskę samochodu. Charlie dostosował do tego własną pozycję, delikatnie odchylając penisa w bok, by kontynuować przerwane pieszczoty. Sapał ciężko, raz po raz muskając gorącym językiem mosznę. Zaraz jednak, przesunął nim po spodzie penisa i pocałował sam czubek, delikatnie przesuwając po nim dłonią. Ryan oddychał ciężko, pochylając się nad nim i głaszcząc po włosach. Charlie uśmiechnął się do niego powoli i po chwili schylił się, otaczając penisa wargami i biorąc go od razu głębiej. Jego nozdrza aż falowały.<br />
- Tak mi dobrze&#8230; &#8211; jęknął Ryan, przymykając oczy. Na policzkach aż dostał wypieków. &#8211; Chcesz kondom? &#8211; dopytał.<br />
Charlie spojrzał na niego, zaskoczony. Wysunął penisa z ust i mocniej popieścił go ręką.<br />
- A coś się&#8230; zmieniło? &#8211; spytał.<br />
- Nie no&#8230; od ciebie zależy&#8230; &#8211; westchnął ciężko.<br />
- To nie chcę&#8230; &#8211; uśmiechnął się chłopak, cmokając znów penisa. &#8211; Chcę, żeby było jak zawsze&#8230;<br />
Ryan uśmiechnął się błogo, aż zagryzając dolną wargę.<br />
- Nie byłem z nikim w kiciu! &#8211; poczuł się w obowiązku zapewnić jeszcze Charliego.<br />
- To byłem ostatni? &#8211; odetchnął chłopak, przesuwając bardzo delikatnie zębami po boku penisa.<br />
- Tak.. &#8211; westchnął ciężko. &#8211; Chociaż byłem tak napompowany, że jakbyś się nie ugiął w tydzień, to bym musiał się z kimś wyżyć &#8211; zaśmiał się.<br />
Charlie skrzywił się.<br />
- Ha ha ha&#8230; &#8211; mruknął z ironią.<br />
- Oj nie obrażaj się! Samo życie. Mam duże libido &#8211; zaśmiał się.<br />
- To jedna z tych rzeczy, których się nie mówi, ciołku &#8211; prychnął Charlie, kręcąc głową, ale zaraz przyjął go głęboko do gardła, zasysając policzki.<br />
- Och! &#8211; jęknął Ryan głośno, aż zaciskając palce na jego włosach. &#8211; Przepraszam, nieważne&#8230; &#8211; sapnął. &#8211; Czekaj&#8230; &#8211; wydusił w końcu. &#8211; Chodź tu do mnie..<br />
Chłopak odetchnął,wypuszczając ostrożnie jego członek i podnosząc się chwiejnie. Oparł dłonie po obu stronach jego ciała, na masce i pocałował go soczyście. Ryan obrócił go pospiesznie, brzuchem do samochodu i zaczął mu błyskawicznie rozpinać spodnie. Charlie zadrżał, zamykając oczy i wypinając lekko biodra.<br />
- Ryan&#8230; &#8211; sapnął, szerzej rozsuwając oda.<br />
- Och ty napaleńcu &#8211; zamruczał Ryan, całując jego kark. Przez chwilę nie dotykał Charliego, a zaraz potem chłopak poczuł śliski palec między pośladkami.<br />
Odruchowo aż spiął mięśnie pośladków, wydając z siebie głuche westchnienie. Poczuł się, jakby przez jego ciało przeszedł prąd.<br />
- Bo chcę ciebie&#8230; &#8211; sapnął.<br />
- I tylko mnie? &#8211; zamruczał z łatwością wsuwając palec głębiej.<br />
- Ciebie &#8211; odparł chłopak od razu, aż nieco kręcąc biodrami w powietrzu. Przymknął oczy, przesuwając lekko palcami po masce auta.<br />
Ryan od razu wsunął w niego drugi palec głęboko, drugą dłonią głaszcząc go po plecach.<br />
- Jesteś taki seksowny&#8230;<br />
Charlie wydał z siebie głuchy jęk, podrygując nieco tyłkiem i kładąc policzek na metalowej karoserii. Czuł cudowny ciężar w lędźwiach.<br />
- Tak się miała zakończyć przejażdżka 4 lata temu&#8230; &#8211; sapnął Ryan, pochylając się i całując jego kark, i wsuwając palce gwałtownie.<br />
- Właśnie tutaj? &#8211; zasapał Charlie. Jego biodra poruszyły się w kierunku dłoni.<br />
- O tak&#8230; Tu nad morzem, o zachodzie słońca&#8230; &#8211; zarechotał, powoli wysuwając palce i aż go ciągnąc mocniej do siebie.<br />
- Romantycznie &#8211; zaśmiał się chłopak, wypinając mocniej tyłek i obejrzał się na niego. Miał zaczerwienione policzki i wargi.<br />
- Cały ja &#8211; zaśmiał się Ryan, cmokając jego wargi i napierając czubkiem penisa na śliską szparkę powoli. W odpowiedzi usłyszał niski jęk.<br />
- Złap mnie&#8230; &#8211; sapnął Charlie.<br />
- Nie uciekniesz &#8211; prychnął Ryan, wsuwając się mocnym pchnięciem.<br />
Gorący kanał odbytu zacisnął się wokół niego, a Charlie złapał na oślep jego rękę i położył ją na swoim biodrze. Sapał ciężko, trzęsąc się nieco.<br />
- O kurwa&#8230;<br />
Drugą dłonią Ryan złapał jego kark i wsunął penisa do końca, dociskając się do jego pośladków.<br />
- Oh jak mi dobrze&#8230;<br />
- Mnie też&#8230; &#8211; wydusił Charlie, naprężając całe ciało, by mocniej odczuwać pchnięcia. Cały ciężar ciała oparł na rękach.<br />
Ryan zaczął się powoli poruszać, oddychając ciężko. Chłopak rozstawił szerzej stopy, na tyle, na ile pozwoliły mu spuszczone spodnie i zaparł się dłońmi, wychodząc naprzeciw ruchom partnera. Czuł go głęboko w sobie i aż miękły mu kolana za każdym razem, gdy członek się wysuwał. Dotyk na biodrze i karku dawał mu poczucie, że był kontrolowany przez umięśnionego mężczyznę za sobą. Czuł jego skórę przy sobie z każdym pchnięciem.<br />
- Och.. już niedługo.. z taką słodką dupcią&#8230; &#8211; szepnął rozgorączkowany Ryan i zsunął dłoń na jego penisa pospiesznie.<br />
- To wchodź mocniej! &#8211; jęknął Charlie, rzucając nieco głową. Czuł, jak rośnie w nim rozkosz.<br />
- O tak!? &#8211; sapnął Ryan, podniecony, wbijając się w niego niemal z furią.<br />
Chłopak rozpłaszczył górną część ciała na masce samochodu, opierając kolana o zderzak i drgał przy każdym pchnięciu.<br />
- Ja pierdolę&#8230; &#8211; sapał bez tchu, przyjmując go bez trudu. Było mu tak dobrze&#8230;<br />
Do tego Ryan stymulował go ostro dłonią, nie przerywając kiedy dochodził z głośnym stęknięciem. Był taki inny niż Rush, znacznie bardziej autentyczny w tym co robił. Taki zdecydowany i ostry&#8230; Fakt, że Ryan w nim szczytował, zupełnie rozstroił także Charliego, który skończył tuż po nim, zaciskając mocno pośladki.<br />
- Och! Jak ciaśniutko&#8230; &#8211; wymamrotał Ryan, przyduszając go nieco ciałem.<br />
Charlie łapał ciężko powietrze, poddając się mu całkowicie. Uśmiechnął się lekko, wtulony w metal.<br />
- Jesteś&#8230;. Ryan&#8230;<br />
- Jestem &#8211; zaśmiał się chrapliwie.<br />
- Dobrze&#8230; &#8211; westchnął chłopak, głaszcząc go po przedramieniu. &#8211; Bardzo.<br />
- Widzisz. Jestem słowny. Obiecałem przejażdżkę &#8211; zamruczał, całując go przy uchu.<br />
- O której mówisz&#8230; &#8211; roześmiał się Charlie, łasząc się do tej pieszczoty.<br />
- O obu&#8230; &#8211; zaśmiał się, gładząc boki jego ciała. &#8211; Rozgrzałeś maskę.<br />
- Tylko maskę? &#8211; wymruczał Charlie, osuwając się kolanami w piasek.<br />
- Mm Charlie, Charlie&#8230;. &#8211; westchnął Ryan, podciągając spodnie leniwie i patrząc na niego z góry.<br />
Chłopakowi się najwyraźniej do tego nie spieszyło, bo klęczał przy aucie z odkrytym tyłkiem.<br />
- Ściągaj to! &#8211; zaśmiał się, oglądając się na niego.<br />
- Chwila! &#8211; zaśmiał się Ryan, obchodząc go i pochylając się do samochodu. &#8211; Dżentelmenem jestem! &#8211; prychnął i rzucił w niego kocem. &#8211; Nie będziesz siedział z tyłkiem w piasku.<br />
Chłopak roześmiał się głośno, usiłując się podnieść. Jednocześnie, następował na swoje buty, ściągając je i jeszcze mocniej eksponując wilgotne teraz pośladki. Ryan zaszedł go z tyłu, rozbawiony i klepnął go mocno w tyłek, zabierając mu koc.<br />
- Daj to, daj to! Nie radzisz sobie &#8211; zakpił, rozbawiony, rozkładając koc popisowo.<br />
- Chodź się kąpać! &#8211; roześmiał się chłopak, zrzucając koszulkę i roztrzepując swoje włosy. Usiadł na masce, bo nogi wciąż miał trochę jak z waty. Ryan uśmiechnął się łagodnie i zaczął rozbierać równie szybko. Zrzucił koszulę do samochodu.<br />
- Charlie&#8230;<br />
- Ryan? &#8211; odpowiedział chłopak, uśmiechając się szeroko. Zsuwał jeszcze skarpetki, bo poza tym był nagi.<br />
- Kocham cię&#8230; &#8211; wydusił mężczyzna, rozbierając się do końca i popatrując na niego wyjątkowo niepewnym spojrzeniem.<br />
Charlie rozchylił lekko wargi i przełknął ślinę, wpatrując się w niego, pełen emocji.<br />
- Od kiedy&#8230;? &#8211; wydusił, zupełnie zaskoczony tym wyznaniem.<br />
Mężczyzna odgarnął włosy, które opadły mu za mocno na czoło.<br />
- Zawsze do ciebie dużo czułem&#8230; ale jak poszedłem siedzieć, to dopiero zrozumiałem, co z tobą miałem&#8230; &#8211; szepnął, nie patrząc Charliemu w oczy.<br />
Chłopak odetchnął ciężko ,zaciskając dłonie. Zaraz jednak ruszył powoli do niego i objął w pasie, kładąc mu głowę na ramieniu. Słońce już zaszło, ale księżyc i gwiazdy dawały wystarczająco światła.<br />
- Ryan&#8230;<br />
Mężczyzna odetchnął bardzo ciężko, przyciskając Charliego do siebie.<br />
- To jak ja &#8211; odetchnął.<br />
Ryan odetchnął z wyraźną ulgą, jakby cały czas tylko na to w napięciu czekał. Cmoknął jego wargi radośnie i poderwał go z ziemi, biorąc na ręce. Ruszył plażą w stronę ciemnych fal. Chłopak roześmiał się radośnie, tuląc się do niego.<br />
- Żałowałem, że ci nie powiedziałem&#8230; &#8211; wyznał z lekkim sercem. Ryan pocałował go tylko znowu, wchodząc powoli do wody.</p>
<p>*</p>
<p>Alex siedział przy swoim wielkim biurku, czytając i podpisując kolejne dokumenty. Sam nie wierzył, że wszystko potoczyło się tak gładko. Musiał jeszcze załatwić tą głupią sprawę z samochodem. Jego gabinet był spory, o konserwatywnym, choć bogatym wyposażeniu. Na prominentnym miejscu po prawej, wisiał wielki portret ich rodziny.<br />
Nagle, usłyszał zza grubych drzwi głos swojej sekretarki, ale niemal zaraz potem wpadł do jego gabinetu Rush, cały czerwony i nieco potargany.<br />
- Ja pierdolę, Alex! &#8211; odezwał się głucho, dochodząc do biurka i uderzając mocno dłońmi o jego blat. Jego brat podniósł na niego chłodne spojrzenie.<br />
- Hm? W czym mogę ci dziś pomóc, Richardzie?<br />
- Skradziono moje nowe Ferrari! &#8211; krzyknął ze złością. &#8211; Ten kryminalista, znajomy Charliego to zrobił!<br />
Alex złożył dłonie w piramidkę i uniósł brwi.<br />
- Twoje Ferrari? Bo kiedy sprawdzałem wczoraj konto firmy, zobaczyłem, że kupiłeś samochód. Nie konsultując się.<br />
Rush przewrócił oczyma.<br />
- Wiesz, że bardziej się opłaca na firmę!<br />
- W takim razie, technicznie rzecz biorąc, należy do firmy &#8211; powiedział chłodno. &#8211; A ja mam wyższą pozycję niż twoja. Tym samym jest bardziej moje niż twoje.<br />
Rush rozchylił usta, zaskoczony, ale po chwili, machnął ręką.<br />
- Co to za różnica! Ja pierdolę, ukradł go, recydywista cholerny<br />
- O tak? Skąd wiesz, że to on? &#8211; spytał Alex sceptycznie, choć też był przekonany, że to Ryan.<br />
- Bo auto jest schlewione, a miał dostęp do kluczyków! &#8211; warknął, oburzony. &#8211; Do tego nagle Charlie mnie z domu wyprasza!! &#8211; rzucił równie oburzony, co zrozpaczony.<br />
- Czy &#8222;wyprasza&#8221; to eufemizm na &#8222;rzucił mnie&#8221;? &#8211; prychnął Alex.<br />
Jego brat aż obrócił się, z frustracją targając swoje jasne włosy.<br />
- Ten pojebany złodziej musiał mu chyba jakichś prochów dosypać!<br />
- Ja myślę, że to wszystkim wyjdzie na dobre &#8211; powiedział Alex, uśmiechając się aż łagodnie i podpisał kolejny dokument. &#8211; Są siebie warci, ten twój kochaś i recydywista.<br />
- Nieprawda! &#8211; warknął Rush, aż się wychylając, jakby chciał go złapać za kołnierz. Powstrzymał się w ostatnim momencie. &#8211; Kurwa&#8230; co ja zrobię&#8230; Alex&#8230;<br />
- Ja ci powiem co zrobisz. &#8211; Alex zatrzasnął segregator z dokumentami i wstał powoli. &#8211; Ta cała twoja &#8216;ptaszynka&#8217; od początku leciała na twoje pieniądze. Zapisałem mu to Ferrari, żeby ci pokazać, że się odczepi jak je dostanie. Ty za to, odsuniesz się od niego. Proponuje nawet pół roczne wakacje w Brytanii i podpalenie na nowo płomienia miłości z twoją narzeczoną &#8211; powiedział sucho i miażdżąco. &#8211; Jeśli to jeszcze nie jest jasne: jako obecny właściciel samochodu, Charlie nie złoży żadnego oskarżenia o kradzież.<br />
Wargi Rusha zadrgały, a jego źrenice rozszerzyły się lekko i nagle runął na podłogę, zawadzając po drodze szczęką o blat biurka.</p>
<p>*<br />
<strong>KONIEC</strong></p>
<p><strong>:D</strong></p>
<p><strong>:*</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/uncategorized/'>Uncategorized</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5273/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5273&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/21/obiecane-ferrari-cz-2-fanfik-do-fdts/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/e7ff707a67bf4dc85ab0721a89fc1ff8?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">kasiotfur</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Aż Serce Zamiera &#8211; 18 &#8211; Spotkanie po latach</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/19/az-serce-zamiera-18-spotkanie-po-latach/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/19/az-serce-zamiera-18-spotkanie-po-latach/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 14:16:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Berniak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aż Serce Zamiera]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5268</guid>
		<description><![CDATA[Ferris kurczowo trzymał się pleców Dimy, przez opaskę na oczach tylko bardziej skoncentrowany na bólu w swojej nodze oraz zapachu drugiego mężczyzny. Ci straszni ludzie ich pojmali! Dima posapywał raz po raz, niosąc go, ale młody lekarz wiedział, że też &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/19/az-serce-zamiera-18-spotkanie-po-latach/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5268&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ferris kurczowo trzymał się pleców Dimy, przez opaskę na oczach tylko bardziej skoncentrowany na bólu w swojej nodze oraz zapachu drugiego mężczyzny. Ci straszni ludzie ich pojmali!<br />
Dima posapywał raz po raz, niosąc go, ale młody lekarz wiedział, że też miał związane oczy i był prowadzony przez krótkie rozkazy i poszturchiwania. Usłyszał już zresztą kilka niepochlebnych uwag o ich drogich ubraniach. Coraz bardziej się niepokoił. Co zamierzali z nimi zrobić? I co robili tu, w miejscu przeżartym na wskroś przez nieumarłych?! Jedyne, co go uspokajało to szerokie plecy Dimy. Były twarde, napięte i gorące.<br />
Nagle jednak, musieli wejść na jakiś rodzaj podłogi, bo kroki zmieniły brzmienie. Ferris sapnął, wbijając palce w materiał płaszcza drugiego mężczyzny i obracając głową, jakby mógł cokolwiek zobaczyć. Przez czarny materiał szarfy na jego oczach przebijało jednak z jednej strony światło.<span id="more-5268"></span><br />
- Dajcie mi przejść, przecież widzicie, że jest ranny! &#8211; usłyszał donośniejszy krzyk z boku.<br />
- Właśnie! Potrzebuje opieki – odezwał się szybko Dima.<br />
Ferris złapał się go jeszcze mocniej, skołowany. Nie chciał, by ich rozdzielili.<br />
Ktoś nagle dotknął jego uda.<br />
- Przecież widać, że to jakaś burżuazja! &#8211; krzyknął kto inny ze złością.<br />
- To weźcie ich do podziemia, ale dajcie mi go szybko opatrzyć!<br />
- Kim jesteście? &#8211; odezwał się Ferris w kierunku głosu. Słyszenie w ciemności pobudzenia słyszalnego w tonie wypowiedzi otaczających ich osób bardzo go niepokoiło. Miał wrażenie, że niespodziewany cios mógł uderzyć z każdej strony.<br />
- Jesteśmy Ruchem Wyzwolenia! &#8211; powiedział ktoś z dumą.<br />
- Nie! Patrick mówił, że Ruchem Prawdy!<br />
- Znowu przekręcacie!<br />
Najwyraźniej nie mieli zgody na temat swojej nazwy. Dima schodził powoli po schodach, prowadzony przez kogoś. Ferris przytulił policzek go jego karku, oddychając ciężko.<br />
- Marnowanie bandaży- prychnął ktoś obok. &#8211; Użyj jego jedwabnej koszuli!<br />
Dima sapnął ze złością, ale nic nie powiedział.<br />
- Dobra dobra, weźcie dajcie mi się zająć moją pracą &#8211; powiedział głos, najwyraźniej lekarki. &#8211; Bardzo cię boli? &#8211; zapytała, nie zastanawiając się czy zwraca się do lorda czy nie.<br />
Zrobiło się nieco zimniej i w końcu zdjęto Ferrisowi opaskę. Znajdowali się w chłodnym, wilgotnym pomieszczeniu bez okien. Ewidentnie było pomyślane jako gabinet, bo czuć było zapach substancji dezynfekujących a w regale poustawiane były fiolki z różnymi specyfikami, choć widać było też jakieś gadżety czy dziwne mechanizmy sklecone z czegoś co wyglądało na pierwszy rzut oka jak złom. W pomieszczeniu była drewniana ławka i Dima powoli posadził tam Ferrisa, który zwrócił wzrok na osobę, która mówiła jako ostatnia.<br />
Lekarka była bardzo chuda i miała na sobie brudnoróżową, bardzo skromną sukienkę i szarawy fartuch. Jej twarz odznaczała się mocnymi kośćmi policzkowymi i wielkimi oczami.<br />
- Bardzo boli? &#8211; zapytała znowu.<br />
Za nią stało kilka osób, obserwując więźniów sceptycznie. Wszyscy wyglądali na proste osoby, a ich ubrania uszyte były z grubego płótna.<br />
- Zależy kiedy &#8211; westchnął Ferris, unosząc głowę, by spojrzeć na kobietę. Była bardzo wysoka.<br />
- To usiądź i zaraz się tym zajmiemy &#8211; powiedziała, a Dima aż też przysiadł na ławce, z ciężkim sapnięciem. Ferris nie był co prawda ciężki, ale i tak wykończyła go ta podróż.<br />
Młodzieniec odetchnął cicho, niemal fizycznie wyczuwając bijące od niego gorąco. Teraz, kiedy obawa o życie była mniejsza, znów skoncentrował myśli na dotyku ust Dimy, tym jak go obejmował&#8230;<br />
- Też jestem&#8230; lekarzem&#8230; mogę pomóc – westchnął.<br />
- O! Lekarzem! &#8211; zapaliła się. Włosy miała związane w luźny kok. &#8211; Masz ze sobą jakieś środki? &#8211; dopytała.<br />
- Wszystko zostało w pociągu &#8211; westchnął Dima, nie patrząc na swojego towarzysza.<br />
Nagle jednak ktoś przepchnął się przez tłum.<br />
- Ferris! &#8211; krzyknął, patrząc młodemu arystokracie w oczy. Ten rozchylił usta i wstał gwałtownie, mimo bólu robiąc krok do przodu i brutalnie szarpiąc niższego mężczyznę do siebie.<br />
- Tu skurwielu!!! &#8211; wrzasnął niskim głosem.<br />
Nowoprzybyły zamrugał, zszokowany. Miał nieco dłuższe, związane w krótką kitkę, ciemne włosy, szeroki nos i szczere spojrzenie. Ubrany był jak reszta, w dość proste spodnie, luźną jasną, choć brudną, koszulę. Do tego miał dwudniowy zarost.<br />
- Ej.. ja&#8230; &#8211; wydusił, nie wiedząc co jeszcze powiedzieć.<br />
Ferris zacisnął pięści na jego kołnierzu, aż ciągnąc mężczyznę w górę.<br />
- Nawet listu, kurwa!!! Szukałem cię po szpitalach, chuju jeden!!! &#8211; warczał, szarpiąc nim.<br />
- Bo musiałem uciekać! &#8211; jęknął drugi mężczyzna w odpowiedzi, kładąc dłonie na jego ramionach. &#8211; To lata temu, stare dzieje &#8211; zbył to szybko.<br />
Dima podniósł na nich pełen zastanowienia wzrok.<br />
- To twój&#8230; hm.. nowy, wiesz? &#8211; dopytał mężczyzna, zahaczając na Rosjaninie wzrok.<br />
Ferris odepchnął go mocno, ignorując pytanie i zakrzykując je.<br />
- Ale swoje rzeczy to wziąć mogłeś!!! Czasu nie było na pieprzone &#8222;żegnaj&#8221;?!<br />
Mężczyzna aż się zatoczył.<br />
- Proszę Ferris, uspokój się &#8211; westchnął. &#8211; Co było to było.<br />
- Weź się nie rzucaj! &#8211; warknął jakiś mężczyzna z tyłu grupy przy drzwiach.<br />
- Umywam od ciebie ręce! &#8211; syknął Ferris dramatycznie, z cichym jękiem opadając na ławeczkę obok Dimy i, nieco nerwowo potupując zdrową nogą.<br />
Gregorovich siedział cały spięty, a lekarka, nie zwracając uwagi na awanturę, uklękła przy swoim nowym pacjencie.<br />
- Niech nikt nie tyka lorda Deverella! &#8211; powiedział jednak głośno dawny znajomy Ferrisa do reszty obecnych. &#8211; Patrick na pewno będzie chciał się z nim zobaczyć!<br />
Lekarz skrzywił się, nie patrząc na swojego niego. Zaciskał zęby ze złości.<br />
Przez tłumek przeszedł pomruk oscylujący miedzy niechęcią a ekscytacją.<br />
- Dajcie mi przestrzeni! &#8211; burknęła lekarka, zabierając się za rozcinanie Ferrisowi spodni.<br />
- No! Wychodzić wszyscy! &#8211; powiedział mężczyzna z kitką, oglądając się raz jeszcze na barona. &#8211; Wrócę później!<br />
Ferris nie odpowiedział, wyraźnie spięty. Wbił wzrok w kawałek drewna wychodzące z jego uda. Na szczęście, rana była względnie niegroźna i wkrótce, po odpowiednim odkażeniu o opatrzeniu nogi Ferrisa, zostali pozostawieni w małym pokoju, wyposażonym tylko w jedną pryczę bez siennika. Lekarka, która, jak się okazało, miała na imię Rebecca, litościwie zostawiła im parę koców, którymi mogli wyłożyć nagą, twardą deskę, a także się okryć.<br />
Gdy zamknęły się drzwi, zapanowała całkowita ciemność. Ferris odetchnął ciężko, dłonią szukając Dimy tam, gdzie widział go jeszcze przed chwilą.<br />
Rosjanin przełknął ciężko ślinę. Nie mógł tu zasnąć, bo musiał przed tym zostać związany. Palce Ferrisa, przyprawiły go jednak zupełnie nagle o palpitacje serca.<br />
- Hmm&#8230; baron Corelaine, znany nawet w Ruchu Wyzwolenia &#8211; zaśmiał się nerwowo. Może najlepszą polityką było udawanie, że to co zrobił w lesie, nie miało miejsca.<br />
- Nie jestem znany &#8211; mruknął Ferris, przysuwając się w ciemności bliżej niego.<br />
- To.. kto to był? &#8211; zapytał cicho Dima, odsuwając się nieznacznie. Narastała w nim panika. &#8211; Widocznie znał pana&#8230;<br />
Ferris jednak nie zabierał ręki, wczepiając palce kurczowo w jego przedramię.<br />
- To mój&#8230; dawny przyjaciel&#8230; &#8211; mruknął płasko.<br />
- Tak? &#8211; Dimie trudno było zamaskować ciężki oddech w ciszy i ciemności.<br />
- Tak&#8230; zostawił mnie bez słowa. Drań &#8211; dodał po chwili młodzieniec, po czym drugą dłonią dotknął powoli boku towarzysza, przysuwając się.<br />
Dima odsunął się na to, o równą odległość, choć domyślał się, że niebezpiecznie zbliża się do skraju pryczy.<br />
- Dawno temu? Rozumiem, że to był.. hm.. wyjątkowy przyjaciel, tak?<br />
Odpowiedziała mu dłuższa chwila milczenia.<br />
- Wyjątkowo wyjątkowy &#8211; stwierdził w końcu Ferris.<br />
- Przykro mi to słyszeć więc. Że tak zostawił pana bez słowa &#8211; próbował brzmieć oficjalnie, ale jego głos załamywał się nieco.<br />
- To był ostatni mężczyzna którego pocałowałem. Aż do dzisiaj &#8211; powiedział nagle Ferris, palcami gładząc delikatnie przedramię Dimy przez ubranie. &#8211; Pięć lat temu.<br />
Oddech Dimy wyraźnie stał się cięższy.<br />
- Ale przecież zaledwie wczoraj był mężczyzna&#8230;w pana&#8230; łóżku&#8230; &#8211; Rozmawianie o takich kwestiach, sprawiało mu trudność.<br />
-&#8230; boję się syfilisu &#8211; odparł Ferris krótko.<br />
- Ach&#8230; uhm&#8230; przepraszam &#8211; powiedział Dima cicho, podenerwowany.<br />
Wolna dłoń lekarza przesunęła się po jego ramieniu i zaraz musnęła bok twarzy. Młodzieniec zbliżył się, pokonując dystans i znów przyciskając wargi do ust Rosjanina, wydając przy tym cichy jęk.<br />
Dima odetchnął ciężko przez nos, nie wiedząc co robić. Pozwolił sobie na tamten pocałunek tylko dlatego, bo myślał, że zaraz zginie. A teraz&#8230; znajdował się w niezrozumiałej dla siebie pozycji ze swoim przyszłym szwagrem. Bardzo ładnym szwagrem. Odsunął się nieznacznie, zdezorientowany.<br />
- Myślałem, że&#8230; nie jestem&#8230; że nie odpowiadam panu&#8230; powiedział pan nawet, że jestem paskudny&#8230;. &#8211; wydusił.<br />
Ferris złapał go lekko za kark, mrucząc prosto w jego wargi. Najwyraźniej nie miał ich dość.<br />
- A co miałem panu powiedzieć?<br />
- Nie wiem&#8230; ja.. to&#8230; nie jestem taki jak pan&#8230; &#8211; Zdenerwowanie Rosjanina sięgało zenitu.<br />
- A jednak&#8230; powiedziałeś, że od tygodni chciałeś spróbować moich ust&#8230; &#8211; wzdychał Ferris, przyciśnięty do niego klatką piersiową.<br />
- Nie jestem taki&#8230; ładny&#8230; &#8211; szepnął Dima płasko.<br />
- Kobiety muszą być ładne &#8211; odparł Ferris, pocierając nosem i wargami o jego policzek i obejmując mężczyznę w pasie. Wydawał się uspokajać.<br />
- Nie rozumiem&#8230; &#8211; jęknął &#8211; Nie myślałem, że mógłbym zainteresować osobę&#8230; pana pokroju&#8230; &#8211; wydusił, z coraz większym trudem, nie wiedząc co zrobić z rękoma.<br />
- Nie jestem elitarystą &#8211; zapewnił go Ferris, nieco na nim zawisając, by odciążyć nogę. Nie dostała poważnie uszkodzona i wiedział, że wkrótce będzie mógł zacząć znów chodzić, ale bolała. Delikatnie złapał zębami wargę mężczyzny.<br />
- Dobrze pan wie czemu nie mogę tego robić&#8230; &#8211; jęknął Dima słabo.<br />
- Może pan &#8211; zaprzeczył Ferris, znów cmokając usta Dimy i przytulając się do niego bez skrępowania.<br />
- Jestem zaręczony z pana siostrą &#8211; jęknął Dima, ciesząc się, że ukrywa go ciemność. Ferris wzbudzał w nim tak sprzeczne uczucia. Podziwiał jego osiągnięcia, elokwencję, status&#8230; a czasem, gdy obserwował jak chłopak nieświadomie bawi się włosami, czy patrzy na niego tymi zielonymi oczyma, czuł się jakby cały miękł.<br />
- Nie kocha pan jej &#8211; odpowiedział młodzieniec bez krzty wahania w głosie, po czym znów go pocałował, bardziej intensywnie i głębiej. Dima wyczuwał, że jego serce zaczęło walić jak szalone. Rozum podpowiadał Dimie, żeby się wycofał, ale rozchylił powoli wargi. Nie umiał mu wprost odmówić. Ferris miał takie miękkie, przyjemne wargi. Powoli przesunął gorącą dłoń na plecy barona. Nie wierzył, że jest przez niego tak bardzo chciany. Chyba, że oczywiście Ferris traktował go jak kolejną &#8216;chwilę zapomnienia&#8217;.<br />
Młodzieniec objął go za szyję, pomrukując bezmyślnie. Dima odpowiadał powoli na pocałunek, rozkoszując się zakazanymi ustami.<br />
Stali blisko siebie, stykając się niemal na całej długości ciał, a ciemność tylko pogłębiała wrażenie intymności.<br />
- Ohh, Dima&#8230; &#8211; sapnął Ferris, głaszcząc go po włosach.<br />
Rosjanin odetchnął ciężko, zdenerwowany.<br />
- Nie powinien się pan położyć? Ta rana&#8230; &#8211; rzucił, odsuwając się nieznacznie.<br />
Ferris odetchnął cicho, muskając nosem jego nos.<br />
- Usiądę jeśli też usiądziesz&#8230;<br />
- &#8230; Jest pan bardzo uparty&#8230; &#8211; szepnął, siadając powoli na pryczy.<br />
- Wiem. Ferris powoli przysiadł obok niego, od razu obejmując go ramieniem i przytulając się z boku.<br />
- Ja&#8230; nie mogę tego pociągnąć dalej &#8211; nacisnął Dima. &#8211; Przepraszam, jeśli wprowadziłem pana w błąd.<br />
- Proszę nie gadać bzdur &#8211; prychnął Ferris, głaszcząc go palcami po karku. Wiedział, jak się obchodzić z mężczyznami niepewnymi tego, czego chcą. &#8211; Czuję, że jest pan gorący jak piec.<br />
Dima cały aż topniał pod jego dotykiem.<br />
- To zdenerwowanie. Nic na to nie poradzę&#8230; to dla mnie nowa sytuacja&#8230;<br />
- Działasz instynktownie &#8211; zamruczał Ferris, najwyraźniej nie mogąc się jeszcze przyzwyczaić do mówienia do mężczyzny po imieniu. Powolnym, niemal leniwym ruchem, liznął go po uchu.<br />
- Ach! &#8211; Dima jęknął, zszokowany, nerwowo sięgając koc i zakrywając nim szybko dół ciała. Było ciemno, ale i tak czuł się niezręcznie. &#8211; N..nie może pan tak. To nie zaprowadzi do niczego dobrego! &#8211; powiedział szybko, odsuwając się nieco.<br />
- Ja myślę, że jednak tak. Ludzie nie kłamią w obliczu śmierci &#8211; westchnął Ferris, przysuwając się i całując bok jego szyi, tuż nad kołnierzykiem rozchełstanej koszuli.<br />
Ten argument trudno było Dimie zbić.<br />
- P..po prostu wiem, że to nie zaprowadzi do niczego dobrego&#8230; &#8211; powiedział szybko, ale&#8230; pogłaskał go delikatnie po plecach, jakby się bał, że go skruszy zbyt mocnym dotykiem.<br />
- Dlaczego? &#8211; spytał Ferris cicho, mięknąc i niemal się na nim pokładając.<br />
Dima wciągnął głębiej powietrze.<br />
- Bo ja nie zgadzam się być tylko &#8216;chwilą zapomnienia&#8217;&#8230; &#8211; powiedział cicho, podenerwowany jakby ktoś kuł go szpilkami.<br />
Ferris odetchnął cicho, czując ucisk w żołądku na tak zdecydowane słowa. Mocniej wtulił się w Dimę, rozpalony.<br />
- Jesteś niezwykły&#8230;<br />
Mężczyzna przytulił go nagle mocno w pasie, oddychając ciężko. Najchętniej by go nie puszczał.<br />
Słyszał głuchy oddech drugiego mężczyzny tuż przy uchu, a zaraz potem, jego gorące, wilgotne usta zaczęły przesuwać się po wrażliwej małżowinie.<br />
- Też to czułeś? To napięcie między nami?<br />
Dima przełknął ślinę, przesuwając powoli dłońmi po jego boku.<br />
- Nie myślałem, że mógłby&#8230;ś tego chcieć&#8230; &#8211; szepnął, przewracając go powoli do pozycji leżącej, na ciasnej pryczy.<br />
Ferris wciągnął powietrze i zgiął zdrową nogę, ciągnąc go na siebie. Oddychał tak szybko, że aż kręciło mu się w głowie.<br />
- Ja też nie byłem pewien&#8230;<br />
Dima sapnął ciężko przy nim, wodząc nerwowo dłońmi po jego ciele.<br />
- Czy mnie chcesz&#8230;?<br />
Młodzieniec drgał lekko pod jego dotykiem. Wsunął dłoń pod surdut Dimy, na jego plecy.<br />
- Czy powinienem cię chcieć?<br />
- Nie powinieneś &#8211; szepnął Dima stanowczo, przysuwając się tylko górną częścią ciała.<br />
- Myślę, że jednak tak. Myślałem, że gardzisz mną za to, kim jestem&#8230; &#8211; westchnął nieco ciszej, łapiąc dłoń Dimy i kładąc na swojej klatce piersiowej, wsuwając jego palce między guziki koszuli.<br />
Rosjanin cofnął jednak palce i musnął jego policzek delikatnym całusem.<br />
- Nie&#8230; &#8211; westchnął, z poczuciem winy. &#8211; Po prostu ta myśl, że sypiasz z mężczyznami, zachwiała mną zupełnie&#8230;.<br />
Ferris obrócił niego głowę, całując go głębiej.<br />
- Zazdrosny? &#8211; sapnął.<br />
- &#8230;Odrobinę&#8230; &#8211; westchnął Dima bezradnie, pieszcząc się z nim wargami. &#8211; Nagle ta jedna przeszkoda zniknęła&#8230;<br />
Ferris uśmiechnął się w jego usta, wtulając się mocniej.<br />
- Imponujesz mi &#8211; wyznał w ciemności.<br />
- Słucham&#8230;? &#8211; wydusił Dima, zaskoczony, przytulając go jednak tylko mocniej.<br />
Mężczyzna pocałował go znów bez tchu, tuląc się i aż obejmując jego uda zdrową nogą.<br />
- Jesteś taki&#8230; prawdziwy.<br />
Dima jęknął cicho, odsuwając nieco biodra. Wzwód w jego spodniach pulsował intensywnie. Nie chciał Ferrisa do siebie zniechęcić.<br />
- To znaczy?<br />
- Jesteś bardzo szlachetnym mężczyzną. Wierzysz w to, co mówisz&#8230; &#8211; westchnął Ferris, muskając dłonią jego udo. Dima czuł się jednak obecnie bardzo mało szlachetnie. W głowie miał same brudne myśli. Nie chciał brukać Ferrisa w taki sposób. Oddychał ciężko i gwałtownie.<br />
Te dźwięki, ruchy klatki piersiowej Dimy, tylko bardziej podniecały Ferrisa. Westchnął głucho, muskając delikatnie palcami jego krocze. Jęknął, gdy wyczuł pod materiałem wyraźną erekcję.<br />
- Przepraszam &#8211; jęknął Dima nerwowo. &#8211; Próbuję nad tym panować &#8211; wydusił, odsuwając się znowu nieco i zasłaniając tam dłonią. Młodzieniec jednak odtrącił ją, zdecydowanymi ruchami rozpinając metalowe zaczepy rozporka. Westchnął głucho w usta Dimy.<br />
- Cicho.<br />
Mężczyzna jęknął znowu, całując go znowu mocno i niemal agresywnie. Jego zmysły szalały jak nigdy. Myśl, że szczupłe, miękkie palce Ferrisa były tak blisko jego penisa, doprowadzała go do obłędu. Pogładził go bezradnie nisko po plecach.<br />
Lekarz za to, pociągnął na oślep jego spodnie w dół i po chwili wydobył penisa, zaciskając wokół niego dłoń. Zajęczał w wargi Dimy, rozpalony masując główkę kciukiem i rozpoznając kształt pulsującego członka.<br />
Rosjanin nie miał słów. Dyszał tylko ciężko w usta Ferrisa i już po chwili doszedł, poruszając gwałtownie biodrami. W jego umyśle zapanowała błoga pustka. Jak przez mgłę, czuł pocałunki Ferrisa, wciąż trzymającego jego penisa w dłoni. Chłopak ocierał się o niego biodrami, wzdychając głucho.<br />
- Och..ja&#8230;. to&#8230;. &#8211; Dima nie wiedział jak wyrazić wszystko co czuł. Głaskał ramię Ferrisa, a zaraz potem tors i brzuch przez koszulę.<br />
Ten oddychał ciężko, jedną ręką rozpinając szybko guziki koszuli i wypinając biodra w stronę Dimy.<br />
- Pragnę cię&#8230; &#8211; zamruczał chrapliwie.<br />
Dima przełknął ślinę, zsuwając dłoń nerwowo w dół jego brzucha. Przez chwilę rozważał o zapytanie o jakieś sugestie, ale nie chciał się zbłaźnić. Odsłonięte ciało Ferrisa zadrgało pod jego dotykiem.<br />
- Jesteś gorący&#8230;<br />
Dima nie umiał nawet nic odpowiedzieć, zsunął mu spodnie razem z kalesonami i znowu pocałował mocno. Ferris uniósł biodra, ocierając się o niego uwolnionym, sztywnym penisem i obejmując mocno. Krew szalała mu w żyłach.<br />
Mężczyzna odetchnął ciężko, po chwili wahania obejmując w końcu jego penisa dłonią. Był twardy i dość długi.<br />
- Masz takie piękne włosy&#8230; &#8211; szepnął Dima.<br />
Młodzieniec jęknął, wyginając się pod nim.<br />
- Możesz dotknąć &#8211; zaprosił, zduszonym głosem.<br />
Dima przełknął ślinę.<br />
- Czucie mam tylko w jednej ręce&#8230; a jedną mam definitywnie zajętą &#8211; szepnął, ściskając nieco penisa. Przysunął jednak do jego włosów twarz i powąchał je, zachwycony.<br />
Ferris objął go, przytrzymując nisko przy sobie, jednocześnie poruszając lekko biodrami przy jego ręce.<br />
- Chcę żebyś mnie dotykał &#8211; wymamrotał.<br />
- Tak? &#8211; dopytał Dima, przytulony i zaczął poruszać palcami pieszczotliwie.<br />
- Aha&#8230; &#8211; wysapał Ferris w jego usta, aż ściągając palce stóp. &#8211; Bardzo cię lubię, Dima&#8230;<br />
- Jest to&#8230; wysoce wskazane&#8230; &#8211; westchnął mężczyzna, uśmiechając się lekko, niemal zanurzony w falach jego włosów. Młodzieniec roześmiał się, coraz bardziej rozgrzany, nie przestając czule pieścić ogromnych pleców Dimy. W końcu jednak, jego ciało zadrgało, a Dima poczuł wilgoć między palcami.<br />
Wszystkie te doznania były dla niego tak nowe i intensywne. Zastygł z Ferrisem w uścisku, jeszcze chwilę głaszcząc jego penisa, zanim odsunął rękę.<br />
- Wytrzyj o koc&#8230; &#8211; Poradził szeptem młodzieniec, łapiąc oddech i wtulając się w umięśniony tors partnera.<br />
- Zalecenie lekarza&#8230; &#8211; mruknął cicho Dima, po chwili podciągając spodnie.<br />
Ferris zaśmiał się głośniej, wyczerpany, ale i szczęśliwy, również doprowadzając ubranie do porządku.<br />
- Trzeba słuchać lekarza.<br />
- Nie pozostawia mi wyboru &#8211; zamruczał Dima, całując jego usta znowu, zadowolony i rozleniwiony.<br />
Ferris przeczesał znów palcami jego włosy.<br />
- To niesamowite, że jesteś ze mną&#8230; &#8211; mruknął.<br />
- &#8230; Tak można to nazwać &#8211; westchnął Dima, przewracając się znów bardziej na plecy.,<br />
Ferris objął go w pasie, układając głowę na ramieniu mężczyzny i uśmiechając się w ciemności. Był jak odurzony. Od dawna czuł, że Dima go pociąga, ale nie pozwalał sobie na dywagowanie nad tym.<br />
Rosjanin poruszył się jednak niespokojnie przy nim, bawiąc się jego włosami. Ferris zamruczał z zadowoleniem, aż ocierając się głową o jego rękę. Martwiło go tylko, że byli uwięzieni.<br />
- Hm&#8230; Muszę ci coś powiedzieć&#8230; &#8211; wydusił Dima cicho.<br />
Ferris dotknął nieco szorstkiej skóry na jego twarzy, wsuwając palce w bokobrody.<br />
- Mmm?<br />
- Chciałbym, żebyś może jednak&#8230; nie angażował się tak bardzo&#8230; &#8211; powiedział w zaprzeczeniu do tego co zasugerował wcześniej.<br />
Młodzieniec zmarszczył brwi, od razu unosząc się lekko na łokciu,jakby mógł przez to spojrzeć Dimie w twarz.<br />
- Nie rozumiem &#8211; przyznał.<br />
- Tylko obiecaj mi, że nie wystraszysz się za bardzo&#8230; &#8211; szepnął Dima, ku konsternacji młodszego mężczyzny.<br />
- Czego? &#8211; spytał ten w końcu, po dłuższej chwili wahania.<br />
- Mojej choroby&#8230; &#8211; westchnął mężczyzna w ciemności. &#8211; Nie byłem do końca szczery.<br />
Te słowa nieco wypompowały z Ferrisa powietrze. Zacisnął mocniej palce na koszuli Dimy.<br />
- &#8230; nie jest chyba zaraźliwa? &#8211; spytał cicho.<br />
- Nie. Nie sądzę&#8230; mam nadzieję, że nie&#8230; &#8211; wydusił, coraz bardziej zgaszony. &#8211; Ale mój lekarz mówi, że pozostało mi góra dwa lata życia&#8230;</p>
<p>Ferris miał wrażenie, że ta informacja opada mu ciężko na klatkę piersiową.Odetchnął głucho, bezmyślnie głaszcząc Dimę po torsie. W zasadzie sam w pewien sposób się domyślał, że odcinanie kawałków ciała w końcu przestanie zdawać egzamin. Nie mówił nic o tym Daisy, bo jej i tak zależało głównie na pieniądzach Gregorovicha.<br />
- Może&#8230; się myli? &#8211; spytał dość płasko.<br />
- Uhm&#8230; nie sądzę. Ferris.. ja&#8230; nie straciłem ręki w pożarze&#8230; &#8211; Mówienie o tym przychodziło mu z trudem.<br />
Cięższy, bardziej nerwowy oddech młodzieńca było słychać wyraźnie w małym pomieszczeniu.<br />
- To jak&#8230;? &#8211; jęknął w końcu, wtulając twarz w bok szyi Dimy.<br />
- Zostałem ugryziony, podczas jednego z ataków na wioskę – mówił ten cicho. &#8211; Ugryziony w dłoń. Miałem nadzieję, że &#8230; jeśli dość szybko utnę ramię&#8230; &#8211; odetchnął drżąco.<br />
Ferris aż się podniósł oddychając świszcząco.<br />
- Ugryzł pana Zombie&#8230;?! &#8211; wykrztusił, czując, że wszystko przewraca się mu w żołądku. Pomyśleć, że spał z nim w pokoju!<br />
Dima nie odpowiadał, milcząc, skryty w ciemności.<br />
- I&#8230; poszedł pan sobie amputować rękę?! &#8211; dopytywał Ferris, przerażony tą wizją.<br />
- To było na wsi&#8230; mamy tam gilotynę rzeźniczą&#8230; &#8211; powiedział cicho.<br />
- O mój boże..! &#8211; wydusił Ferris, mimowolnie głaszcząc tors Dimy, jakby mogło to w czymś pomóc. Oczyma wyobraźni widział jak to się musiało odbyć.<br />
- Przypaliłem ranę&#8230; mój lekarz trzymał mnie pod obserwacją&#8230; i wydawało się, że udało mi się uniknąć zakażenia&#8230;<br />
- Mój boże&#8230; &#8211; wydusił Ferris, wchodząc mu w słowo. &#8211; Ty nie lunatykujesz&#8230; &#8211; Słowa z trudnością przechodziły mu przez gardło.<br />
Dima znów tylko zamilkł w potwierdzeniu, a Ferris milczał dłuższą chwilę.<br />
- Ale&#8230; przecież nie cały czas&#8230; ja&#8230;<br />
- Nie&#8230; mój lekarz mówi, że musiała się przedostać do mojego ciała jakaś śladowa ilość, która narasta. Skupisko jest na kikucie i &#8230; kiedy go przycina&#8230; sprawa faktycznie wydaje się łagodnieć&#8230;<br />
Ferris przytulił się do Dimy gwałtownie, wciągając głucho powietrze. Było mu tak źle. Jakby z pełni szczęścia ktoś pchnął go na sam dół.<br />
Mężczyzna objął go powoli, z każdą chwilą ściskając mocniej.<br />
- Nie możesz nikomu powiedzieć. Prawo jest jednoznaczne.<br />
Ferris kiwnął głową. Sam widział, jak usypiano w szpitalu kilka ofiar pogryzień. W tym jego kolegę z roku.<br />
- Nie powiem! &#8211; obiecał solennie, głaszcząc twarz Dimy. &#8211; Tak mi przykro!<br />
- Chcę zdziałać jak najwięcej mogę póki jestem&#8230; sobą. &#8211; Dima pocałował go delikatnie, jakby szukał w tym ukojenia.<br />
Ferris czuł się rozdarty. Odetchnął ciężko, odpowiadając na pocałunek.<br />
- Przepraszam&#8230; stosowałem niepotrzebnie bolesną kurację. Gdybym wiedział&#8230;<br />
- Miałeś dobre intencje &#8211; odetchnął cicho Dima.<br />
Ferris odetchnął ciężko, wpatrując się w ciemność.<br />
- Nie bój się &#8211; powiedział nagle. &#8211; Na pewno coś się w tym da zrobić.<br />
- Może i tak &#8211; powiedział Dima, choć Ferris wyczuwał, że nie do końca w to wierzy.<br />
Poczuł jednak rosnącą chęć działania. Miał przecież wiedzę i możliwości: ze swoją inteligencją większe niż innych badaczy. Mógł to zrobić!<br />
- Dima! &#8211; powiedział poważnie.<br />
- Hm? &#8211; Mężczyzna cmoknął go przy podbródku.<br />
W odpowiedzi, Ferris przytrzymał jego szczękę, całując go niemal agresywnie i przez chwilę ssąc jego wargi.<br />
- Wyleczę cię &#8211; sapnął w końcu. &#8211; Obiecuję&#8230;<br />
- Wiem, że zrobisz, co w twojej mocy&#8230; &#8211; westchnął Dima, głaszcząc go znów po plecach.<br />
- Nie&#8230; Dima&#8230; ja to naprawdę mogę zrobić! &#8211; przekonywał Ferris tak drugiego mężczyznę, jak i samego siebie. &#8211; Moje odkrycie jest wyjątkowe!<br />
- Tak?<br />
Przytulił Ferrisa znowu nieco mocniej, czując się fantastycznie z taką bliskością.<br />
- Tak! &#8211; Młodzieniec przytknął do jego twarzy policzek, dysząc cicho. &#8211; Chyba wiem&#8230; co ich tworzy. Zobaczyłem to w specjalnym świetle.<br />
- Naprawdę? &#8211; Dima aż zapytał nieco głośniej.<br />
- Tak! &#8211; odparł młodzieniec szybko. &#8211; Mają taką&#8230; narośl na karku pod skórą, która się rozszerza aż całkiem pochłania układ nerwowy. Ludzie tego nie mają.<br />
Rosjanin nie odpowiedział nic, tylko pocałował go znowu czule.<br />
- Uratuję cię&#8230; &#8211; szepnął Ferris, czując jak serce drży mu w piersi. Nagle, usłyszeli głosy za drzwiami i Ferris usztywnił się, przyjmując bardziej neutralną pozycję obok Dimy.<br />
Rosjanin odsunął się nieco, siadając w końcu na pryczy, zanim drzwi się otworzyły. Światło lamp gazowych niemal ich oślepiło, ale już w pierwszym momencie ujrzeli na tle drzwi dość krępą, dobrze zbudowaną sylwetkę mężczyzny, ubranego najwyraźniej w dość przylegające do sylwetki ubranie. Miał łysą czaszkę i mocną szczękę.<br />
- Słyszę, że mamy tu lekarza i barona w jednym &#8211; powiedział od progu. &#8211; Nazywam się Patrick O&#8217;Donnel.<br />
Ferris usiadł, przełykając nieco nerwowo, wyrwany ze stanu głębokich emocji. Przybyły wydał się mu sztywny jak urzędnik państwowy.<br />
- Ferris Deverell, to ja.<br />
- Dima Gregorovich &#8211; odezwał się Rosjanin, a mężczyzna skinął głową, obserwując ich obu.<br />
- Przewodzę temu zbiorowisku, które potocznie nazywane jest w miastach &#8216;anarchistami&#8217; &#8211; zaczął, a Dima aż wstał i ruszył w jego kierunku.<br />
- Czy pan wie, ile ludzi zginęło w tym wybuchu kolei!? &#8211; krzyknął na niego.<br />
Ferris odetchnął ciężko, chcąc jakoś uspokoić Dimę, by tych ludzi nie prowokował. Zaraz jednak, sam dodał:<br />
- I na balu u Rochesterów&#8230;<br />
Mężczyzna zacisnął wąskie usta, tak że aż nieco zbielały i rzucił Dimie ostre spojrzenie spod krzaczastych brwi.<br />
- Nie mamy nic wspólnego z wybuchem kolei. Jesteśmy praktycznie pewni, że to wina Świadków Apokalipsy &#8211; powiedział, dość spięty. Nasi ludzie, pomagają właśnie uratowanym rannym i w odbudowie murów. Co do wybuchu w posiadłości Rochesterów&#8230; &#8211; zwrócił się do Ferrisa. &#8211; Cóż, nasza organizacja skupia różnych ludzi i nie jest łatwo utrzymać wszystkich w ryzach &#8211; powiedział ponuro. &#8211; Zatrzymaliśmy panów w odosobnieniu, gdyż jako jedyni, zostaliście znalezieni sporą odległość od torów, w lesie. Rozumiecie chyba, że to dość podejrzane?<br />
Dima sapnął ciężko.<br />
- Podejrzane? Że próbowaliśmy się oddalić od wybuchającego pociągu?<br />
- Panie O&#8217;Donnel, jesteśmy uczciwymi ludźmi &#8211; powiedział Ferris szybko. &#8211; Jechaliśmy do Liverpoolu w sprawach służbowych. Nic nie wiemy &#8211; zaznaczył, siadając.<br />
- Choć przyznam, że po wyklarowaniu kwestii wybuchów, chętnie porozmawiam z panem więcej o działalności w tym&#8230; miejscu? &#8211; Dima rozejrzał się po ścianach, a Patrick uśmiechnął nieco krzywo.<br />
- Słyszałem o panu, panie Gregorovich &#8211; powiedział, jakby dopiero teraz sobie przypomniał.<br />
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy? &#8211; zasugerował Rosjanin.<br />
- Same ciekawe rzeczy &#8211; kiwnął głową dowódca anarchistów.<br />
- Możemy liczyć na spędzenie czasu poza tym&#8230; lochem? &#8211; Dima uniósł brwi znacząco, a Patrick zastanowił się chwilę, zanim kiwnął głową.<br />
- Tak. Myślę, że możecie panowie liczyć na kredyt zaufania i&#8230; przyznam, że przyda się nam drugi lekarz, nawet jeśli na zaledwie kilka dni.<br />
- Służę &#8211; powiedział Ferris od razu &#8211; choć sam jestem ranny &#8211; zaznaczył, z niejaką dumą obserwując działania Dimy. Wreszcie mógł na niego spojrzeć, po tym co wydarzyło się w ciemności. Dima nadal miał nieco rozchełstaną koszulę, ale było to zrozumiałe w tych warunkach.<br />
- Proszę więc za mną. Jesteście pewnie głodni &#8211; powiedział O&#8217;Donnel i wyszli razem na korytarz. Tam już czekał były Ferrisa, Richard, który od razu podszedł do nich.<br />
- Tak się cieszę, że to tylko niewielka rana &#8211; powiedział jakby nie został wcześniej wyzwany i odgoniony.<br />
Po tym, jak Ferris spędził ostatnią godzinę w ramionach Dimy, sprawa z Richardem wydawała się mu mniej irytująca. Odetchnął cicho, wsuwając dłonie w kieszenie surduta.<br />
- Przeżyję &#8211; mruknął płasko.<br />
Korytarz był dość długi i pogrążony w półmroku. Po obu stronach widać było proste drzwi, wyglądające niczym dziury w brunatnoszarej ścianie. Grupa kobiet i mężczyzn zebranych pod celą obserwowała ich z mieszaniną zaciekawienia i gniewu. Powietrze pachniało pleśnią, ale konstrukcja wyglądała solidnie. To musiał być bardzo stary budynek.<br />
- Niektóre gazety, przypisują panu anarchistyczne poglądy &#8211; powiedział Patrick do Dimy, który westchnął cicho w odpowiedzi.<br />
- Próbują ośmieszać moje poglądy. Nie boję się mówić o tym co uważam za dobre dla przyszłości kraju, a może nawet świata.<br />
Ferris obejrzał się na Dimę, wlepiając spojrzenie w jego surowe, pewne siebie oblicze. Westchnął cicho.<br />
- Ho ho! &#8211; O&#8217;Donnel spojrzał na Rosjanina zaskoczony.<br />
- Tak. Dlatego bardzo chciałbym się dowiedzieć jakie naprawdę przyświecają wam idee i czy zgadzają się z moimi. Niestety na temat ruchu anarchistycznego panuje wielka dezinformacja.<br />
- To jak? &#8211; Richard szturchnął Ferrisa dyskretnie. &#8211; To twój nowy? &#8211; szepnął.<br />
Lekarz rozchylił usta, idąc ostrożnie przy ścianie. Chciał oszczędzać ranioną nogę. Spojrzał na swojego byłego partnera nieco zmieszanym wzrokiem.<br />
- &#8230;.. chyba tak&#8230; &#8211; mruknął, gdy szli korytarzem w kierunku większego przejścia o półokrągłym, nieotynkowanym sklepieniu.<br />
- Fiu fiu&#8230; Duży &#8211; szepnął Richard, ledwo tłumiąc uśmiech. Szli dwa kroki za Dimą i Patrickiem, którzy rozmawiali w skupieniu.<br />
Ferris znacząco przyłożył palec do ust.<br />
- Nie jest otwarty &#8211; wyjaśnił, spoglądając na mężczyznę obok siebie. Wydawał się dużo starszy, mimo że minęło tylko pięć lat. Zmężniał, do tego ta odrobina zarostu też dodawała mu drapieżności.<br />
- Och&#8230; no dobrze &#8211; powiedział Richard, nieco zawiedziony. &#8211; Ale tutaj by mógł &#8211; dodał. &#8211; Mnóstwo nas tu jest. Anarchiści nie rozróżniają&#8230;<br />
Ferris zapatrzył się na niego, gdy wreszcie weszli w szerszy korytarz, u którego ujścia widać było schody na górę.<br />
- Nie?<br />
- Nie. Chcemy wolności osobistej, klasowej i seksualnej &#8211; powiedział z przekonaniem.<br />
- Klasowej? &#8211; Ferris zmarszczył brwi od razu.<br />
- Tak &#8211; powiedział Richard z naciskiem. Sam pochodził z dobrze postawionej rodziny przynależącej do klasy średniej, więc miało to podwójny impakt. &#8211; Aby ludzie mieli lepszy dostęp do nauki i rozwoju, niezależnie od ich urodzenia.<br />
- No&#8230; zawsze popierałem powszechny dostęp do nauki rachunków, czytania i pisania &#8211; powiedział ze zrozumieniem.<br />
- Chodzi też o zrównanie praw do posiadania, głosowania, wykonywanych prac. Wiele aspektów, Ferris. Ja w ogóle się zajmuję logistyką i zaopatrzeniem.<br />
- Oh Richardzie, przecież to niedorzeczne!- Ferris pokręcił głową, aż się kpiąco uśmiechając. &#8211; Nie każdy jest predysponowany do rozumowania. Gdyby zrównać tak prawa, kraj pogrążyłby się w chaosie!<br />
Mężczyzna od razu zmarszczył nieco brwi.<br />
- A jakiej klasy jest twój nowy facet?<br />
- Nie nazywaj go tak! &#8211; syknął cicho Ferris, popatrując na Dimę niespokojnie.<br />
- Hm? A jak?<br />
- Zapomnij w ogóle o tym, co powiedziałem! &#8211; zdenerwował się Ferris. Zaczął wchodzić po schodach podparty o barierkę.<br />
- Czemu? &#8211; Richard podsunął mu ramię.<br />
- Bo nie byłby zachwycony gdyby ktoś wiedział.<br />
Mężczyzna prychnął, zerkając na niego i obejmując w pasie.<br />
- Unikasz po prostu pytania o klasę z jakiej pochodzi.<br />
- Skądże. Jest z wyższych klas średnich. Zaopatruje Londyn w żywność &#8211; powiedział z dumą.<br />
- O widzisz. Mam więc z nim wiele wspólnego &#8211; powiedział Richard pogodnie, pomagając Ferrisowi wejść po schodach.<br />
- Wiesz, że o to nie dbam w osobistych kontaktach &#8211; mruknął Ferris. &#8211; Ale oddanie władzy ludowi? To niedorzeczne.<br />
- Zobaczymy, Ferris &#8211; powiedział mężczyzna stanowczo.<br />
Baron przewrócił oczyma.<br />
- I dla tych ludzi mnie zostawiłeś?<br />
- A czy w twoim życiu nie ma żadnych ideałów? &#8211; Richard zerknął na niego z westchnieniem.<br />
- Są. Przede wszystkim uczciwość wobec tych, z którymi leżę &#8211; burknął. Gdy weszli na półpiętro, zobaczyli wysokie okna. Sklepienie było ozdobione płaskorzeźbami w kształcie winorośli.<br />
Richard westchnął i pokręcił głową. Wkrótce, można się było zorientować, że są w jakiejś wielkiej rezydencji, obecnie nieco zdemolowanej. Ferris oceniał ją na podstawie architektury na epokę elżbietańską. Wreszcie, weszli do wielkiej sali, najpewniej pomyślanej jako balowa, ale obecnie spełniającej funkcję&#8230; zbiorowej jadalni. Wszędzie stały duże, drewniane stoły, z których część wyglądała na wyposażenie samego budynku, a część ktoś po prostu pozbijał z najprostszego drewna. U powały pomieszczenia, wisiał pomiędzy grubymi, ciemnymi belkami podporowymi wielki, metalowy żyrandol. Na ścianach widoczne były regularne, jaśniejsze miejsca, w których do niedawna musiały wisieć obrazy. Teraz, jedyną ozdobą pomieszczenia były napisy urągające klasom wyższym. Ferris skrzywił się na widok dowodów wandalizmu, gdy prowadzono ich po sam szczyt sali, gdzie w wielkim kominku płonął ogień. Na stole stojącym obok widać było półmiski z jedzeniem i nakrycia. Zasiedli znowu razem we czwórkę i Ferris znów mógł posłuchać rozmowy, która mu wcześniej umknęła.<br />
- Przyznam, że to brzmi bardzo&#8230; inspirująco, panie Gregorovich &#8211; powiedział o&#8217;Donnel. &#8211; Do tej pory, aspekt walki z nieumarłymi, nie był najbardziej kluczowym elementem naszego ruchu.<br />
Dima kiwnął głową, nalewając sobie wody z dzbana.<br />
- Poczyniłem już w tym kierunku różne przygotowania. Przede wszystkim zapasy jedzenia dla przyszłych żołnierzy. Moje koneksje z parlamentarzystami też są coraz lepsze i coraz bardziej złożone.<br />
o&#8217;Donnel pokiwał szybko głową.<br />
- Tak, bez jedzenia, ludzie szybko zapomnieliby o przyświecających ich działaniom ideach.<br />
- Ale ilu ludzi potrzeba by, żeby wybić zombie&#8230; &#8211; jęknął nagle Ferris, spoglądając na swoje sztućce, z których każdy był od innego kompletu.<br />
- Wielu &#8211; potwierdził Dima. &#8211; Ale przede wszystkim trzeba wspólnego frontu i dobrego zarządzania &#8211; zwrócił wzrok na Ferrisa. &#8211; To nie byłaby chaotyczna walka, a bardziej systematyczne działanie, gdzie kolejne części ziemi, zostają odzyskane dla ludzi, przez wypychanie z nich nieumarłych.<br />
- Zginie mnóstwo osób. Głównie szarych żołnierzy &#8211; mruknął młodzieniec znacząco, nakładając sobie jednak wyjątkowo grubą pajdę chleba i smarując ją masłem. Bał się, że takie radykalne działania mogą zniszczyć nawet tę namiastkę normalności, którą zapewniały wielkie miasta.<br />
- Ważne jest jak wiele jest do wygrania &#8211; powiedział Dima, patrząc na niego i aż marszcząc nieco brwi. &#8211; Każda wojna wymaga poświęceń. Im więcej słabości zombie odnajdziemy, tym mniej ludzi będzie wystawionych na ryzyko.<br />
o&#8217;Donnel kiwnął głową.<br />
- Brytania ma, jako wyspa, szczególny potencjał. Będzie się łatwiej odgrodzić, niż innym państwom Europy. Gdybyśmy mogli dac taki dobry przykład&#8230;<br />
- Zombie nie giną w wodzie &#8211; zauważył Ferris. &#8211; Dlatego przecież w Brighton plażę odgrodzono od obu stron. W Ameryce i Australii nie ma ich pewnie tylko dlatego, że po drodze pożerają je ryby&#8230;<br />
- To słuszna uwaga, ale nie zmienia faktu, że ta walka jest do wygrania, trzeba się do niej tylko dobrze przygotować. Miasta już teraz są jak fortece. Wystarczy ich użyć &#8211; powiedział Dima, nakładając sobie kurczaka, którego ktoś doniósł na ich stół.<br />
Ferris westchnął ciężko, wgryzając się w chleb i słone, świeże masło. Richard i kilka innych osób, które przyszły tu za nimi, zabrały się za jedzenie. Dima znów zwrócił się do o&#8217;Donnela.<br />
- Już od dłuższego czasu, wspieram prowadzone w Londynie badania nad zombie. Lord Deverell jest wybitnym naukowcem w tej dziedzinie. Jesteśmy blokowani co jakiś czas przez Radę Miejską i lorda Barnetta, jednak postępy istnieją. Mój inny znajomy za to, zajmuje się badaniem tworzenia bardziej wydajnych warzyw i owoców. Chcę wesprzeć to co tu robicie &#8211; wyłożył bez ogródek.<br />
o&#8217;Donnel aż odetchnął, pod wrażeniem tej wypowiedzi.<br />
- Zrobimy jeszcze swój wywiad, ale już wcześniej o panu czytałem w gazetach i kto wie, może nasze spotkanie to przeznaczenie.<br />
Kucharka w białym, poplamionym fartuchu położyła mięso przed siedzącym naprzeciwko Ferrisa człowiekiem. Ten, nie bacząc na maniery, podniósł kawałek mięsa dłońmi i wgryzł się w niego, ku odrazie barona.<br />
Nagle jednak, Ferris aż odsunął się nieco od stołu, kiedy coś wielkości pięści, przeszło po stole, w stronę dowódcy.<br />
- Patrick! Zobacz to! &#8211; rzucił mężczyzna, przy drugim końcu stołu. Kiedy Ferris się przyjrzał, zobaczył, że &#8216;insekt&#8217;, był mechanicznym tworem wielu przekładni i śrubek. Przypominał sporego pająka i podszedł do o&#8217;Donnela. Ferris rozchylił usta. Widział coś takiego na targach techniki zeszłej jesieni, ale nigdy potem i, z całą pewnością nigdy tak blisko. Dima przyjrzał się tworowi z zainteresowaniem.<br />
- Dobre, dobre! &#8211; rzucił do twórcy o&#8217;Donnel, z uśmiechem. &#8211; Kombinuj dalej, a ten mógłby być dobry do przenoszenia wiadomości.<br />
Mężczyzna, który najwyraźniej wypuścił maszynę na stół, siedział w jego przeciwległym krańcu i uśmiechał się szeroko. Miał usmoloną czarnym smarem, poczciwą twarz o jasnych oczach i szerokim uśmiechu. Zmierzwione, dość sztywne włosy w kolorze mahoniowego drewna, upchnął pod szarym kaszkietem. Poza tym, miał na sobie brudną koszulę o podwiniętych rękawach i czarną kamizelkę.<br />
- Są coraz zwinniejsze! &#8211; pochwalił się.<br />
- Czy to pan je wystawiał na targach techniki we wrześniu? &#8211; zainteresował się Ferris, obserwując sztucznego pajęczaka.<br />
- Nie &#8211; odezwał się wynalazca od razu, aż prostując plecy. &#8211; Gordias skopiował mój pomysł i stworzył nędzną imitację&#8230; zabawkę dla bogatych! &#8211; burknął.<br />
- Jest fantastyczny! &#8211; powiedział Dima z entuzjazmem.<br />
- Tworzy też o wiele większe stworzenia! &#8211; pochwalił mężczyznę Richard.<br />
- Oh? I czemu one służą? &#8211; spytał młody lekarz z zainteresowaniem, pogryzając chleb.<br />
Wynalazca uśmiechnął się szeroko.<br />
- Mechaniczne zbroje!<br />
Dima zamrugał, zaciekawiony.<br />
- Mógłbym je później zobaczyć?<br />
- Oczywiście! &#8211; Mężczyzna podniósł się i obszedł stół, by uścisnąć wielką rękę Rosjanina. &#8211; Melvin Solomon.<br />
- Dima Gregorovich &#8211; przedstawił się, ściskając jego rękę.<br />
Solomon ścisnął jego rękę, zapatrując się jednak przeciągle na drugą dłoń: z drewna i metalu. Uśmiechnął się szerzej.<br />
- Pan za to da mi się przyjrzeć swojej drugiej ręce.<br />
Dima zawahał się chwilę, ale kiwnął głową.<br />
- Dobrze.<br />
Richard uśmiechnął się pod nosem.<br />
- Mało wylewny? &#8211; szepnął do Ferrisa.<br />
Ten zerknął na Rosjanina, wzdychając cicho, ale przez jego twarz przeszedł krótki uśmiech.<br />
- Zależy kiedy &#8211; zamruczał z zadowoleniem.<br />
Richard uśmiechnął się krzywo i pokręcił głową.</p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/az-serce-zamiera/'>Aż Serce Zamiera</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5268/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5268/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5268&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/19/az-serce-zamiera-18-spotkanie-po-latach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5c4130e8664fac5ec74775ea01ae8f82?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F1.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Berniak</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Obiecane Ferrari cz.1 &#8211; Fanfik do FDTS</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/16/obiecane-ferrari-cz-1-fanfik-do-fdts/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/16/obiecane-ferrari-cz-1-fanfik-do-fdts/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 22:28:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Berniak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5220</guid>
		<description><![CDATA[Z okazji niedawnej rocznicy istnienia bloga naszych koleżanek tworzących bloga Fire Dragon Tattoo Studio, Katki i Shivuni, postanowiłyśmy napisać fanfika do opowiadania pod tym samym tytułem. Mamy nadzieję, że zarówno Wam, jak i fanom tego tekstu spodoba się nasza wersja &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/16/obiecane-ferrari-cz-1-fanfik-do-fdts/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5220&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Z okazji niedawnej rocznicy istnienia bloga naszych koleżanek tworzących bloga <a href="http://firedragontattostudio.wordpress.com/">Fire Dragon Tattoo Studio</a>, Katki i Shivuni, postanowiłyśmy napisać fanfika do opowiadania pod tym samym tytułem. Mamy nadzieję, że zarówno Wam, jak i fanom tego tekstu spodoba się nasza wersja bohaterów i wydarzeń:)</em></p>
<p>Charlie raz po raz zerkał za okno, wypatrując Rusha, który miał się zjawić już 10 minut temu! Dom pachniał pizzą, którą przed chwilą dostarczył hotelowy catering, bo Rush upierał się, że włoscy szefowie kuchni robią ją najlepiej. Nie chciał, żeby ostygła.<br />
Na szczęście w końcu zobaczył jego białe BMW, podjeżdżające pod dom. Już po chwili Rush wysiadł, przeczesując palcami jasne włosy. Na sobie miał kremową marynarkę i błękitny podkoszulek. Charlie odetchnął ciężko, cofając się na kanapę. W telewizji leciała powtórka wesela Kim Kardashian, którą włączył z nudów.<span id="more-5220"></span><br />
- Cześć kochanie&#8230;! &#8211; sapnął ciężko Rush, zdejmując powoli marynarkę, kiedy wszedł do środka.<br />
- Cześć kochanie &#8211; rzucił Charlie, stukając pudełko zawierające pizzę. Na ławie leżały też stylowe, kwadratowe talerze i błyszczące sztućce. Obok postawił butelkę z lemoniadą i wysokie szklanki ze słomkami.- Chodź na obiad.<br />
- Oo! Tego mi teraz trzeba! Prawdziwej włoskiej pizzy! &#8211; powiedział z uśmiechem, przeciągając się. Trudno mu tego było nie oddać, był naprawdę przystojny.<br />
- No to chodź &#8211; uśmiechnął się Charlie, otwierając pudełko. &#8211; Zamówiłem różne po dwa kawałki &#8211; powiedział.<br />
- To opowiedz mi z czym są! &#8211; powiedział od razu podekscytowany. &#8211; Myślałem dziś o tobie zresztą.<br />
- Ja o tobie też myślałem &#8211; rzucił Charlie z zapałem, ale usiadł wygodnie, pokazując na kolejne kawałki. &#8211; Z kurczakiem, cebulą, bekonem i sosem barbeque. Potem, z szynką włoską, pieczarkami i pomidorami &#8211; mówił z zapałem. &#8211; Dalej z owocami morza dla ciebie i ostatnia z tuńczykiem i czterema serami.<br />
- O&#8230; spróbuję z owocami morza! &#8211; powiedział Rush, uśmiechając się lekko. &#8211; Byłem w centrum handlowym i myślałem, czy byśmy nie sprawili sobie psa albo kota.<br />
Wziął kawałek pizzy i zaczął zajadać.<br />
- O tak, małego kotka &#8211; Charlie rozjaśnił się, bawiąc się włosami. Ryan uwielbiał te zwierzęta. &#8211; Jakiego byś chciał?<br />
- No myślałem właśnie, mój piękny. Bo jeden miał zielone oczy i białe futerko, a inny mi się podobał syjamski &#8211; westchnął ciężko, marszcząc brwi.<br />
- Ja lubię takie mieszańce &#8211; powiedział Charlie, ale nagle zreflektował. &#8211; Może chcesz herbaty? &#8211; spytał, dotykając ciepłej, gładkiej dłoni Rusha.<br />
- Poproszę. Z mlekiem &#8211; dodał, kładąc się powoli na sofie. &#8211; Ale jestem zmęczony&#8230;<br />
- Tyle pracujesz &#8211; powiedział Charlie odruchowo, idąc do kuchni. Gdy jednak wstawił wodę, wyjrzał do salonu, spoglądając na mężczyznę.<br />
- Co dziś właściwie robiłeś?<br />
- Ach takie tam&#8230; spotkania, dokumentów podpisywanie&#8230; Ble, męczarnie. I Alex mnie wciąż popędza&#8230; &#8211; jęknął.<br />
- Ale o czym te dokumenty?<br />
- Och Charlie.. zanudziłbym cię. Sam nie czytam połowy. Alex wie co i jak.<br />
Chłopak wydął wargi, ale po chwili wrócił z herbatą.<br />
- To jakieś nieruchomości?<br />
- Opowiedz lepiej jak minął twój dzień, ptaszynko &#8211; rzucił Rush.<br />
Charlie uśmiechnął się. Gdy był sam, mnóstwo rzeczy go inspirowało.<br />
- W czasie lunchu poszedłem do parku na nadbrzeże i zrobiłem kilka nowych projektów. Chcesz zobaczyć?<br />
- Mm. Jasne. Ale może po pizzy, bo teraz pobrudzę &#8211; uśmiechnął się.<br />
- Pewnie &#8211; rzucił Charlie, wgryzając się w kawałek pizzy barbeque. Obaj żuli, w milczeniu wpatrując się w Kim Kardashian krojącą tort. Rush zajadał, głaszcząc go raz po raz po udzie.<br />
Tatuażysta uśmiechnął się do niego lekko, ale po chwili westchnął, łapiąc dłonią breloczek w kształcie czerwonego Ferrari. Lubił spędzać czas z Rushem, ale fakt, że codziennie działo się dokładnie to samo, sprawiało, że wspominał swoją szaloną młodość.<br />
Było mu tak przykro kiedy Ryan kazał mu go nie odwiedzać w więzieniu.<br />
- Weź to odłóż &#8211; mruknął Rush, z lekką irytacją.<br />
Charlie uniósł na niego wzrok, zaskoczony.<br />
- Pizzę? &#8211; mruknął, wpychając sobie jednak do ust resztę kawałka.</p>
<p>*</p>
<p>Ryan włożył ręce w kieszenie spodni, obchodząc powoli dom Mike&#8217;a. Nie był zachwycony tym jak toczył się dzień jego wyjścia. Żaden z jego byłych przyjaciół nie czekał na niego z kwiatkami i czekoladkami. Wydął wargi. Nawet Charlie. Kazał mu nie przychodzić, ale przecież nie miał tego na myśli! Oczekiwał, że Charlie w końcu się złamie i go odwiedzi&#8230; Do tego zmienił mieszkanie i też nie napisał mu nic o tym. Cieszył się więc, że chociaż Mike wydawał się mieszkać w tym samym miejscu. Chciał się jednak zemścić za to jak został zignorowany i zakradł się od tyłu domu. Delikatnie podważył otwarcie okna kuchennego i otworzył je cicho.<br />
Bez większego trudu podniósł i zablokował je, po czym ostrożnie wślizgnął się do zaskakująco czystej i uporządkowanej kuchni. Z głębi mieszkania dało się słyszeć spokojną, jazzową muzykę.<br />
Ryan uśmiechnął się lekko, spodziewając się, że zaskoczy kolegę we śnie. Zsunął powoli buty, by nie robić hałasu, i zaczął powoli sunąć korytarzem w kierunku salonu.<br />
Nie wierzył, że Mike nadal mieszkał z rodzicami&#8230; Pokręcił głową i zerknął do salonu ostrożnie. Ku jego zdziwieniu, Mike leżał na kanapie, przygniatając do niej szczupłą postać w krótkiej, granatowej sukience, która w tym momencie była podciągnięta aż po pas. Gładkie uda obejmowały mężczyznę w pasie, poruszając się dość rytmicznie, gdy para się o siebie ocierała. Ryan zmarszczył brwi, opierając się o futrynę i wsuwając dłonie w kieszenie.<br />
Nieźle się Mike rozwijał. Wydął lekko wargi, widząc jak para obraca się nieco. Długie, ciemne włosy młodej kobiety były rozpuszczone i przesunęły się po jej odsłoniętym ramieniu. Dłoń Mike&#8217;a przesunęła się między jej uda i jego partnerka wydała z siebie głuche, niskie pojękiwanie. Ryan pokręcił głową i odchrząknął. Mike zerwał się, aż zsuwając się z kanapy, dając przybyłemu dokładny widok na różowe figi kobiety, pod którymi wyraźnie odznaczał się wydłużony, niego wygięty kształt.<br />
Krzyknęła momentalnie składając nogi i próbując się zakryć, ale Ryan już zdążył wszystko zobaczyć i zagwizdał głośno, przenosząc wzrok na Mike&#8217;a ze znaczącym uśmiechem.<br />
Mike pobladł wyraźnie, nerwowo zapinając spodnie. Dopiero po chwili, w jego oczach odmalowało się zrozumienie.<br />
- Ryan&#8230;?<br />
- Znasz go? &#8211; pisnęła kobieta, okrywając się kocem i unikając wzroku przybysza.<br />
- Oj Mikey zna mnie bardzo dobrze. Choć ostatnio chyba nieco zapomniał &#8211; westchnął, bawiąc się krzyżykiem na szyi. &#8211; No ale przybywam zetrzeć kurz z naszej znajomości.<br />
- Margaret&#8230; to mój przyjaciel&#8230; dawny &#8211; mruknął Mike, czerwony na twarzy.<br />
- Margaret&#8230; &#8211; Ryan pokiwał głową poważnie. &#8211; Zawsze cię podejrzewałem Mikey, ale żeby tak się wstydzić swoich skłonności, że aż zmuszasz swojego chłopaka do przebieranek? &#8211; zacmokał udając zasmucenie.<br />
Margaret zaczerwieniła się mocno, aż odwracając wzrok, Mike zaś zerwał się nerwowo.<br />
- Kurwa, Ryan! Ona się nie przebiera&#8230; no&#8230; jest taka jak ma być! &#8211; powiedział, łapiąc ją za rękę. &#8211; Nie mój nikomu! &#8211; pisnął po chwili.<br />
Ryan wydął wargi.<br />
- Jest jak ma być, a jednak się wstydzisz? &#8211; prychnął, uśmiechając się do partnerki Mike&#8217;a czarująco.<br />
- Wcale się nie wstydzi! &#8211; burknęła kobieta, najwyraźniej obrażona. Wstała, obciągając sukienkę i prostując się dumnie. Była całkiem ładna. &#8211; On mnie akceptuje taką, jaką jestem. To nie twoja sprawa!<br />
Mike milczał, czerwony jak ugotowany rak.<br />
- To jak Mikey. Nie zaznaczyłeś w kalendarzu kiedy wychodzę? &#8211; mruknął Ryan, patrząc na swoje paznokcie.<br />
- No&#8230; byłem ostatnio zajęty&#8230; &#8211; sapnął Mike, zwilżając wargi i podnosząc się. &#8211; No&#8230; ale cieszę się. Może kawy? &#8211; zreflektował nagle.<br />
- Weź mi lepiej piwem zarzuć &#8211; przeczesał palcami nieco przydługie ciemne włosy. &#8211; Nadal mieszkasz u rodziców &#8211; zarechotał.<br />
Mike przewrócił oczyma.<br />
- Nie ma ich &#8211; mruknął, prędko wchodząc do kuchni i zostawiając go sam na sam ze swoją kochanką&#8230; lub kochankiem.<br />
Ryan przekrzywił nieco głowę.<br />
- To jak to działa?<br />
Marg spiorunowała go wzrokiem, niezadowolona.<br />
- Jestem jego dziewczyną!<br />
Ryan westchnął cicho.<br />
- Zawsze się jakieś wyjście znajdzie &#8211; mruknął pod nosem. &#8211; I wszyscy to wiedzą? &#8211; dopytał.<br />
- Nie! &#8211; Mike aż wychylił się z kuchni z przerażonym wyrazem twarzy. &#8211; Ja pierdolę, Ryan, zabij&#8230;emy cię jak coś piśniesz! &#8211; syknął.<br />
Marg rzuciła mi nieco urażone spojrzenie, ale nic nie powiedziała.<br />
- Dobra dobra! &#8211; Ryan uniósł ręce pojednawczo. &#8211; Będę milczał o twoich preferencjach Mikey! Ale za co najmniej kilka przysług &#8211; prychnął. &#8211; Kłamałeś Charliemu, bo nie był w twoim typie? &#8211; zaśmiał się.<br />
Mike jęknął głucho z kuchni.<br />
- Nie przy mojej dziewczynie, do cholery!<br />
Marg podniosła swoją torebkę.<br />
- Czegoś mam nie słyszeć?! &#8211; sapnęła.<br />
Ryan uśmiechnął się pod nosem.<br />
- To już zależy jak Mike woli.<br />
- Kochanie! &#8211; Mike wyskoczył z kuchni, stawiając przed przyjacielem piwo. &#8211; To takie stare dzieje&#8230; &#8211; Na jego twarzy malowało się przerażenie, troska, w dodatku przybarwione buraczanym kolorem.<br />
Margaret prychnęła głucho.<br />
- Co ma do tego Charlie? &#8211; syknęła zjadliwie.<br />
- O. Czyli znasz go? &#8211; Ryan sięgnął z chęcią piwo.<br />
- To moja dziewczyna. Oczywiście, że go zna! &#8211; sapnął Mike, po czym złapał mocno Ryana za ubranie, ciągnąc go do kuchni. &#8211; Charlie sypiał z tobą, więc co mnie pytasz! &#8211; syknął.<br />
- Wiesz, że się w tobie kochał &#8211; faktycznie ściszył głos. &#8211; A we mnie widać nie bardzo, bo nawet mnie nie odwiedził &#8211; rzucił kpiąco.<br />
Mike sapnął ciężko.<br />
- Mówił, że mu zakazałeś &#8211; mruknął z niezadowoleniem. &#8211; I on jest&#8230; no&#8230; to facet &#8211; powiedział ciszej. &#8211; Nie wiem, o co ci chodzi.<br />
Ryan przewrócił oczyma.<br />
- Nieważne, nieważne. Nie mieszka już tam gdzie kiedyś, więc liczyłem, że ty mnie przenocujesz, co?<br />
Mike przełknął ślinę, kręcąc lekko głową.<br />
- Może wolisz się dziś zobaczyć z Charlim. Ma wolny pokój&#8230; &#8211; mruknął, zerkając dyskretnie na Marg.<br />
Ryan aż zamrugał.<br />
- No nie wierzę. I tak mnie wywalasz?<br />
- Nie nie! &#8211; Mike nalał sobie coli i wypił ją nerwowo. &#8211; Jak on cię nie przenocuje to wróć&#8230;<br />
- Dzięki Mikey. &#8211; Ryan aż zgrzytnął zębami. &#8211; Dawaj jego adres. Zawsze można na ciebie liczyć.<br />
- No ej&#8230; to wy byliście najlepszymi kumplami &#8211; stwierdził Mike, odrywając od notesu kartkę i zapisał coś na niej szybko.<br />
- Ta. Ciekawy jestem jak się zmienił &#8211; westchnął Ryan, zerkając na karteczkę z zastanowieniem. &#8211; Puknąłeś go w ciągu tych czterech lat? &#8211; spytał cicho.<br />
Mike aż rozdziawił usta.<br />
- Nie pleć! &#8211; syknął. &#8211; Poza tym ma faceta &#8211; dodał po chwili.<br />
Na to Ryan aż uniósł nieco brwi.<br />
- O tak? Jakiego?<br />
Na to Mike się uśmiechnął.<br />
- Anglika. Facet z klasą &#8211; zareklamował, popijając colę już spokojniej. &#8211; Podał mu adres wraz z banknotem. &#8211; Może weź taksówkę.<br />
Ryan zamyślił się chwilę, ale w końcu wziął pieniądze z ociąganiem.<br />
- Charlie? Zawsze lubił dzikich facetów&#8230;.<br />
Mike machnął ręką, zachwycony sytuacją.<br />
- Każdy kiedyś dojrzewa &#8211; powiedział tonem znawcy. Chciał oprzeć się o blat, ale ześlizgnęły się mu palce i nieco oblał się napojem.<br />
- Ta. I przyznaje się przed sobą do swoich pragnień. &#8211; Ryan uśmiechnął się złośliwie, wskazując głową salon.<br />
Mike najwyraźniej nie zauważył złośliwości, bo stuknął szklanką o jego piwo, udając, że nic się nie stało.</p>
<p>*</p>
<p>Charlie wyszedł z łazienki w obcisłych, czarnych bokserkach z wizerunkiem chińskiego smoka na pośladku. Współgrał ładnie z jego dużym, fantastycznym tatuażem. Chłopak przeczesał palcami swoje długie włosy, zerkając na Rusha, który leżał na ich dużym łóżku nagi, okryty tylko rozchylonym czerwonym szlafrokiem z jedwabiu i sugestywnie głaskał materac obok siebie. Już ruszył w jego stronę, jednak nagle rozległ się dzwonek do jego drzwi.<br />
Charlie obejrzał się zaskoczony, od razu wychodząc z pokoju.<br />
- Kto to o tej porze? &#8211; rzucił, dochodząc do wejścia i zerkając przez wizjer.<br />
Było ciemno, więc nie był tak do końca kogo widzi przez krzywiznę szkła. Postać była wyraźnie męska, dość postawna, ubrana w ciemne kolory. Mężczyzna znowu zadzwonił, nieco zniecierpliwiony, a kiedy przysunął się do wizjera, serce Charliego zamarło. Wszędzie by poznał te czarne oczy! Niewiele myśląc, otworzył drzwi, stając w ciemności przed Ryanem. Chłodne, nocne powietrze owiało jego nagie, rozgrzane ciało, ale chłopak od razu rzucił się na szyję gościa, ściskając go mocno.<br />
- Ho ho ho! &#8211; zaśmiał się Ryan, przytulając go mocno i zaraz poklepał go po pośladkach. &#8211; Już Mike zadzwonił, że przyjeżdżam, że w samych gatkach jesteś?<br />
- Charlie? Słoneczko? &#8211; usłyszeli z wewnątrz domu.<br />
Chłopak poczuł gorąco na policzkach, aż stając na palcach. Odsunął się jednak szybko, obracając się w stronę sypialni.<br />
- Mój stary kumpel przyszedł! &#8211; zawołał.<br />
Ryan zagryzł wargę, lustrując ciało Charliego od góry do dołu.<br />
- Wow&#8230; &#8211; wydusił zaskoczony &#8211; Co za tatuaż! &#8211; przesunął bezwstydnie palcami po jego plecach.<br />
- Jaki? O tej porze!? &#8211; wykrztusił Rush i zaraz usłyszeli kroki.<br />
Charlie odetchnął cicho, czując dreszcz przechodzący przez niego pod dotykiem w pobliżu kręgosłupa. Odsunął się jednak, obracając się w stronę Rusha i przez to jeszcze wyraźniej prezentując mu rysunek. Rush spojrzał na nieznajomego mężczyznę pytająco.<br />
- Coś się stało?<br />
- A stało stało. Wreszcie mam wolne, a mój stary przyjaciel Charlie zapomniał mnie odebrać.<br />
- Myślałem, że nie chcesz już kontaktu! &#8211; sapnął Charlie, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczyma. Jego żołądek aż się ściskał. &#8211; Wskazał powoli na kochanka. &#8211; To Rush, mój facet &#8211; odetchnął..<br />
- O. &#8211; Ryan podał mu powoli rękę, wchodząc do mieszkania. &#8211; Ryan &#8211; przedstawił się.<br />
Twarz Rusha momentalnie nieco drgnęła, nie okazał jednak jawnej niechęci.<br />
- Rush- przedstawił się. &#8211; Ty jesteś tym dawnym przyjacielem Charliego? &#8211; spytał.<br />
- Oho. TYM? Są o mnie legendy? &#8211; poczochrał Charliego, rozbawiony, a Rush aż otworzył szerzej oczy.<br />
Charlie poczuł się teraz zupełnie nagi. Odetchnął ciężko, zamykając drzwi i wskazując kanapę.<br />
- Siadaj&#8230; Rush, podasz piwa? &#8211; rzucił, uśmiechając się mimowolnie. Nie wierzył, że znów widział Ryana.<br />
Mężczyzna wydął nieco wargi.<br />
- Jasne&#8230; ale mamy tylko wino.<br />
- A daj, daj. Chyba, że to jakiś sikacz &#8211; zaśmiał się Ryan, siadając z impetem na kanapie.<br />
- Sikacz&#8230; Za kogo mnie ma&#8230; &#8211; wymamrotał Rush pod nosem, znikając w kuchni.<br />
- On nie pija sikaczy &#8211; stwierdził Charlie, siadając obok niego. &#8211; Ale opowiedz co u ciebie &#8211; rzucił z zapałem, wpatrując się w niego.<br />
Ryan położył ramię na oparciu kanapy.<br />
- A dużo dużo. Założyłem własną firmę, mieszkać będę w Californii, tak tylko wpadłem przed wyjazdem.<br />
Charlie zamrugał. Jego entuzjazm przygasł momentalnie nim chłopak był w stanie to zamaskować.<br />
- Na zachodnie wybrzeże?<br />
Ryan pokręcił głową i wychylił się, żeby uszczypnąć go w sutek.<br />
- Głupiutki jak zawsze &#8211; zaśmiał się. &#8211; Charlie, wyszedłem z paki. Miałem nadzieję, że mnie przenocujesz.<br />
Chłopak aż sapnął, ale po chwili zaśmiał się, popatrując na niego rozbawiony.<br />
- Zawsze z tobą to samo! &#8211; prychnął, stukając go lekko w tors.<br />
- To nie problem, mogę ci oddać mój stały pokój hotelowy &#8211; odezwał się nagle Rush, wchodząc z winem w kubełku z lodem i trzema kryształowymi kieliszkami.<br />
-Nie chciałbym naciągać &#8211; mruknął Ryan od razu. &#8211; Chyba, że Charlie by wolał&#8230;<br />
- Nie nie! Zostań! &#8211; rzucił chłopak entuzjastycznie. &#8211; Mamy rozkładaną kanapę &#8211; powiedział oglądając się na Rusha.<br />
Rush usiadł na fotelu, uśmiechając się sztucznie.<br />
- To twoje mieszkanie Charlie&#8230; &#8211; westchnął.<br />
- Mikey mi mówił, że twój nowy książę z bajki jest dziany &#8211; zaśmiał się Ryan, nalewając sobie wina.<br />
- A pomieszkuje u ciebie. Oszczędza?<br />
- Chcieliśmy mieszkać razem &#8211; sapnął Charlie, wyciągając na oślep dłoń po wino.<br />
- Uu&#8230;. to już pewnie jesteście jak stare małżeństwo &#8211; zaśmiał się Ryan, popijając wina.<br />
- Bardziej jak niekończący się miesiąc miodowy &#8211; powiedział Rush, uśmiechając z zadowoleniem.<br />
Charlie uśmiechnął się do niego lekko, popijając i kładąc dłoń na przedramieniu przyjaciela.<br />
- I co, masz już jakieś plany?<br />
- No a jak myślisz, kochanie? &#8211; prychnął, a zanim zdążył kontynuować, Rush odchrząknął znacząco.<br />
- Stare czasy, starymi czasami, ale preferowałbym, żebyś tak do niego nie mówił&#8230;.<br />
- Wyluzuj Rush! &#8211; zaśmiał się Charlie, wpatrując się w Ryana. &#8211; Ale serio, co chcesz robić?<br />
- A zobaczymy. Pracę muszę znaleźć. Na siłowni sporo ćwiczyłem przez cztery lata. Coś o tym wiem teraz, może z tej strony spróbuję zadziałać &#8211; wzruszył ramionami. &#8211; Za wcześnie myśleć. Lepiej daj mi się odprężyć i opowiadaj co ty robisz.<br />
Oczy Charliego krótko przesunęły się po jego torsie, zaraz jednak wracając do jego twarzy.<br />
- Pracuję w studiu tatuażu. Mike jest moim szefem &#8211; zaśmiał się, mrugając do niego.<br />
- Hoho! Mikey i studio tatuażu? Chyba jakiś nieznany dotychczas talent odkrył? &#8211; prychnął. &#8211; Pokaż no jeszcze raz to cudo na plecach. Kto ci to stworzył?<br />
Charlie od razu obrócił się wokół własnej osi, wtulając policzek w oparcie i prezentując mu rysunek.<br />
- Kumpel, też z nami pracuje.<br />
Ryan zsunął jego gatki nieco w dół, żeby zobaczyć całość tatuażu.Rush omal nie zakrztusił się swoim winem.<br />
- Ej ej ej! &#8211; Ręce przy sobie! &#8211; podniósł głos.<br />
- Spokojnie! Patrzę tylko! &#8211; zaśmiał się bezczelnie Ryan.<br />
- No Rush no. Jesteśmy facetami wszyscy. Poza tym jesteś tu &#8211; rzucił Charlie, zamykając lekko oczy.<br />
- W ogóle&#8230; &#8211; zaczął Ryan, zamyślony, cofając w końcu rękę. &#8211; &#8222;Rush&#8221;? Co to za imię w sumie?<br />
- Richard &#8211; odparł za kochanka Charlie.<br />
- Jak Richard Gere? &#8211; zaśmiał się Ryan, mówiąc z brytyjskim akcentem.<br />
Charlie wybuchnął śmiechem.<br />
- Ryan! &#8211; powiedział, jakby chciał go dla żartu skarcić.<br />
Rush skrzywił się lekko, jakby coś w pokoju zaśmierdziało i nic nie powiedział.<br />
- Właściwie czemu &#8222;Rush&#8221;? &#8211; odezwał się nagle Charlie, jakby dopiero teraz zaczął się nad tym zastanawiać.<br />
- Brzmi bardziej na luzie &#8211; westchnął Rush.<br />
Ryan ledwo powstrzymał parsknięcie śmiechem.<br />
- Powiedzmy.<br />
Charlie przewrócił się przodem do Rusha.<br />
- Może Papa John&#8217;s zamówimy? &#8211; spytał. &#8211; Bo pewnie głodny jesteś, co?<br />
- Mówisz z sensem &#8211; zaśmiał się Ryan. &#8211; Ale lepiej od razu mi pokaż w międzyczasie co tam teraz gryzmolisz.<br />
- Tak? Może ci coś zrobię! &#8211; powiedział chłopak z zadowoleniem, od razu się podrywając i idąc do sypialni.<br />
- Uuu&#8230; o tym to będę musiał kochanie pomyśleć &#8211; prychnął Ryan.<br />
Gdy tylko Charlie zniknął, Rush wyprostował się.<br />
- Rozumiem, że to żarty &#8211; zaczął ze sztucznym wyluzowaniem. &#8211; Ale wolałbym, żebyś z nimi nie przesadzał.<br />
- Nie wiem o czym mówisz. &#8211; Ryan rozłożył ręce i uśmiechnął się bezczelnie.<br />
Rush aż się nieco uniósł, ale opadł na kanapę, gdy pojawił się Charlie, siadajác obok Ryana i otwierając szkicownik.<br />
- To z dzisiaj.<br />
- O. Świetne &#8211; powiedział od razu Ryan, kiedy zaczął przeglądać. &#8211; Muszę przyznać, że postęp jest naprawdę ekstra&#8230;<br />
- Tak? Od jakiegoś czasu mniej rysuję &#8211; przyznał. &#8211; Ale się kula.<br />
- Aj. Czemu? &#8211; dopytał Ryan, przeglądając kolejne strony z rysunkami.<br />
- Tak jakoś &#8211; mruknął chłopak, zerkając niego. &#8211; Wiesz jak to czasem jest&#8230; &#8211; Odetchnął, gestykulując powoli. &#8211; Czasami jakoś nie przychodzi inspiracja.<br />
- No i jest dużo innych zajęć &#8211; dodał za niego Rush, uśmiechając się pod nosem.<br />
Charlie zwilżył wargi, zerkając na niego.<br />
- Tak&#8230; sporo czasu razem spędzamy &#8211; powiedział.<br />
- Pewnie taki byłeś zajęty, że zapomniałeś, że w końcu wyjdę z paki &#8211; westchnął Ryan, wydymając lekko wargi i zerkając na swoje paznokcie.<br />
- Noż kurde! &#8211; mruknął chłopak, trzaskając go lekko szkicownikiem w kolano. &#8211; Kazałeś się nie interesować to tak zrobiłem!<br />
Czuł się wyjątkowo ambiwalentnie.<br />
- Nigdy nie robiłeś tego co ci kazałem &#8211; zaśmiał się Ryan. &#8211; Myślałem, że to też złamiesz.<br />
Charlie wbił w niego wzrok, wypuszczając bezmyślnie powietrze.<br />
- Dupek! &#8211; mruknął, uderzając go lekko, choć bez zwykłego wigoru. Uśmiechnął się wargami.<br />
- Widać dobry test z tego wyszedł, bo się przeliczyłem&#8230; &#8211; prychnął Ryan, zerkając mu w oczy.<br />
Chłopak przełknął ślinę, czując mocno dudniące serce.<br />
- Ej, to jaką tą pizzę chcecie &#8211; odezwał się nagle Rush, podnosząc telefon. Szlafrok zsunął mu się z ramienia. W ręku trzymał ulotkę Papa John&#8217;s. &#8211; Macie jakąś ulubioną?<br />
- Supreme Salami &#8211; powiedzieli obaj na raz, aż milknąc potem na chwilę. Ryan w końcu parsknął jednak śmiechem.<br />
Charlie odpowiedział na uśmiech.<br />
- Faktycznie, zawsze zamawialiśmy dwie takie same w tej promocji, że 2 duże za jedną.<br />
Rush uśmiechnął się kwaśno i zaczął zamawiać pizzę.<br />
- Ach stare czasy&#8230; &#8211; westchnął Ryan i się przeciągnął.</p>
<p>Po dostarczeniu pizzy, partner Charliego został z nimi, przysłuchując się rozmowie, w końcu jednak zasnął z odchyloną głową i otwartymi ustami. Ryan droczył się z Charliem, że spróbuje mu wrzucić do ust kawałek salami.<br />
- Zostaw! &#8211; prychnął Charlie, rozbawiony, łapiąc go za nadgarstek i siłując się z nim.<br />
- Nie chcesz go poczęstować? &#8211; zaśmiał się Ryan, dając mu fory.<br />
- Nie chciał &#8211; prychnął Charlie, aż się na niego przewracając w próbie przytrzymania w miejscu.<br />
- Mm! A ty się nie chciałeś ubrać &#8211; zamruczał Ryan, patrząc na niego sugestywnie z dołu.<br />
Chłopak sapnął, zapatrując się na niego i wycofał powoli, zmieszany. Podrapał się po ramieniu. Ryan uśmiechnął się pod nosem, podrzucając go nieco na biodrach.<br />
- Opowiedz mi o nim &#8211; wskazał Rusha głową.<br />
Charlie odetchnął głucho, zsuwając się z niego.<br />
- Jak tak dalej pójdzie to go obudzimy &#8211; mruknął.<br />
- To może gdzieś pójdziemy, żeby mu nie przeszkadzać? &#8211; szepnął, zerkając rozbawiony na ciało Rusha pod szlafrokiem, który rozsunął mu się we śnie.<br />
- Dobry pomysł &#8211; odezwał się Charlie, wstając.<br />
Ryan ruszył od razu za nim, z udawaną czułością przykrywając Rusha kocem. Charlie poprowadził go do dość klasycznie urządzonej sypialni z podwójnym łóżkiem. Zapalił światło lampek nocnych i przysiadł po jednej stronie łóżka. Ryan zdjął bluzę, ukazując dobrze wyrzeźbione ciało. O wiele bardziej masywne niż Charlie pamiętał. Chłopak przełknął ślinę.<br />
- No to co byś chciał wiedzieć? &#8211; spytał.<br />
Za nim, na szafeczce, Ryan dostrzegał czerwony, charakterystyczny breloczek.<br />
- No opowiadaj, opowiadaj. Jak się poznaliście? &#8211; spytał i podszedł do szafki, łapiąc go w rękę, &#8211; Aww, nadal go masz! &#8211; zaśmiał się.<br />
- No mam &#8211; zaśmiał się Charlie, popatrując w górę, na jego wyrzeźbione ciało. &#8211; Miałbym go wyrzucić?<br />
- Nie wiem. Od ciebie zależy. Nie sprawił ci Richie Rich jakiegoś Bentleya? &#8211; prychnął.<br />
Charlie parsknął mimowolnie śmiechem.<br />
- &#8222;Richie Rich&#8221;?! &#8211; spytał z niedowierzaniem.<br />
- Nadziany Richard w końcu, nie? &#8211; zaśmiał się Ryan i uwalił w samych spodniach na łóżko.<br />
- E tam, mam starą, wierną brykę &#8211; machnął ręką. &#8211; znasz mnie &#8211; powiedział, popatrując po nim.<br />
- To jak się poznaliście?<br />
Charlie westchnął, odbierając mu breloczek i bawiąc się nim.<br />
- Spotykał się z Katy.<br />
- Oho. Biseksem jest, czy jakimś krypto był? &#8211; dopytał Ryan, rozpinając spodnie.<br />
- Jest bi &#8211; powiedział Charlie od razu, zwilżając wargi i kierując wzrok na drzwi,.<br />
Ryan uniósł brwi, widząc jego spojrzenie.<br />
- Przecież nie będę spał w spodniach&#8230;<br />
- Jasne jasne. Odzwyczaiłem się po prostu &#8211; powiedział, siadając po turecku. &#8211; A ty?<br />
- Ja jestem homoseksualistą, Charlie &#8211; powiedział Ryan poważnie.<br />
Chłopak zamrugał, zdziwiony tym tonem.<br />
- No wiem&#8230;<br />
Ryan pokręcił głową w niedowierzaniu.<br />
- Czy ja naprawdę mówię aż tak pokrętnie?<br />
- Ale o co chodzi? Bo chyba się pogubiłem. Pytałem, czy kogoś tam miałeś&#8230; &#8211; mruknął, zerkając na przyjaciela.<br />
- Pytałem czy Rush jest bi, a ty potem o mnie &#8211; prychnął Ryan, wsuwając się pod kołdrę.<br />
- Wiem, że ty nie jesteś &#8211; westchnął Charlie, bawiąc się breloczkiem. &#8211; To miałeś?<br />
W odpowiedzi, Charlie dostał poduszką w głowę.<br />
- A jak ci się wydaje? Wspaniałe więzienne romanse. Pewnie fantazjowałeś o tym cztery lata &#8211; burknął.<br />
- Nie&#8230; &#8211; jęknął Charlie. &#8211; Ale dokument widziałem i podobno się to zdarza&#8230; &#8211; mruknął, odwracając wzrok.<br />
- Ohooo! Dokument! Opowiedz mi. Co się robi w kiciu? &#8211; Ryan przewrócił się na brzuch i odchylił dla niego zapraszająco kołdrę.<br />
- Przestań&#8230; byłem tylko ciekaw! &#8211; mruknął chłopak, wsuwając się pod nią. &#8211; To co&#8230; &#8211; Aż przełknął. &#8211; Nic przez 4 lata?<br />
- Nie chcę o tym gadać, Charlie. Dopiero wyszedłem. Chcę o normalnych ludziach posłuchać &#8211; jęknął. &#8211; To jak tam doszło do tego, że mieszkasz z blondim?<br />
Chłopak podparł głowę ręką, wpatrując się w niego.<br />
- Zaczęliśmy się spotykać i jakoś tak wyszło &#8211; mruknął. &#8211; Dobrze się mieszka.<br />
- To co was tak najbardziej łączy? &#8211; Ryan nakrył go kołdrą.<br />
- No&#8230; jesteśmy parą &#8211; zaśmiał się Charlie, jakby to było oczywiste.<br />
- Czyli seks &#8211; prychnął Ryan, rozbawiony. &#8211; Taki jest dobry? &#8211; Puknął Charliego w nos.<br />
- Eej, no dobry z niego facet&#8230; bardzo o mnie dba &#8211; powiedział szybko.<br />
- Jasne jasne! &#8211; Ryan cofnął ręce. &#8211; Serce nie sługa &#8211; westchnął, zerkając na Charliego w ciemności.<br />
Chłopak odetchnął cicho.<br />
- Ostatnie cztery lata, zanim go spotkałem były strasznie&#8230;jakieś takie, nie wiem&#8230; przechodnie.<br />
- Mikey się nie złamał na twój urok? &#8211; Puścił mu oczko.<br />
Charlie milczał dłuższą chwilę.<br />
- Całowałem go kilka razy &#8211; mruknął, przewracając się na plecy. &#8211; Za każdym razem było gorzej.<br />
Ryan zerknął na niego, zaciekawiony.<br />
- Gorzej?<br />
- No bo wiesz&#8230; do dupy tak jest, jak wiem, że on tego wcale nie chce.<br />
- No tak. Ale teraz masz już nową miłość życia &#8211; prychnął Ryan cicho.<br />
- Żartujesz ze mnie &#8211; westchnął Charlie, lekko dotykając jego ręki. Razem, w ciemności było dziwnie intymnie.<br />
- Nie. &#8211; Ryan splótł z nim palce. &#8211; Chcę, żeby było ci dobrze &#8211; powiedział, a jego czarne oczy aż wydawały się lśnić w odrobinie światła z ulicy.<br />
Charlie odetchnął, obracając się na bok i spoglądając w jego twarz.<br />
- Ja też.<br />
- Głupi. Oczywiście, że chcesz żeby było ci dobrze &#8211; zaśmiał się Ryan, z niedowierzaniem.<br />
Chłopak milczał dłuższą chwilę.<br />
- Tęskniłem.<br />
- Trzeba było chociaż napisać &#8211; mruknął Ryan, zamykając powoli oczy.<br />
- Naprawdę myślałem, że nie chcesz&#8230; &#8211; Palce Ryana były gorące wokół jego własnych. &#8211; Nie chciałem cię denerwować.<br />
- Co się stało, to się nie odstanie &#8211; westchnął Ryan. &#8211; A skoro teraz jesteś taki zakochany, nie dziwię się, że zapomniałeś.<br />
- Nie zapomniałem! &#8211; powiedział Charlie od razu, aż się przysuwając. &#8211; Ale to mnie miałeś wtedy zabrać&#8230; myślałem, że nie chcesz mnie widzieć no&#8230;<br />
- Jeszcze cię zabiorę na obiecaną przejażdżkę. To kwestia honoru.<br />
- Ryan! &#8211; jęknął Charlie, przesuwając palce w górę jego ramienia. &#8211; Nie rób znów nic głupiego. Wolę się nie przejechać, ale mieć cię na miejscu.<br />
- Tak? &#8211; Mężczyzna otworzył czujnie czarne jak węgiel oczy.<br />
- Jasne, że tak! &#8211; Charlie aż pokręcił głową, ściskając jego rękę mocniej. &#8211; Bo zostajesz w Miami, prawda?<br />
- Taa.. nie mam jakiś innych planów &#8211; mruknął. &#8211; Miałem nawet nadzieję przekimać u ciebie więcej niż jedną noc&#8230;<br />
- Jasne! &#8211; rzucił entuzjastycznie Charlie, kładąc głowę blisko jego pachnącego ciała. Miękkie długie włosy łaskotały Ryana.<br />
- Oczywiście jeśli Richardowi to nie przeszkadza &#8211; westchnął.<br />
- Czemu by miało? &#8211; spytał niewinnie Charlie, przymykając oczy. Ryan pachniał dokładnie tak, jak zapamiętał.<br />
- Oj Charlie&#8230; Jeszcze chwila i uwierzę, że jesteś niewiniątkiem &#8211; prychnął.<br />
- No ej&#8230; przecież powinien mi ufać&#8230; ja bym nie wariował jakby z nami trochę ponocował jego były.<br />
- Tak? &#8211; zaśmiał się Ryan. &#8211; To musi was naprawdę więź łączyć&#8230;<br />
- No dobrze nam razem &#8211; odparł Charlie. Dawno mu się z nikim tak dobrze i swobodnie nie rozmawiało jak z Ryanem.<br />
Jason zawsze go podpuszczał, a Mike traktował z góry.<br />
- To wszystko jasne. Dobranoc &#8211; ziewnął Ryan.<br />
- Już jesteś śpiący? &#8211; westchnął Charlie.<br />
- A co byś chciał robić jeszcze? &#8211; Uchylił jedno oko, uśmiechając się zadziornie.<br />
Chłopak odetchnął.<br />
- Nie wiem&#8230; gadać? Tyle jeszcze do opowiedzenia&#8230;<br />
- Jutro? Miałem ciężką drogę&#8230; &#8211; westchnął Ryan.<br />
Charlie uśmiechnął się lekko i pogłaskał go po głowie .<br />
- Ok&#8230;<br />
Ryan połasił się do jego palców.<br />
- Teraz mogę zasnąć spokojnie.</p>
<p>*</p>
<p>CDN!</p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/uncategorized/'>Uncategorized</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5220/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5220&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/16/obiecane-ferrari-cz-1-fanfik-do-fdts/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5c4130e8664fac5ec74775ea01ae8f82?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F1.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Berniak</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Dima by M-chan</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/15/dima-by-m-chan/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/15/dima-by-m-chan/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Jan 2012 19:24:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kasiotfur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aż Serce Zamiera]]></category>
		<category><![CDATA[Ilustracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5213</guid>
		<description><![CDATA[Filed under: Aż Serce Zamiera, Ilustracje<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5213&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://americanhigh.files.wordpress.com/2012/01/dima-by-m-chan-jpg.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-5214" title="Dima by m chan jpg" src="http://americanhigh.files.wordpress.com/2012/01/dima-by-m-chan-jpg.jpg?w=500&#038;h=649" alt="" width="500" height="649" /></a></p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/az-serce-zamiera/'>Aż Serce Zamiera</a>, <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/ilustracje/'>Ilustracje</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5213/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5213/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5213&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/15/dima-by-m-chan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/e7ff707a67bf4dc85ab0721a89fc1ff8?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">kasiotfur</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://americanhigh.files.wordpress.com/2012/01/dima-by-m-chan-jpg.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Dima by m chan jpg</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Urodzeni pod Księżycem &#8211; 16 &#8211; Na zawsze</title>
		<link>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/14/urodzeni-pod-ksiezycem-16-na-zawsze/</link>
		<comments>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/14/urodzeni-pod-ksiezycem-16-na-zawsze/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Jan 2012 15:26:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kasiotfur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Urodzeni pod Księżycem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://americanhigh.wordpress.com/?p=5208</guid>
		<description><![CDATA[- Panie Ranvin, lekarze stwierdzili, że tu jest pana miejsce. Nierozważnym byłoby się im sprzeciwiać&#8230; Remidoff nie fatygował się już z notatką i zaczął szybko pisać cieniem na szybie. Zerknął z irytacją na broszki przy ich kołnierzykach. Gdyby też taką &#8230; <a href="http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/14/urodzeni-pod-ksiezycem-16-na-zawsze/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5208&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Panie Ranvin, lekarze stwierdzili, że tu jest pana miejsce. Nierozważnym byłoby się im sprzeciwiać&#8230;<br />
Remidoff nie fatygował się już z notatką i zaczął szybko pisać cieniem na szybie. Zerknął z irytacją na broszki przy ich kołnierzykach. Gdyby też taką miał, byłoby mu o wiele łatwiej się z nimi porozumiewać.<br />
&#8222;Nie interesuje mnie to. Żądam powrotu do pierwszego bloku!&#8221; Aż zapukał znowu w szybę.<br />
Przełożona przełknęła lekko ślinę, zerkając znacząco na swojego podwładnego.<br />
- Myślę, że powinien porozmawiać pan z panem Pavollo&#8230;<br />
Na te słowa, jasnowłosy tanelf wycofał się znów z pomieszczenia. Remidoff rozłożył ręce na boki i spojrzał na nią wyczekująco.<br />
- Czy brakuje panu czegoś? Wszystko możemy zapewnić – odezwała się wreszcie kobieta, przerywając niezręczną ciszę.<br />
Remidoff zaczął zamaszyście pisać po szybie. <span id="more-5208"></span><br />
&#8222;Brakuje mi mojej wolności. Pragnę na razie przebywać w pierwszym bloku&#8221;.<br />
- Ale&#8230; jest pan chory&#8230; &#8211; powiedziała tanelfka nieco bezradnie.<br />
&#8222;To mój wybór&#8221; – napisał Remidoff szybko, bardziej ciekaw jej reakcji, niż licząc na wypuszczenie. Nim kobieta jednak zdążyła mu odpowiedzieć, do środka wpadł młody pielęgniarz wraz z terapeutą, który aż złapał ciężej powietrze i omal nie zapomniał się skłonić.<br />
- Panie Ranvin&#8230;<br />
Remidoff wskazał mu palcem broszkę przy kołnierzu pracownika, który od razu stanął nieco na palcach, pozwalając Pavollo na komunikację z pacjentem.<br />
- Panie Ranvin&#8230; słyszałem, że rozważa pan nowe&#8230; opcje, które niekoniecznie są dla pana dobre – zaczął terapeuta.<br />
Remidoff oparł się jedną dłonią o szybę, a palcami drugiej zaczął pisać:<br />
&#8222;To nie podlega dyskusji, chcę natychmiast wyjść&#8221;.<br />
Pavollo spojrzał w napięciu na tanelfkę i raz jeszcze przemówił do broszki.<br />
- Czy nie wolałby pan zapoznać się z konsekwencjami przed podjęciem takiej decyzji?<br />
Remidoff zawahał się chwilę, ale w końcu, pokręcił głową i odwrócił się do nich plecami, zaplatając ramiona na piersi. Denerwował się tak bardzo, że aż bał się na nich patrzeć. Serce dudniło mu w klatce piersiowej jak oszalałe. W końcu jednak, usłyszał szczęk metalu za sobą i aż przeszły go dreszcze. Obejrzał się niepewnie, robiąc krok w tył, jak spłoszone zwierzę. Przełożona i Pavollo stali w miejscu, patrząc na niego wyjątkowo niepewnie, ale żadne z nich nie zrobiło kroku w jego stronę, gdy grube, szklane tafle się unosiły. Remidoff zaczął pospiesznie zbierać z półek swoje niewielkie rzeczy, zgarniając je do lekkiego, drewnianego pudełka. Po chwili, zamknął jego wieko i trzymając je w rękach, spojrzał na nich wyzywająco.</p>
<p>*</p>
<p>Cyan zagryzł szponiaste paznokcie, zerkając raz po raz w dół korytarza, skąd powinien był wyjść Remidoff, jeśli wszystko się uda. Wyglądało zresztą, że coś się dzieje, bo dopiero musiał skryć się, by nie dostrzegł go przechodzący Pavollo. Było mu aż zimno z nerwów. Co, jeśli to były tylko słowa i Remidoff się nie wydostanie? Kilkanaście minut później jednak, zobaczył jak kolejnych kilku pielęgniarzy pędzi korytarzem, a Remidoff z niedużym zdobionym pudełkiem, wyprostowany i dumny, kroczy otoczony całą świtą pracowników. Cyan aż odetchnął ciężko i, po chwili wahania, wyszedł na korytarz, krocząc dokładnie przed nimi. Wiedział, że Remidoff go rozpozna. Musieli się teraz jakoś znaleźć!<br />
Zaraz jednak zrównał się z nim Pavollo, a jego piękne oczy spojrzały na niego krytycznie.<br />
- Witam&#8230;<br />
Cyan zamrugał, przybierając pewną siebie minę.<br />
- O, witam – powiedział, udając, że nie wie, o co chodzi.<br />
- Bardzo ciekawe. Pan Remidoff Ranvin, którym zajmowałeś się bardzo uważnie, nagle postanowił zażądać powrotu z kwarantanny.<br />
- Nie widziałem go odkąd zniknął – zarzekł się Cyan. &#8211; Posądza mnie pan o coś? &#8211; spytał żartobliwym tonem.<br />
- Nie. Zupełnie – powiedział kwaśno terapeuta i jasne było, że jak najbardziej go posądza. &#8211; Nie mógłbym uważać, że ktoś kto wydaje się tak sympatyczny i rozważny, chciałby krzywdy pana Ranvina.<br />
- Nigdy bym tego nie zrobił – zarzekł się Cyan z westchnieniem, wpatrując się w drogę przed sobą. Czuł na sobie wzrok Remidoffa. Aż przeszły go ciarki.<br />
- O tak. Na pewno. Ciekawe co mu przyszło do głowy – mówił cicho. &#8211; Jak myślisz, jakie będą tego konsekwencje?<br />
- Nie wiem – odparł Cyan, kierując na niego niewinne spojrzenie. &#8211; Jestem tylko pielęgniarzem.<br />
Pavollo sapnął ze złością. Zwykle był niczym ostoja spokoju, a teraz widać było jaki jest napięty.<br />
- Och to może jako pielęgniarz będziesz miał się okazję przekonać – szepnął, tak by nikt inny nie usłyszał. &#8211; Może jak pewnego dnia zastaniesz go jęczącego z bólu, kiedy jego zęby zaczną się kruszyć.<br />
Cyan przełknął ślinę, czując się przez chwilę mniej pewnie.<br />
- Nie miałem z tym nic wspólnego – skłamał jednak ze spokojem.<br />
Pavollo tylko powiedział coś po tanelficku i odszedł pospiesznie. Cyan nie rozumiał, ale miał wrażenie, że był to cały potok przekleństw. Uśmiechnął się lekko i dyskretnie obejrzał się w tył. Od razu zobaczył wbite w niego spojrzenie jadeitowych oczu. Pracownicy dookoła byli zbyt zaaferowani, żeby zwrócić uwagę na to porozumienie. Cyan aż poczuł skurcz w żołądku. Chciał się obrócić i przytulić, nawet tu i teraz, ale wiedział, że skończyłoby się to katastrofą. Gdy grupa skręciła za nim, wrócił się, podążając za całym korowodem tanelfów. Minęli skrzydło, w którym Remidoff mieszkał wcześniej i ostatecznie, pochód zatrzymał się przed narożnym pokojem na trzecim piętrze w innej części asylumu.Cyan prześlizgnął się obok i schował za załomem korytarza, zerkając na otwarte drzwi. Całe jego ciało pragnęło być obok Remidoffa.<br />
- Przepraszamy za takie warunki, panie Ranvin, ale nie da się przenieść od razu do pana starego pokoju – usłyszał. &#8211; Mam nadzieję, że ten też będzie dogodny. W ciągu najbliższych kilku godzin postaramy się o redekorację i sprowadzimy pana meble.<br />
Pielęgniarz czekał jeszcze kilkanaście minut, nim usłyszał kilka par kroków oddalających się korytarzem. Wyjrzał momentalnie, spoglądając na plecy prawie dziesięciu tanelfów. Rozmawiali o czymś ze sobą ze złością i gestykulowali żywo. Już po chwili jednak, zniknęli za rogiem. Niemal w tym samym momencie, głowa Remidoffa wychynęła zza drzwi. Cyan wybiegł zza ściany, bezmyślnie dopadając do niego i przytulając do swojego umięśnionego ciała.<br />
- Remi&#8230; &#8211; jęknął, zaciskając oczy i wdychając jego zapach. Emocje narastały w nim jak burza z każdą sekundą. Tanelf od razu odwzajemnił jego uścisk, wciągając go do środka.<br />
- Cyan! &#8211; wydusił drżąco. &#8211; Myślałem, że będę tam wieczność! &#8211; Jego smukłe ramiona objęły szyję elfa z całej siły. Mężczyzna zamknął drzwi stopą i aż nieco podniósł go nad podłogę, wciskając twarz w obandażowaną szyję. Jego ciało niemal wtapiało się w Remidoffa, który aż zdusił cichy jęk, trzymając go tak mocno, jakby nigdy nie chciał puścić. Elf jednak odsunął go lekko, zdzierając  mu z ust maskę i wpijając się w wargi Remidoffa. Aż się wygiął drżąc i unosząc jego szczupłe ciało w stronę białego, bardzo prostego łóżka.<br />
Tanelf jęknął głośno, odwzajemniając od razu pocałunek. Jego palce zaczęły błądzić po twarzy Cyana, trzymając go przy sobie. Mężczyzna położył go na gołym materacu, od razu do niego dołączając i przytulając się do pacjenta.<br />
- Tęskniłem – szepnął.Remidoff objął go udami i pocałował.<br />
- Ja też, całym sercem!- zapewnił go. Cyan spojrzał mu w oczy, ocierając się o jego krocze, dysząc cicho. Już teraz c zuł, jak intensywnie jego ciało reaguje na obecność tanelfa.<br />
- Nie oddam cię.<br />
- Teraz już wiem, że mogę odmówić i nie dam im się tam zabrać! &#8211; jęknął Remidoff, bez tchu, wpatrując się w Cyana jadeitowym spojrzeniem.<br />
- Pavollo mnie podejrzewa – westchnął Cyan – Ale nie żałuję. &#8211; Cmoknął delikatnie jego czoło, masując palcami plecy tanelfa.<br />
- Znowu się będziemy mogli widzieć codziennie i wszystko będzie jak wcześniej&#8230; &#8211; Remidoff zamknął oczy z westchnieniem.Cyan przełknął lekko, wpatrując się w niego miękko.<br />
- Pojutrze jest festiwal na pustyni&#8230; pójdziesz ze mną? &#8211; spytał.<br />
Remidoff cały się spiął, przytulając się mocno.<br />
- Wiesz, że nie mogę stąd wyjść&#8230; &#8211; szepnął.<br />
- Możesz! &#8211; odparł elf od razu, spoglądając na niego intensywnie. &#8211; Ale&#8230; jest sztuka pojutrze&#8230; pójdziesz na nią i wyjdziesz w trakcie – westchnął.<br />
- Ale księżyc! &#8211; Spojrzał na niego nerwowo – Zabije mnie! &#8211; Zsunął dłonie na pośladki Cyana, który sapnął cicho, aż je napinając pod jego dotykiem.<br />
- Ubierzesz pelerynę – powiedział chłopak uspokajająco. &#8211; Będzie wspaniale! &#8211; powiedział z entuzjazmem. &#8211; Będzie muzyka, jedzenie, mlekowie, światła&#8230; tyle&#8230; przeżyć! &#8211; powiedział w uniesieniu.<br />
- Cyan&#8230; to niezwykłe&#8230; &#8211; Remidoff wpatrzył mu się w oczy, zachwycony.<br />
- Musisz ze mną iść! &#8211; zaśmiał się elf, ściskając go z entuzjazmem. Radość napełniała go po brzegi.<br />
Tanelf patrzył na niego, milcząc chwilę.<br />
- Cyan&#8230; Uratuj mnie&#8230; &#8211; szepnął smutno.<br />
Mężczyzna zapatrzył się na niego, czując dziwne dławienie w gardle. Jego serce zaczęło momentalnie walić na przyspieszonych obrotach. Aż nie wiedział co powiedzieć. Gapił się tylko w Remidoffa jak w jakimś transie, czując, że aż przechodzą go ciarki.<br />
- Proszę? &#8211; Tanelf wtulił się w niego powoli, a Cyanowi przyspieszył oddech, kiedy cała ta sytuacja go obezwładniała.<br />
- Tak &#8211; powiedział szybko, jakby obudził się ze snu. &#8211; Zabiorę cię stąd, Remi! &#8211; zarzekł się, tuląc go nawet mocniej.<br />
- Razem na pewno sobie poradzimy, czyż nie? &#8211; westchnął Remidoff, głaszcząc delikatnie palcami jego czuprynę.<br />
- Tak Remi! &#8211; westchnął Cyan, całując go szybko i ściskając jego dłonie. &#8211; Zabiorę cię na pustynię, pokażę Bayrun&#8230;<br />
- Prawie wierzę&#8230; &#8211; uśmiechnął się lekko tanelf, a jego usta były tak piękne, że Cyan tylko miał je wciąż ochotę całować.<br />
- Zrobię to! &#8211; sapnął Cyan, schylając się i biorąc jego szczupłe ciało na ręce. &#8211; Wszystko dla ciebie zrobię!<br />
Remidoff zaśmiał się, zaskoczony i złapał szybko jego szyję.<br />
- Teraz wierzę&#8230; &#8211; powiedział czule, nie spuszczając z elfa wzroku.<br />
Cyan odetchnął ciężko, całując intensywnie i kręcąc się z nim po pokoju. Czuł się taki naładowany energią.<br />
- Pomyśl jak będzie wspaniale to wszystko razem zobaczyć&#8230; &#8211; zamruczał Remidoff. &#8211; Jaki ty jesteś silny!<br />
- Jestem &#8211; potwierdził z zapałem elf, siadając na prostym łóżku i znów go całując i tuląc do siebie. Aż odetchnął ciężko, zachwycony. Było w nim tyle uczuć. Remidoff usiadł mu na kolanach.<br />
- Mogę ci zaufać &#8211; powiedział, nie przestając się uśmiechać do niego.<br />
- Kocham cię &#8211; powiedział Cyan w odpowiedzi, aż mrużąc oczy. Ścisnął mocniej dłoń Remidoffa, czując gorąco na twarzy i szyi.<br />
- Ja ciebie też&#8230; &#8211; odpowiedział Remidoff. &#8211; Nikt nie okazał mi w życiu tyle ciepła, dobra, serca&#8230; &#8211; Pochylił się i pocałował Cyana mocno.<br />
Mężczyzna przewrócił się z nim na materac, tuląc mocno. Całe jego ciało pulsowało. Tanelf powiedział mu właśnie, że odwzajemnia jego uczucia. Jemu!<br />
- Remi&#8230; &#8211; szepnął.<br />
- Gdyby nie ty&#8230; Nigdy bym stamtąd nie wyszedł&#8230; &#8211; Od razu uścisnął go.<br />
- Wyjdziesz też stąd &#8211; powiedział Cyan łagodnie, przewracając tanelfa na łóżko i przygarniając go do siebie. Kiedy patrzył w jego zielone oczy, po prostu wiedział, że wszystko dobrze się skończy.<br />
Do tego wszystko w nim wydawało się takie idealnie. Nawet przez bandaż było czuć jaki jest gorący, pachniał świeżo, tym dziwnym cytrusowym owocem jakiego Cyan nigdy nie próbował. Remidoff spojrzał na niego nieco nerwowo i zaczął rozbierać kamizelkę. Elf zapatrzył się na niego, unosząc się na łokciu. Przesunął palcami po odsłoniętym fragmencie bandaży na jego piersi. Oddychał ciężko, wpatrując się w tanelfa z nabożeństwem.<br />
Remidoff uśmiechnął się do niego nieśmiało, powoli rozbierając górę swoich ubrań, a kończąc na turbanie, którego zwoje ujawniły całe morze smolistej masy włosów. Ich czerń spłynęła po ramionach Remidoffa, aż na pościel. Jego oddech stawał się coraz bardziej nerwowy, kiedy zabrał się za rozbieranie spodni. Oddech Cyana aż zaświszczał. Zawahał się tylko chwilę, ale w końcu Przesunął dłonią w górę ciała tanelfa, przez chwilę masując jego tors i w końcu dotykając miękkich włosów.<br />
- Mógłbym całe życie patrzeć tylko na ciebie &#8211; wyznał, przejęty.<br />
- Czułeś kiedyś do kogoś coś takiego? &#8211; spytał Remidoff, ciepłym, miękkim głosem, łasząc się lekko i powoli zsuwając spodnie na podłogę z białych desek. Cyan był w stanie tylko potrząsnąć głową, gapiąc się na odsłaniane bandaże. Czuł się, jakby Remidoff naprawdę się przed nim rozbierał. Delikatnym ruchem przesunął ręką po jegu szczupłym, gorącym udzie. Tanelf oblizał lekko wargi i wziął jeszcze raz głębszy oddech, zanim sięgnął do swoich bielutkich kalesonów. Cyan odetchnął głucho, schylając się do jego klatki piersiowej i całując go po niej czule.<br />
- Pięknie pachniesz.<br />
- Dziękuję&#8230; &#8211; Remi uśmiechnął się lekko, a jego włosy zaczęły oplatać przedramiona Cyana. &#8211; Chciałem zrobić na nich dobre wrażenie, żeby mi pozwolili wyjść&#8230;<br />
Cyan roześmiał się cicho, zerkając Remidoffowi w oczy i jednocześnie zsuwając dłoń w dół jego klatki piersiowej i brzucha, wyraźnie kierując ją do krocza.<br />
- Myślałem, że na mnie.<br />
Oddech tanelfa przyspieszył gwałtownie.<br />
- Dla ciebie zawsze się staram &#8211; wydusił, spuszczając wzrok. Wahał się ze zsunięciem bielizny.<br />
- Nie bój się &#8211; westchnął Cyan łagodnie, przytulając go od razu.<br />
- Nie rozumiem czemu bycie przy tobie musi tak boleć&#8230; &#8211; jęknął tanelf, a jego włosy zaczęły jeszcze bardziej oplatać Cyana.<br />
- Ja też nie &#8211; mruknął elf, przesuwając palcami przy brzegu kalesonów. &#8211; Może zobaczę?<br />
- Krępuję się&#8230; &#8211; westchnął Remidoff, łapiąc delikatnie jego dłoń.<br />
Mężczyzna potrząsnął głową.<br />
- Nie ma czego &#8211; powiedział łagodnie.<br />
- Ja chyba nie jestem tam taki jak inni&#8230; &#8211; westchnął tanelf, przytulając się.<br />
- To nieważne &#8211; westchnął Cyan, całując go znowu. &#8211; I tak cię pragnę, Remi.<br />
Tanelf rozluźnił się nieco, ale wtedy usłyszeli pukanie.<br />
- Szanowny panie Ranvin, przynieśliśmy meble &#8211; usłyszeli zza drzwi, a Remidoff gwałtownie pociągnął na siebie kołdrę. Pokój był prawie zupełnie biały i pusty.<br />
- Do łazienki! &#8211; szepnął do Cyana spanikowany.<br />
Elf zerwał się momentalnie, znikając w łazience, którą szybko zamknął. Jego serce waliło mocno i rozejrzał się szybko po pomieszczeniu, które wyglądało dokładnie tak jak zawsze. Widocznie było standardowe. Nie było jedynie osobistych detali jak parawan w sarny czy skrzydlata wanna. Z zewnątrz słyszał jak Remidoff rozmawia z pracownikiem, każąc mu odstawić gdzieś szafkę i przynieść resztę później. Nieubłagane minuty mijały, ale w końcu znowu zapanowała cisza. Zwilżył wargi, przytulony do ściany za drzwiami. Rozległy się kroki i zaaferowany Remidoff otworzył drzwi do łazienki.<br />
- Musisz iść. Wrócą niedługo &#8211; jęknął, całując go jeszcze.<br />
Elf jęknął boleśnie, przytulając się.<br />
- Jeśli nie uda się spotkać jutro&#8230; zamiast na sztukę, wyjdź do ogrodu. Spotkajmy się tam, gdzie widzieliśmy się po raz pierwszy &#8211; powiedział miękko.<br />
- Nie wiem czy mi pozwolą&#8230; &#8211; wydusił, głaszcząc go nerwowo dłonią. &#8211; Najwyżej spróbuję wyjść w trakcie&#8230; &#8211; westchnął, kiedy skierowali się z powrotem do saloniku.<br />
- Najlepiej wymknij się przed &#8211; powiedział Cyan poważnie, po chwili wahania gładząc go po twarzy.<br />
- Zrobię co w mojej mocy &#8211; zapewnił go Remidoff, zdenerwowany, ale i podekscytowany. Widać było jak ciężko oddycha.<br />
Cyan zrobił ruch, jakby chciał już iść, ale uniósł jego dłonie do ust i ucałował je z czułością.<br />
- To będzie noc twojego życia.<br />
Remidoff uśmiechnął się powoli, zapatrzony w niego jak w obrazek.<br />
- Nie mogę się doczekać! &#8211; szepnął.</p>
<p>*</p>
<p>Remidoff był ubrany w mieszaninę współgrających zieleni i błękitów, z okazjonalnym elementem bieli, szczególnie pod postacią pereł. Turban miał fantazyjnie spleciony w rozgałęziający się kształt, który przypominał nieco zakręcone baranie rogi. Mimo zaleceń pielęgniarzy, ubrał wysokie buty do jazdy konnej, przygotowane specjalnie dla niego z błękitnego zamszu, ciemniejszego na cholewach. Planował się wykraść, ale na razie czuł się wciąż obserwowany, mimo że faktycznie dookoła było o wiele mniej elfów księżycowych niż zwykle. Nie widział się z Cyanem wczoraj i wprost usychał. Próbował go wypatrzeć, prowadzony do teatru. Jeśli się mu nie uda wydostać teraz, zakładał, że musi się jakoś wymknąć podczas sztuki. Nagle jednak, poczuł dotknięcie na ramieniu.<br />
- Remidoffie! &#8211; rozpoznał głos Lilandry.<br />
Obejrzał się, kryjąc zawód. Miał nadzieję przez ułamek chwili, że to Cyan.<br />
- Witam, droga pani &#8211; powiedział jednak kurtuazyjnie.<br />
Kobieta dotknęła dyskretnie jego torsu drżącymi rękoma.<br />
- Naprawdę wyszedłeś?<br />
Jej drżące palce sprawiały wrażenie jakby ruch sprawiał jej ból. Oczy miała jednak piękne jak zwykle. Kiedy myślał o jej ustach, miał niestety aż ochotę się odsunąć. Szli razem korytarzem, mijając innych raz po raz.<br />
- Tak. wystarczyło im rozkazać &#8211; rzucił z wyższością.<br />
Lilandra zamilkła, przymykając lekko oczy i bawiąc się zapięciem jego koszuli.<br />
- Liczyłam, że będziemy tam razem &#8211; wyznała.<br />
Remidoff cofnął jej dłoń powoli.<br />
- Lekarze by chyba tego nie zalecali&#8230;.<br />
- Mają mnie przenieść&#8230; &#8211; mruknęła cicho.<br />
- Kiedy&#8230; &#8211; wydusił Remidoff, zgaszony. To było jak fala. Do tego czuł jakby faktycznie źle zrobił, wchodząc z nią w interakcje i przywiązując się.<br />
Lilandra milczała chwilę.<br />
- Pozwolili mi dziś przyjść na sztukę &#8211; wydusiła cicho, trzymając się go niemal kurczowo. &#8211; To już koniec&#8230;<br />
Remidoff ścisnął jej dłoń delikatnie, sam coraz bardziej wystraszony. Czy to czekało i jego? Nie chciał nawet myśleć o tym jak by było mieć zęby jak Lilandra.<br />
- Coś cię boli? &#8211; spytał cicho.<br />
Tanelfka przełknęła ciężko i pokiwała głową, przysuwając się do niego jeszcze bliżej. Tanelficki pielęgniarz zapatrzył się na nich zaskoczony.<br />
- Tak mi przykro&#8230; &#8211; szepnął Remidoff, patrząc jej w oczy. &#8211; Sztuka na pewno pomoże ci choć trochę zapomnieć.<br />
- Chciałabym, żeby śpiewali. Lubię to &#8211; powiedziała cicho, idąc wraz z nim do sali.<br />
- Tak. To o wiele bardziej ekscytujące niż przemowy &#8211; westchnął, rozglądając się dyskretnie po elfach stojących przy kolumnach wejściowych. Nie miał pojęcia jak to zrobić. Wszyscy księżycowi, którzy tu dziś byli wyglądali na wyjątkowo niezadowolonych i znudzonych. Pacjenci w większości siedzieli już przy stolikach, rozmawiając cicho. Jego wzrok padł na jeden ze stolików na tyłach sali, z których relatywnie łatwo byłoby mu uciec.<br />
- Może dziś usiądziemy tam..? &#8211; wskazał Lilandrze stoliczek, skrywając zdenerwowanie.<br />
Kobieta zawahała się, najwyraźniej uważając, że to za daleko, ale w końcu kiwnęła głową, delikatnie splatając z nim palce.<br />
- Będziesz tęsknić za mną?<br />
- Tak. Ale najważniejsze, żeby zadbano tam lepiej o twoje zdrowie &#8211; powiedział miękko, cofając dłoń dopiero kiedy usiedli. Choć tyle mógł dla niej zrobić. Przykro mu było patrzeć na nią w takim stanie.<br />
- Mam nadzieję&#8230; zastanawiam się, czy poznam tam kogoś równie miłego jak ty &#8211; powiedziała łagodnie.<br />
- Bardzo możliwe! &#8211; Remidoff zapalił się od razu. &#8211; To cały nowy blok, mnóstwo osób do poznania!<br />
Lilandra odetchnęła, najwyraźniej nieco pocieszona.<br />
- Pewnie masz rację, Remidoffie. Może mógłbyś do mnie pisać? &#8211; zapytała jednak.<br />
- Tak. Będę wysyłał listy &#8211; spojrzał na nią z westchnieniem, obracając jednak zaraz wzrok w stronę sceny, kiedy zgaszono kilka świec.<br />
- Oh, zaczyna się! &#8211; powiedziała podekscytowana tanelfka, kierując wzrok na kurtynę.<br />
Sala aż ucichła.<br />
Remidoff zmarszczył jednak brwi, kiedy na scenę wyszedł Firezzo, ubrany niezwykle strojnie. Jego białe odzienie było jednak z przodu schlapane brutalnie czerwienią, jak i jego dłonie. Za nim, kilka osób wnosiło pospiesznie dekoracje na scenę. Były to pięknie wykonane repliki miejskich kamienic, jakie wielu chorych znało z książek opisujących architekturę. Jedna z aktorek wbiegła na scenę, przypadając do nóg Firezza i szlochając głośno. Po sali przeszedł cichy szmer, ale wszyscy obserwowali z zainteresowaniem.<br />
- Za późno&#8230; &#8211; szepnął Firezzo do tanelfki, po czym zaczął kwieciście opowiadać jak zabił jej kochanka. Oprócz jego głosu, na sali panowała zupełna cisza. Lilandra aż mocno ścisnęła pod stołem dłoń Remidoffa. Czuł jej puls nawet przez bandaż. Tanelf był jednak zbyt pod wrażeniem tego co widział. Monolog nie wiadomo kiedy przeszedł w śpiew, a w oknach &#8216;kamienic&#8217; wtórował Firezzo chór. Serce Remidoffa dudniło coraz szybciej. Był zaskoczony i zupełnie oczarowany.<br />
- To&#8230; to takie inne! &#8211; wydusiła, patrząc jak mężczyzna i kobieta rzucają się po scenie w pełnym sprzeczności tańcu.<br />
- Zupełnie&#8230; &#8211; zdołał tylko wymamrotać Remidoff, poruszony. Z tyłu jednak rozległy się jakieś głosy i głośno otwarte drzwi.<br />
- Co tu się dzieje? &#8211; Głos Laulides rozbrzmiał mocno w ciszy sali.<br />
Kilka głosów w chórze zamarło, ale zamian, pozostałe rozległy się jeszcze głośniej. Jakiś pacjent z przodu wstał od stolika i spojrzał na Laulides&#8230; z wyraźnym oburzeniem.<br />
- Proszę być cicho! &#8211; powiedział ze złością.<br />
Za kobietą weszło kilku jej podwładnych, robiąc rwetes i pospiesznie kierując się w stronę sceny.<br />
- Nie! &#8211; Lilandra aż wstała.<br />
- Firezzo! &#8211; krzyknęła Laulides z wściekłością. &#8211; Ty kłamco obrzydliwy!<br />
Remidoff spojrzał na kilka kolejnych pacjentów, robiących zamieszanie i dopraszających się o kontynuację sztuki. Wstał powoli, oglądając się w stronę wyjścia z sali. Nikt go nie pilnował, bo wszyscy widzowie chcieli zostać. Ruszył w tamtą stronę, nie przysłuchując się awanturze między Firezzo a Laulides. Miał nadzieję szybko znaleźć Cyana. Jego serce dudniło z nerwów. Tak bardzo pragnął zobaczyć Noc Zstąpienia!<br />
Drogę do ogrodu pokonał jak na skrzydłach, błądząc pomiędzy krzewistymi alejkami, aż w końcu wpadł do zakątka, w którym zobaczył Cyana po raz pierwszy. Teraz jednak elf wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy. Jego umięśniona, wysoka sylwetka była podkreślona przylegającym do ciała ubraniem z cienkich płatów metalu i skóry. Buty były bardzo wysokie i sięgały nad kolana, spodnie zwieńczone paskiem z szeroką, ozdobną klamrą, a na torsie miał rodzaj lekkiego pancerza pokrytego częściowo miękką, ozdobnie poupinaną skórą. Z szyi zwisała mu metalowa maska, a na uszach błyszczały duże zausznice w kształcie skrzydeł.<br />
Wciągnął powietrze, obserwując go oczarowany.<br />
- Cyan.. wyglądasz tak inaczej&#8230; &#8211; wydusił, aż robiąc krok w tył.<br />
Perłowa poświata księżyca podkreślała barwę jego oczu i sterczących włosów.<br />
- Tak wyglądam poza pracą &#8211; powiedział cicho, podchodząc do niego powoli.<br />
- Lunarnie&#8230; &#8211; szepnął Remidoff, obejmując powoli jego szyję. Nawet czuł się inaczej niż kiedy Cyan był w mundurku pielęgniarza. Wydawał się większy i wyższy. Ubiór miał stonowane barwy brązu, kremu i błyszcząco srebrny na metalowych elementach.<br />
- Pamiętałeś! &#8211; zaśmiał się Cyan, całując go przez materiał na ustach, ale zaraz pociągnął kochanka w cień altany, gdzie leżał zwinięty, srebrnobiały materiał.<br />
- Twoja peleryna.<br />
- Cyan! Jakie zamieszanie w teatrze, ale ja i tak mogłem myśleć tylko o tobie! &#8211; powiedział Remidoff, cały podekscytowany.<br />
- Już się bałem, że ci się nie uda! &#8211; westchnął elf, dotykając delikatnie jego twarzy. &#8211; Ty też wyglądasz dziś wspaniale.<br />
Remidoff uśmiechnął się lekko, zarzucając na ramiona wielką, srebrzystą pelerynę.<br />
- Mam tylko opcje ubioru, ale i tak dziękuję. Wziąłem pustynne buty, choć mi nie kazano! &#8211; pochwalił się.<br />
Cyan roześmiał się, okrywając go dokładniej płaszczem i pokazał mu delikatne gogle.<br />
- Jeszcze to.<br />
- I będę bezpieczny? &#8211; dopytał tanelf, zarzucając na głowę obszerny kaptur, który z łatwością skrywał jego wielki turban.<br />
- Oczywiście &#8211; westchnął Cyan, łapiąc go za rękę i zerkając na ogromny księżyc. Wydawał się przesłaniać wielką część nieba.<br />
Remidoff założył gogle, ale i tak patrzył na wielkie ciało niebieskie z obawą. Tutaj w ogrodzie i tak byli chronieni tanelfickimi barierami. Bał się jednak tak to będzie wyjść na prawdziwą pustynię.<br />
- Ale jeśli mi się coś stanie, przyniesiesz mnie z powrotem? &#8211; spytał zdenerwowany.<br />
Cyan wziął go w ramiona, wzdychając leniwie i pocałował po chwili.<br />
- Bez obaw. Ze mną jesteś bezpieczny.<br />
- A inni elfowie? Co zrobią jak mnie tam zobaczą? &#8211; dopytał, splatając z nim palce. Na to, Cyan zwilżył lekko wargi i sapnął cicho.<br />
- Będą zdziwieni widząc tanelfa. Ale trudno &#8211; dodał.<br />
- A na ciebie? Nie chciałbym żeby czekały cię nieprzyjemności&#8230;<br />
Cyan machnął znacząco ręką.<br />
- Niech ich skorpion strzeli w dupę &#8211; prychnął kpiąco, choć trochę się denerwował. &#8211; Chcę ci to pokazać.<br />
- W końcu przecież i tak stąd wyjedziemy! &#8211; powiedział Remidoff, zerkając w oczy Cyana.<br />
- Tak! &#8211; odparł mężczyzna, od razu uśmiechając się szeroko i wyciągnął do niego rękę. &#8211; Idziemy.<br />
- Którędy? To wszystko już tam jest? &#8211; Ścisnął mocno jego rękę.<br />
- Tak, wyglądałem na zewnątrz &#8211; odparł, pociągając go za sobą przez ogród. &#8211; Spodoba ci się.<br />
Co dziwne, nie słychać było żadnych hałasów zza murów.<br />
- Cyan, nigdy czegoś takiego nie przeżyłem!<br />
- Więc bądź spokojny i zachowuj się jak ja &#8211; powiedział łagodnie Cyan, otwierając drzwi za pomocą bransoletki i otwierając je przed nim. Prowadziły prostym korytarzem na przestrzał przez budynek.<br />
- Nie umiałbym &#8211; szepnął Remidoff, rozbawiony, ściskając mocniej jego dłoń.<br />
Przez pięć minut szli tunelem aż do zamkniętych drzwi, które Cyan od razu otworzył i niemal od razu uderzył w nich zapach jedzenia, wiatru i pustynnego pyłu, jazgot muzyki i wesołych głosów, jaskrawe błyski latarni ozdobionych fragmentami szkła. Tanelf wciągnął powietrze gwałtownie, mocniej ciągnąc kaptur na twarz, wystraszony. Wszystko było takie błyszczące. Nie wiedział gdzie patrzeć. Czy na wielkie sanie zaprzężone do pustynnych koni, czy namioty z jasnego płótna łopoczącego na wietrze czy na zgiełk rozbawionych elfów, poubieranych zupełnie inaczej niż w asylumach.<br />
Cyan uspokajająco ścisnął jego rękę i ruszył przed siebie, aż nieco podrygując do rytmicznej, perkusyjnej muzyki. Remidoff wyraźnie słyszał w niej jakieś klekotanie, dzwonki, bębenki, a także jakiś rodzaj harmonijki. Przepuścili grupę roznegliżowanych elfów, które ściągały z siebie ubrania wierzchnie, śmiejąc się głośno. Remidoff obejrzał się, otwierając szerzej oczy, a po chwili i on zaczął być odprowadzany spojrzeniami. Jego uwaga jednak podążyła zupełnie gdzie indziej, kiedy weszli nieco pod górkę. Gigantyczna tarcza księżyca była jak dziura w niebie. Jak brama światła w którą można by wejść. Nawet w goglach musiał odrobinę mrużyć oczy.<br />
- Piękna, prawda? &#8211; westchnął Cyan, patrząc na drewniane sanie służące za scenę. Tańczyli tam tancerze i tancerki; zupełnie nadzy i pokryci od stóp do głów srebrzystym barwnikiem.<br />
- To niezwykłe&#8230; moje serce bije tak szybko&#8230; &#8211; powiedział Remidoff, nie mogąc oderwać wzroku.<br />
Cyan pochylił się do niego, trącając nosem jego ucho, ukryte pod bandażami.<br />
- Chcą się kochać i będą mieli wielu kochanków dziś nocy &#8211; zamruczał, prowadząc go przez plac. Przed sceną wyginali się pracownicy asylumu, wpatrując się w tancerzy jak zahipnotyzowani. Panowała tu atmosfera uniesienia.<br />
- Słucham!? &#8211; wydusił Remidoff, zszokowany. &#8211; To normalne?<br />
- Tak &#8211; powiedział Cyan z uśmiechem, prowadząc go obrzeżem placu, przy namiotach z cienkiej gazy. W świetle księżyca, było przez nią widać sylwetki elfów splecionych w uścisku na niskich łóżkach. Niektórzy tulili się do siebie w bezruchu lub delikatnie się głaskali, ale inna para najwyraźniej kochała się od tyłu w gwałtowny, pełen namiętności sposób.<br />
Remidoff odwrócił wzrok, wypłoszony.<br />
- Tak publicznie?! I to&#8230; ja&#8230; uhm&#8230;<br />
- Co takiego? Chcesz popatrzeć? &#8211; zachęcił go Cyan, popatrując na cień mężczyzny, który najwyraźniej pieścił swoją partnerkę ustami.<br />
- Nie nie nie! &#8211; Ścisnął mocno ramię Cyana, aż chowając twarz przy jego szyi. &#8211; To krępujące.<br />
- Czemu? &#8211; westchnął cicho Cyan, prowadząc go jednak dalej. Zapach jedzenia nasilał się, ale także beztroskie śmiechy i rozmowy były coraz bardziej słyszalne. Pod namiotami, na drewnianych, pokrytych srebrzystą farbą stolikach leżały różne przedmioty, odbywały się też beztroskie zabawy.<br />
- Pewnie byliby źli gdybym patrzył &#8211; powiedział szybko, nie wiedząc gdzie się oglądać. Księżyc był ogromny, wszędzie otaczali ich elfowie, teraz dochodzili do kramów najróżniejszych sprzedawców.<br />
Przy jednym ze stoisk, kilku młodych mężczyzn próbowało zjeść lewitujące w powietrzu duże ryżowe kulki. Nagle jednak, Cyan odciągnął go pospiesznie dalszą część targowiska, do dużego białego namiotu, przy którym kłębiło się mnóstwo ludzi.<br />
- Co to? &#8211; Remidoff zerknął tam z zainteresowaniem, a ktoś go stuknął ramieniem, odsłaniając mu nieco płaszcz.<br />
- Można wygrać coś &#8211; powiedział z radością.<br />
- Co? Jak? &#8211; dopytał tanelf z uśmiechem.<br />
- Wylęgają się skorpiony &#8211; powiedział Cyan, ciągnąc go przez tłum, przyciskając go do metalowej barierki otaczającej mocno podświetlony fragment piasku. z belki pod sufitem zwisał dziwny, metalowy przedmiot przypominający podkowę. Za barierką stało kilku podekscytowanych elfów, z szklanymi pojemnikami w rękach.<br />
- To niebezpieczne! &#8211; jęknął Remidoff, zaalarmowany, aż robiąc krok do tyłu. Kilku elfów zmierzyło go niepewnymi spojrzeniami.<br />
- On tu nie powinien być&#8230; &#8211; usłyszał Cyan. Nie przejął się jednak i pogłaskał go uspokajająco.<br />
- Nie są jadowite. Poczekaj tu &#8211; powiedział, mrugając i przeskoczył barierkę zwinnie. Kurz aż uniósł się wokół jego butów. Kobieta w bardzo obcisłym, skórzanym kostiumie, zaśmiała się widząc to i rzuciła mu pojemnik. Remidoff aż wziął głębszy oddech, od razu czując się niepewnie, kiedy został sam. Nie mógł się jednak powstrzymać od zachwytu nad formą Cyana. Nie potrafiłby się poruszać tak jak on! Był taki sprężysty, zwarty, a teraz, od tyłu, dobrze było widać przez skórzane spodnie kształt jego pośladków.<br />
- To już ostatni &#8211; odezwała się prowadząca, której akcent był jeszcze dziwniejszy niż ten, którym cechowała się mowa sanitariuszy w asylumie. Brzmiała prawie jak wąż.<br />
Remidoff zacisnął palce na barierce, wpatrując się w piasek zdenerwowany. Krew pulsowała w jego żyłach żywo jak nigdy.<br />
Po chwili, piątka zawodników ustawiła się po bokach ogrodzenia, a jeden z elfów z obsługi festiwalu podał prowadzącej długi pręt, a ona posłała czarujący uśmiech wszystkim obecnym, ukazując srebrne, mocne zęby.<br />
- Gotowi?<br />
Nie czekając na odpowiedz, mocno uderzyła w przedmiot, który momentalnie wydał dziwaczny, niski i niemal huczący dźwięk, wzbudzający dreszcze. Przy Remidoffie rozległy się krzyki, elfów zagrzewających zawodników, choć tanelf nie wiedział jeszcze za bardzo co się ma stać.<br />
Nagle jednak, centrum areny zapadło się pod naporem z dołu, a uczestnicy rzucili się tam, rozpychając się całkiem brutalnie. Cyan podciął jednego z rywali, klękając i wsuwając dłoń w piasek wraz z innym uczestnikiem.<br />
Remidoff otworzył szerzej oczy, dopiero po chwili widząc, że spod ziemi zaczyna wyłaniać się cała chmara maleńkich białych skorpionów. Elfowie dookoła pokrzykiwali i śmiali się, co uspokajało go choć odrobinę. Nikt nie wydawał się zmartwiony, nawet niektóre kobiety śmiały się radośnie, popatrując na kłębiące się ciała. Pustynny pył unosił się wysoko, kłębiąc się w świetle. Prowadząca zaczęła odliczać, co wywołało jeszcze większy chaos na arenie. Remidoff aż się uśmiechnął pod maską, zapatrując na pył podświetlany promieniami księżyca. Jakby na chwilę zamierał w powietrzu.<br />
- Stop! &#8211; krzyknęła kobieta głośno, a mężczyźni poodskakiwali na boki, zdyszani, unosząc w górę słoiki pełne maleńkich, kłębiących się stworzeń.<br />
Wzrok tanelfa znowu powędrował do Cyana, jego muskularnej sylwetki, czupryny na czubku głowy, umorusanej teraz pustynnym pyłem. Dwóch młodych mężczyzn ubranych w same spodnie wniosło na desce czarną, prostą wagę. Młode skorpioniki rozchodziły się dość powoli, a prowadząca odebrała pierwszemu uczestnikowi słój i położyła go na płycie. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie uzbierał tak dużo jak pozostali.<br />
Remidoff nie mógł przestać patrzeć na ukochanego, choć zerkał też na słoje, próbując zrozumieć co się działo. Cyan był ostatni, dość nerwowo spoglądając na swojego największego rywala, który miał bardzo podobną ilość skorpionów w słoiku.<br />
- Cyan! &#8211; powiedział ciszej niż by chciał, unosząc nieco rękę, kibicując. Kilka osób obejrzało się na niego sceptycznie.<br />
Rywal jego ukochanego zebrał brawa, tylko potęgując nerwowość elfa, który zerkał na Remidoffa raz po raz, najwyraźniej bardzo chcąc wygrać. Napięcie sięgnęło zenitu gdy jego pojemnik stanął na wadze i już po chwili, Cyan aż lekko podskoczył, oznajmiając tym swoją wygraną, nim zrobiła to prowadząca.<br />
- Brawo! Brawo! &#8211; powiedział Remidoff głośniej, zdobywając się na odwagę.<br />
Kobieta objęła zwycięzcę w pasie i wręczyła mu z uśmiechem błyszczące pudełeczko.<br />
- Gratulacje! &#8211; Cyan wyrwał się jej nim go pocałowała i, przy aplauzie tłumu przeskoczył przez barierkę, spoglądając Remidoffowi w oczy. Tanelf aż wciągnął powietrze, zaskoczony szybkością jego ruchów. W tłumie aż zrobiło się ciszej i większość elfów odsunęła się od nich znacząco.<br />
- Brawo! Wspaniale! &#8211; zachwycał się Remidoff, niezrażony.<br />
Cyan spojrzał mu w oczy, czując, że niemal topi się w nim serce. Podsunął mu ramię i odciągnął od namiotu, wręczając z uśmiechem pudełko. W jasnym świetle księżyca, tanelf zobaczył wiele drobnych ukąszeń na jego rękach.<br />
- Czyli jednak są niebezpiecznie! &#8211; od razu zmartwił się tanelf, zerkając na pudełko. Zaraz pociągnął jego ramię dość bezmyślnie w górę i pocałował przez maskę. Cyan odetchnął głucho, obejmując go w pasie pod płaszczem. Zapachy, dźwięki i dotyk Remidoffa niemal go upajały.<br />
- Ne mają jadu &#8211; uspokoił go, prowadząc jednak dalej, w kierunku prowizorycznego baru. Elfy jadły siedząc na poduszkach przy niskich, rzeźbionych stolikach.<br />
- A co tu jest? &#8211; Remidoff spojrzał niepewnie na pudełko.<br />
- Moja nagroda &#8211; zaśmiał się, idąc bardzo blisko przy nim. Dochodziły do niego szepty dookoła, ale był zbyt szczęśliwy, by sie tym przejmować.<br />
- Mogę otworzyć? &#8211; spytał Remidoff podekscytowany.<br />
- Tak! Oczywiście &#8211; powiedział Cyan z radością, prowadząc go nieco na bok, między dwa namioty. Kiwał się nieco w rytm muzyki. Tanelf otworzył pudełeczko ostrożnie, z dudniącym sercem. Zamrugał kiedy zobaczył błysk. W środku był naszyjnik ozdobiony białymi żądłami skorpionów i srebrzystymi kamykami, ale jego serce zabiło szybciej, kiedy spojrzał na największy centralny medalion, zobaczył przez szarawe szkła gogli, zielony pobłysk swoich oczu. Jego serce zamarło. Cyan, który odgradzał go od placu swoim ciałem, ucałował jego ramię.<br />
- Lusterko&#8230; &#8211; powiedział cicho, choć w napięciu.<br />
Remidoff ściągnął gwałtownie gogle, skrywając mocniej twarz pod kapturem i zerknął znowu w lusterko.<br />
- Moje oczy&#8230; &#8211; szepnął. &#8211; Taki mają kolor&#8230; &#8211; wydusił, drżąco, kuląc się nad naszyjnikiem.<br />
Mężczyzna odetchnął, przełykając i przytulając go mocniej.<br />
- To najpiękniejsze oczy na świecie &#8211; szepnął, czując ścisk w klatce piersiowej. Znów uświadomił sobie, że Remidoff naprawdę ich nigdy nie widział. Nie pojmował tego. Remidoff rozpłakał się nagle, ściskając amulet w dłoni.<br />
- Cyan..<br />
Mężczyzna aż się zgarbił, obracając go w swoją stronę.<br />
- Co? Co się dzieje? &#8211; szepnął, głaszcząc go delikatnie, zdenerwowany.<br />
- Nikt nigdy&#8230; tak nie wierzył we mnie&#8230; &#8211; wydusił, przytulając się do niego od razu i nie przestając szlochać. &#8211; Nikt nie pozwolił mi zobaczyć&#8230;<br />
Cyan przytulił go mocno, cofając się z nim jednak głębiej między namioty.<br />
- Już&#8230;. spokojnie&#8230; &#8211; wydusił Cyan, poruszony. Pocałował go łagodnie, tuląc do siebie. Serce biło mu szybko w piersi.<br />
Remidoff wydawał się taki kruchy, mimo że nie był chudy.<br />
- Jesteś wspaniały Cyan, zupełnie! &#8211; zachwycił się, próbując uspokoić.<br />
- Ty też&#8230; &#8211; jęknął mężczyzna, całując go przez bandaż i aż na chwilę się zatrzymując, spoglądając mu w oczy.<br />
- Zobacz je&#8230;<br />
Remidoff rozejrzał się raz jeszcze, zanim nerwowo odpiął maskę spojrzał w maleńkie lusterko, zdenerwowany.<br />
- Są ładne&#8230; &#8211; powiedział drżąco, próbując nad sobą zapanować.<br />
- Piękne &#8211; poprawił go Cyan, obejmując mocno. Aż się uśmiechnął, szczęśliwy. &#8211; Chciałbym wciąż je całować, Remi&#8230;<br />
- Nigdy się z tobą nie nudzę. Jesteś najbardziej niezwykłą osobą jaką znam. &#8211; Wychylił się i pocałował go czule.<br />
Serce Cyana aż zadrżało. Odpowiedział na pocałunek, przyciągając do siebie w pasie. Oddychał ciężko, obezwładniony. Tak bardzo cieszyło go sprawianie Remidoffowi radości.<br />
- Kocham cię&#8230; zrobię wszystko, żeby tak się stało.<br />
Tanelf pogłębił pocałunek, przytulając się mocniej. Cyan odetchnął głucho, mocno go obejmując w pasie.<br />
- Zawsze będziesz dla mnie najpiękniejszy, Remi &#8211; obiecał.<br />
- Będziemy razem zawsze? &#8211; szepnął do ucha Cyanowi, obejmując go w pasie.<br />
Mężczyzna aż zadrżał, mocno przyciskając go do siebie.<br />
- Chciałbyś? &#8211; wydusił, aż przymykając oczy. Jego serce skakało.<br />
- Tak&#8230; &#8211; Cmoknął go znowu. &#8211; Jakbyś był moją Gwiazdą. Jakby istniało dla mnie przeznaczenie&#8230; &#8211; powiedział, patrząc mu w oczy.<br />
Cyan odetchnął, spoglądając mu w oczy.<br />
- Jest chyba odwrotnie &#8211; powiedział cicho, przełykając. Czy Remi chciał mu powiedzieć, że są tacy sami? Że też jest w jakiś sposób śmiertelny? W jakiś sposób przecież był&#8230; jak wszyscy chorzy.<br />
- Najwyraźniej ty jesteś moim przeznaczeniem &#8211; powiedział łagodnie, obejmując go w pasie.<br />
Cyan oddychał ciężko, wpatrując się w niego z emocjami wypisanymi na twarzy.<br />
- Musimy to uczcić&#8230; &#8211; wykrztusił.<br />
- Tak? &#8211; zaśmiał się Remidoff, ocierając szybko wcześniejsze łzy.<br />
Cyan pochylił się, całując jego dłonie przez rękawiczki i patrząc na niego całkiem szczerze.<br />
- U nas jest taki zwyczaj, że zawieszamy ozdoby w uszach&#8230; &#8211; westchnął, zerkając na niego pytająco.<br />
- Takie? &#8211; wskazał jego zausznice i nie omieszkał przy tym musnąć palcami jego ucha.<br />
Mężczyzna aż zadrżał, na chwilę przymykając oczy.<br />
- Nie&#8230; Przebijamy je małą igłą &#8211; powiedział, łapiąc się za płatek ucha. &#8211; To nie boli bardzo &#8211; zapewnił od razu.<br />
- Igłą&#8230; &#8211; powtórzył, oddychając ciężej. &#8211; Na zawsze &#8211; dodał poważnie.<br />
Cyan aż spoważniał, czując, że ściska mu się żołądek.<br />
- Tak właśnie ma być, kochany&#8230;<br />
- Bardzo tego bym pragnął. &#8211; Remidoff pokiwał głową, wlepiając w niego spojrzenie jadeitowych oczu.</p>
<br />Filed under: <a href='http://americanhigh.wordpress.com/category/urodzeni-pod-ksiezycem/'>Urodzeni pod Księżycem</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/americanhigh.wordpress.com/5208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/americanhigh.wordpress.com/5208/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=americanhigh.wordpress.com&amp;blog=6608096&amp;post=5208&amp;subd=americanhigh&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://americanhigh.wordpress.com/2012/01/14/urodzeni-pod-ksiezycem-16-na-zawsze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/e7ff707a67bf4dc85ab0721a89fc1ff8?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">kasiotfur</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
